23.11 Rocznica historyczna na dziś. Lisowczycy leją Węgrów pod Humiennem

Jesienią 1619 roku Cesarz Rzymski Narodu Niemieckiego, król Czech i Węgier Ferdynand II był był na progu załamania nerwowego. W ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy, na jego oczach rozpadało się dzieło życia jego wielkich przodków z Domu Habsburgów.

Nie minął rok odkąd włożył na swe skronie trzy korony monarsze, a wydawało się że nie ostanie mu się ani jedna. Oszaleli z wściekłości Czesi rok wcześniej powyrzucali przez okna praskiego ratusza niemieckich rajców miasta rozpoczynając wojnę na śmierć i życie z Niemcami, katolicyzmem i nim samym – cesarzem. Rok później płomień buntu, poprzedzony straszliwymi mordami, pożogami i gwałtami ogarnął już całe Czechy, Morawy i Śląsk. Czeska perła w koronie austriackiego cesarza wydawała się na zawsze stracona.
Juliusz Kossak - Lisowczyk
fot. wikimedia-commons domena publiczna

 

To nie koniec, Gabor Bethlen książę Siedmiogrodu ufny we wsparcie swego suwerena sułtana tureckiego ze Stambułu, zaatakował habsburskie domeny na Węgrzech. Jego wojska szybkimi marszami zajęły całe Górne Węgry czyli obecną Słowację. Latem 1619 roku Siedmiogrodzianie zajęły Preszburg – przyszłą Bratysławę. Ich hasłem było zjednoczenie Węgier i wyrwanie ich z łap Habsburgów. W dodatku, wcale nie było pewne czy śladem swego lennika na cesarską stolicę nie ruszy ze swymi potężnymi armiami spahisów i janczarów sam sułtan turecki. Ferdynand zamknięty w ponurym zamku w Wiedniu sam robił się coraz bardziej ponury…

Kto pomoże? Może królewski brat z Krakowa?


Skąd pomoc? Cesarscy doradcy byli bezradni. Papież może służyć tylko donacjami pieniężnymi, które i tak przyjdą za późno. Wenecjanie mają swoje problemy z Turkami na Morzu Śródziemnym… A może? No właśnie. Może pomoże Zygmunt, mąż Konstancji - cesarskiej siostry? Przecież nie tak dawno - kilka lat temu - uroczyście ogłoszono zawarcie układu familijnego między ojcem Ferdynanda a królem polskim Zygmuntem.

W myśl układu monarchowie katoliccy mieli wzajemnie nieść sobie pomoc w sytuacji zagrożenia.
Józef Brandt - Strzelanie z łuku
fot. wikimedia-commons domena publiczna

W tej sytuacji do Warszawy udał się zaufany poseł cesarza Michał Adolf Altan. Zadanie miał trudne polska szlachta nie chciała bronić monarchii rakuskiej. Silnie były sympatie wobec Węgrów i pobratymczych Czechów. Jednak poseł miał sporo argumentów i to w brzęczącej monecie. Między lipcem i październikiem 1619 roku poseł cesarski Michał Adolf Altan podjął się szerokiej akcji propagandowej wśród senatorów i dygnitarzy koronnych. W tym czasie Bethlen rozpoczął oblężenie Wiednia. Sytuacja cesarza stała się krytyczna...

czytaj też: Bitwa pod Obertynem – wielkie, zapomniane zwycięstwo Polaków!

czytaj dalej

W sukurs Lisowczycy


Na szczęście dla niego, do Polski wróciły sławne z męstwa, ale i ze swej niesforności oddziały tak zwanych lisowczyków. Po podpisaniu rozejmu z Moskwą w Dywilinie polska jazda nie miała nic do roboty w Moskwie i udała się na powrót w granice Rzeczpospolitej. Niestety z miejsca zaczęła niemiłosiernie łupić kresy południowo-wschodnie Korony Polskiej. Palili wsie, grabili mieszkańców, porywali konie… Coś trzeba było z nimi zrobić. I najlepiej trzymać ich jak najdalej od własnych majątków…

Jak mówił w wywiadzie dla strony internetowej Muzeum Historii Polski dr Radosław Lolo:

Chcąc jednak zachować pozory neutralności, Zygmunt III posłużył się w akcji werbunkowej przebywającym w Rzeczypospolitej magnatem Jerzym Hommonayem. Został on wypędzony z Siedmiogrodu przez Bethlena i sam był zainteresowany akcja odwetową. Postanowiono, że lisowczycy pod wodza Walentego Rogawskiego przejdą przez Przełęcz Dukielską i posuwając się na południe przez Słowację wkroczą do Siedmiogrodu, prowadząc działania dywersyjne i siejąc spustoszenie.


