BAWIMY SIĘ DO KOŃCA! Prawdziwa historia zatonięcia "TITANICA"

NIEZATAPIALNY! chluba angielskiej myśli technicznej i przemysłu! A JEDNAK Titanic zatonął dokładnie w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku, W CZASIE SWOJEGO DZIEWICZEGO REJSU. Wszyscy niby znają tę historię, ale JAK BYŁO NAPRAWDĘ!

Prawie każdy zna historię tego wielkiego statku za sprawą kasowego hitu Jamesa Camerona. Niejedna z pań nie mogła powstrzymać łez oglądając tragiczny koniec Jacka i Rose, niejeden z panów zaś walczył z zamykającymi się powiekami towarzysząc swojej wybrance podczas seansu. Film filmem, ale jak wyglądała rzeczywistość? Wielu z nas słyszano o pewnych nieprawidłowościach. Mało kto jednak wie o szczegółach kulis zatonięcia największego statku świata. Czy mogło nie dojść do tragedii? Czy można było ją powstrzymać? Czy można było uratować więcej osób?

Kosztowne luksusy


Titanic był statkiem o niespotykanej wielkości. Wyporność 66 tysięcy ton, długość 268 metrów, szerokość 30 metrów... Te liczby robią wrażenie. Robiły też wówczas na najbogatszych ludziach świata. W feralnym rejsie na pokładzie, mogącym pomieścić 3 tysiące pasażerów, znalazło się wiele znakomitości. Między innymi takie tuzy świata wielkich pieniędzy jak John Jacob Astor, członkowie rodziny Rothschildów, Alfred Vanderbilt czy hrabina de Rothes. Z myślą o takich klientach przygotowano na statku wiele luksusowych sektorów, w których goście mogli spędzać czas na zabawie i wypoczynku.
RMS "Titanic" wypływa w swój pierwszy i ostatni rejs - 2 kwietnia 1912 roku
fot. wikimedia-commons domena publiczna

 

czytaj dalej


Promenady spacerowe, sale balowe i restauracje, a nawet salon fryzjerski, siłownia, korty tenisowy, czy kryty basen! Wszystko po to, aby rejs był niezapomnianym wspomnieniem dla podróżujących. Niestety w pogoni za jak najwyższą jakością pierwszej klasy zaniedbano spraw istotnych.


„Poświęciliśmy dwie godziny na dyskusję o dywanach w kabinach pierwszej klasy i 15 minut na problem szalup ratunkowych.”


 

- Alexander Carlisle, dyrektor stoczni Harland and Wolff.

Na statku bowiem znajdowało się jedynie 16 szalup. Mogły one pomieścić 1178 z 2224 pasażerów. Podczas ewakuacji połowa pasażerów z góry była skazana na śmierć! Dlaczego zamontowano tak mało szalup? To nie tylko ignorancja projektantów i chęć wykorzystania jak największej przestrzeni na miejsca rekreacji. Okazuje się, że była to świadoma i celowa decyzja! W trakcie budowy padła propozycja, żeby statek wyposażyć w 48 szalup. Producenci odrzucili jednak ten pomysł. Bano się, że widok tak dużej liczby szalup odstraszy potencjalnych klientów! O co chodziło? Spodziewano się, że taki widok wzbudzi niepewność i niechęć wśród pasażerów. Trzeba zrozumieć tutaj duch epoki. Ludzie na początku XX wieku inaczej rozumieli bezpieczeństwo, a będąc ścisłym, nie stawiali go na pierwszym miejscu w swoim życiu. W ich mniemaniu jeśli statek wyglądał potężnie i został nazwany niezatapialnym to rzeczywiście taki był. Kto to kwestionował, ten tchórz!

Ostrzeżenia


"Titanic" wypłynął w dziewiczy rejs żegnany przez tłumy. Pasażerowie byli podekscytowani, a załoga na czele z kapitanem przepełniona była pewnością siebie. Krótko po wypłynięciu, na północnym Atlantyku, napotykano na pierwsze kry lodowe. Płynący w pobliżu statek „Californian” już wtedy wyłączył maszyny i poddał się naturze dryfując przez całą noc. Kapitan „Californiana” niejaki Stanley Lord nakazywał swoim radiotelegrafistom informować załogę „Titanica”, aby rozpatrzyli zwolnienie prędkości z uwagi na warunki atmosferyczne. Na nic się zdały te porady.

 

Margaret "Molly" Brown była jedną z osób, które przeżyła katastrofę -
fot. wikimedia-commons domena publiczna

 

czytaj dalej


Radiotelegrafiści z Titanica zajęci byli wówczas wysyłaniem telegramów wysyłanych przez pasażerów do swoich znajomych i wspólników biznesowych w Ameryce. Polecono nawet telegrafiście z „Californiana”, aby „wyłączył się, bo zagłusza fale”. O zwolnieniu prędkości nie chciał też słyszeć kapitan Titanica, kapitan Smith. Doświadczony wilk morski właśnie odbywał ostatni rejs przed przejściem na emeryturę i chciał odnieść jak najlepszy wynik prędkości przeprawy przez Ocean. „Titanic” nie zwalniał. Nawet pomimo tego, że w dzień tragedii dostali kolejne ostrzeżenie od statku „Mesaba”.


„Dostrzegliśmy wielką ilość zbitej kry oraz liczne góry lodowe, a także pole lodowe”


 

- treść telegramu z „Mesaby”, wystosowanego do Titanica w dzień tragedii.

 

Moment opamiętania


W końcu jednak, po zaledwie czterech dniach żeglugi, Titanic spotkał na swojej drodze górę lodu, która zdołała go zatrzymać. Przed uderzeniem padł po raz pierwszy rozkaz wyłączenia maszyn, ale było już za późno. Próba ominięcia też, jak wiemy, na nic się nie zdała. Uderzenie rozdarło prawą burtę na długości 100 metrów. Pasażerowie z entuzjazmem przyjęli kolejną „atrakcję”. Przez jakiś czas wzbudziło to zainteresowanie, obrzucano się fragmentami lodu jaki spadł na pokład, ale szybko powrócono do swoich zajęć.

Thomas Andrews, główny inżynier, nie był tak optymistyczny. Bez ogródek stwierdził, że woda zalewa 3 z 5 wodoszczelnych komór i statek po prostu zatonie. Wówczas to radiotelegrafiści „Titanica” zaczęli słać telegramy do innych statków. Oczywiście z prośba o pomoc. Jedynie wzgardzony wcześniej „Californian” był w odległości pozwalającej na dopłynięcie na czas. Jak na ironię losu kapitan i radiotelegrafiści, którzy wcześniej ostrzegali Titanica, teraz spali. Telegram nie został odczytany. Jakby tego było mało na nic się też zdały sygnały świetlne, wystrzelone z Titanica. Co prawda, pełniący wachtę na „Californianie” praktykant dostrzegł je, ale był zbyt przestraszony, aby budzić kapitania Lorda. Prawdopodobnie stwierdził, że to jakaś forma zabawy... Chciałoby się rzecz „mądry Titanic, po szkodzie”.

Jakub Bazler

Najchętniej czytane