PIEKARSKI NA MĘKACH. OKRUTNA KAŹŃ KRÓLOBÓJCY!

MAKABRA! Michał Piekarski, herbu Pobóg sam przeklął swoją rękę i gdy kat miał mu ją palić, dobrowolnie położył ją nad rozżarzone ognie. Gdy już WYRWANO mu ręce, przystąpiono do ROZCZŁONKOWYWANIA reszty ciała.

Konie nie mogły rozerwać jego ciała, więc kat dokonał nacięcia na jego korpusie, co spowodowało oderwanie prawej nogi. Wkrótce niedoszły królobójca zmarł z upływu krwi. To co zostało z jego ciała zebrano, spalono, zaś prochy wysypano do nurtów Wisły.

Cała Warszawa tam była


Działo się to 27 listopada 1620 roku. Ludziom, którzy byli tego dnia w Warszawie wydawało się, że na rynku Nowego Miasta zgromadziła się cała ludność nowej stolicy. Początkowa nienawiść wobec zbrodniarza, wkrótce przerodziła się we współczucie wobec nieszczęsnej ofiary. Co takiego stało się, że spokojni mieszczanie zamiast do warsztatów pracy udali się na publiczny plac? Otóż, tego dnia decyzją marszałka koronnego, Michała Wolskiego, miał zostać wykonany wyrok śmierci, na Michale Piekarskim, który niecałe dwa tygodnie wcześniej 15 listopada ciął czekanem w głowę Zygmunta III Wazy. Król przeżył szczęśliwie zamach, tego samego dnia ukazał się w oknie Warszawianom, jednak zamachowiec, ze ten czyn został skazany na okrutną śmierć.


Akt zamachu na króla
fot. wikimedia-commons domena publiczna

czytaj dalej


Podobno marszałek nie popisał się oryginalnością. Ne musiał, gdyż, pomocą posłużył mu obecny w 1610 r. w Paryżu Jakub Sobieski, będący świadkiem wyroku na Franciszka Ravaillac’a. Francuskiego mnich, który dziesięć lat wcześnie dokonał skutecznego zamachu na króla Francji, Henryka IV. W 1620 r. był on posłem na sejm i zapewne przekazał opis tamtych wydarzeń Michałowi Wolskiemu, gdyż wyrok na Piekarskiego jest niemal wierną kalką paryskiego wyroku z 1610 roku.

czytaj też: Polacy postrachem walecznych Wikingów – kto rządził Bałtykiem w średniowieczu?

Krwawy spektakl trwał kilka godzin od godziny dziewiątej do szesnastej. Piekarskiego wywieziono z Zamku Królewskiego na wał zamkowy, następnie przez Krakowskie Przedmieście na rynek i dalej ku Nowemu Miastu, gdzie na rynku dokonała się kaźń.

Szaleniec chce zabić króla


Michał Piekarski przyszedł na świat w zamożnej rodzinie szlacheckiej województwie sandomierskim. Urodził się w małej wsi Wodniki, natomiast wychował w rodzinnej posiadłości Bieńkowice. Bardzo szybko został sierotą i trafił pod opiekę swoich wujów, zwłaszcza Jana Płazy, który był wielkorządcą krakowskim. We wczesnych latach młodości Piekarski doznał urazu głowy. Być może to było przyczyną jego późniejszych problemów psychicznych…

Jak wynika z wielu przekazów źródłowych, zamach warszawski został dokładnie zaplanowany i ostatecznie wykonany przez Michała Piekarskiego. Jego pomieszanie zmysłów z całą pewnością przyczyniło się do tego, iż jego zamiary nie zostały urzeczywistnione w takim stopniu, jak sobie tego życzył. Trudno powiedzieć, kiedy dokładnie Piekarski powziął myśl zabicia króla. Wiele wskazuje, iż stało się tak, po wydarzeniach francuskich, z 1610 roku, kiedy to w zamachu zginął Henryk IV Burbon. Wiadomo, iż na sejmie w 1613 roku, Michał Piekarski „wziął znać rankor” na królu. Jeździł zatem po całej Polsce za Zygmuntem III i wielokrotnie próbował dokonać samosądu. Wiadomo także, iż przez sześć lat pościł w intencji udanego zamachu. Jednak różne koleje losu sprawiły, że dopiero w 1620 roku prawie udało mu się zrealizować życiowe posłannictwo, o którym był przekonany.
Robert Francois Damiens Przed sędziami
fot. wikimedia-commons domena publiczna

To było niedziela 15 listopada 1620 roku. W Warszawie lada dzień miały rozpocząć się obrady sejmu. Sytuacja w kraju była ponura. Nad Rzeczpospolitą zawisła groza wojny tureckiej. Takie okoliczności uznał za dogodne nasz zamachowiec. Piekarski rozpoczął przygotowania do zamachu od postu w piątek i sobotę, by być przygotowanym na to, co miało wydarzyć się w niedzielę 15 listopada.

czytaj dalej

Straszliwe cięcia


Król wraz z dworzanami szedł rano na mszę świętą do archikatedry warszawskiej, W wąskim przejściu pomiędzy zamkiem a świątynia zaatakował go Piekarski. Zamierzył się potężnym czekanem i uderzył.
Pech jednak chciał, iż król za późno zaczął zdejmować czapkę marmurkową, która przyjęła pierwszy cios Piekarskiego. Na tym jeszcze nie koniec, ponieważ uderzenie było tak silne, iż czekan, którym zamachu dokonał Piekarski uszkodził się, następnie zaplątał w płaszcz arcybiskupa Próchnickiego, więc drugi i prawdopodobnie trzeci cios został zadany, leżącemu już królowi, drzewcem. Pierwszy cios okazał się nieskuteczny również dlatego, iż król odwrócił głowę w stronę biskupa Wężyka, przez co cios z czapki zjechał, przez kark, na obojczyk, dalsze ciosy wylądowały na policzku królewskim, powodując niegroźne zadrapania. Piekarski, w lekkich przejawach racjonalności, sięgnął po szablę, jednak wytrącił mu ją, laską marszałkowską stojący obok Łukasz Opaliński, w obronie króla stanął także biskup Wężyk. Zamachowca pochwycił nieznany z imienia mnich, karmelita. Następnie królewicz Władysław ciął Piekarskiego w czoło, odcinając mu płat skóry (przechowywany do dziś). Napastnika ujęto.

czytaj też: Starożytni nazywali go rajem – gdzie znajdował się legendarny Punt?

Co było później już opisaliśmy. Wcześniej Piekarskim zajęli się kaci i marszałek koronny, który go przesłuchiwał. Nie był w stanie dowiedzieć się niczego ciekawego od skazańca. Piekarski opowiadał nieskładnie o swoich religijnych wizjach i proroctwach. Do dziś do naszego weszło powiedzenie: „pleść jak Piekarski na mękach”. Pomyślmy o nieszczęsnym Michale, kiedy będziemy je wypowiadać...

Bibliografia:

Piotr Lewandowski Zabić króla! Zamach Michała Piekarskiego na Zygmunta III Wazę, Agencja Wydawnicza Egros, Warszawa 2012

 

Najchętniej czytane