Do siania spustoszenia lisowczycy nadawali się bowiem jak mało kto. Oto ich krótka charakterystyka piórem prof. Adama Kerstena:

"Te oddziały polskiej jazdy, stworzone przez Aleksandra Lisowskiego w czasie wojen moskiewskich, stanowiły bardzo specyficzną formację wojska Rzeczypospolitej. Nominalnie nie wchodziły one w skład komputu koronnego i nie płacono im stałego żołdu, najczęściej żywiły się grabieżą. Używano ich też przede wszystkim do akcji o pacyfikacyjnym charakterze. Była to zbieranina najprzeróżniejszych elementów społecznych zarówno szlacheckich, jak mieszczańskich i chłopskich. Już po śmierci swojego pierwszego wodza zostali zaciągnięci na wyprawę moskiewską królewicza Władysława. Odznaczyli się też w niej i wielką odwagą, i nie mniejszym okrucieństwem. Często działali samodzielnie, bez porozumienia z hetmanami i głównymi siłami wojska. Jedną z charakterystycznych cech tych oddziałów była także obieralność dowódców, zapewne przez koło wojskowe, w skład którego wchodzili wszyscy towarzysze chorągwi, bez pocztowych i ciurów”


 

Bitwa w Bieszczadach


Oddziały pod wodzą pułkownika Rogowskiego zadanie wykonały bez zarzutu. W połowie listopada przekroczyli granice Rzeczpospolitej. Około 22 listopada dotarli w okolice miasteczka Humienne. Tam drogę zagrodziły im oddziały siedmiogrodzkie. Lisowczycy przy przekraczaniu granicy liczyli od 8000 do 10 000 ludzi. Siedmiogrodzianie dysponowali z kolei nie mniej niż 7000 ludzi, w tym: 2500 jazdy ciężkiej, 2500 lekkiej jazdy oraz 2000 piechoty.
Michał Kluczewski, Władysław Szerner - Lisowczyk
fot. wikimedia-commons domena publiczna

Bitwa trwała dwa dni. Pierwszy dzień nie przyniósł rozstrzygnięcia. Lepszą pozycję zajmowali Węgrzy, którzy zajmowali dwa beskidzkie wzniesienia. Nie mając większych szans we frontowym ataku, Polacy zastosowali taktykę pozorowanej ucieczki. Podzieliwszy się na cztery kolumny, ruszyli w stronę własnego obozu. Rakoczy dał znak do pogoni, Lisowczycy zaś gwałtownie zawrócili i starli się z jazdą, a następnie nieuszykowaną do bitwy piechotą, która dążyła do szybkiego ograbienia obozu elearów. Rakoczy pozwolił więc na rozluźnienie szyków własnej armii, dając się wciągnąć w pułapkę. W rezultacie zostawił na placu boju około 3000 ludzi.

czytaj też: „Te ręce zbudowały Amerykę!”. Polacy twórcami amerykańskiej potęgi

Lisowczycy poszli dalej. Ich marsz zostawił szeroki krwawy ślad. Na wieść o klęsce swych wojsk w Beskidach, Gabor Bethlen zwinął oblężenie Wiednia. Ferdynand mógł odetchnąć z ulgą. Czy zachował wdzięczność dla swego królewskiego szwagra i jego niesfornych żołnierzy?

Bibliografia:

A. Kersten, Odsiecz wiedeńska 1619 r. Warszawa, 2011
Witold Biernacki: Wojna trzydziestoletnia. Powstanie czeskie i wojna o Palatynat 1618-1623. Wyd. Inforteditions, Zabrze 2008.
http://muzhp.pl/pl/e/1172/pierwsza-odsiecz-wiedenska-wywiad

Najchętniej czytane