CHAIM RUMKOWSKI. ŁÓDZKI ŻYD, KTÓRY POSZEDŁ NA "UKŁAD" Z NAZISTAMI

Został wywieziony z Łodzi w ostatnim transporcie do Auschwitz. Podobno  został natychmiast rozpoznany przez Żydów, którzy dopuścili się wobec niego SAMOSĄDU. Tak zginął człowiek, który wymyka się prostym ocenom...

Jego postać do dziś dzieli różne pokolenia historyków. Chaim Rumkowski negocjował z tymi, którzy chcieli zniszczyć jego naród, wierząc, że w ten sposób uda mu się ocalić chociaż część mieszkańców getta. Zapłacił za to najwyższą cenę - w świadomości wielu ludzi zapisał się jako żydowski kolaborant III Rzeszy.

Starszy mężczyzna o siwej czuprynie uwielbiał jeździć dorożką po ulicach Łodzi. W gęsto zaludnionej okolicy nie było choćby jednej osoby, która by go nie znała. To dzięki podejmowanym przez niego wysiłkom Niemcy pozwolili im przez moment żyć w warunkach niespotykanych w innych tego typu miejscach.

W porównaniu z pozostałymi gettami żydowskimi utworzonymi na terytorium okupowanej Polski, to zarządzane przez Mordechaja Chaima Rumkowskiego było na swój sposób wyjątkowe. Działała tu szkoła i odbywały się wydarzenia o charakterze kulturalnym. Na odizolowanym od świata zewnętrznego terenie  można też było spotkać zakłady fryzjerskie, szpitale i czynne warsztaty rzemieślnicze.

Pozory normalności znikały jednak parę przecznic dalej, gdzie zbierano ciała martwych Żydów. Liczba osób, które przeszły przez łódzkie getto sięgała ok. 200 tys. Zamknięcie na bardzo małej przestrzeni (liczącej ok. 4 km kwadratowych) tak dużego skupiska ludzi oznaczało dla wielu z nich powolną i okrutną śmierć.

Litzmannstadt Ghetto - jak nazywali je Niemcy  zostało odizolowane od reszty miasta 30 kwietnia 1940 r. Dziesięć dni później komendant niemieckiej policji ogłosił, że "każdy zamiar opuszczenia getta przez mieszkańca bez pozwolenia władz ma się spotkać z ostrzałem”. Wprowadzono też specjalną walutę, która obowiązywała wyłącznie na terenie getta i rozkazano Żydom wymienić na nią wszystkie posiadane przez nich pieniądze. W ten sposób korupcja i przemyt na tym obszarze stały się niemożliwe.

"Król" getta


Niemcy odpowiadali za wyżywienie mieszkańców, każąc im płacić za dostarczany prowiant. Aprowizacja nie wiązała się jednak oczywiście z choćby minimalną troską o Żydów  - okupantom zależało, aby panujący głód stopniowo zmniejszał populację getta, stąd przywozili prowiant zepsuty i w ilości niewystarczającej na pokrycie potrzeb wielotysięcznej społeczności.

Chaim Rumkowski i Hans Biebow w łódzkim getcie, ok. 1942 r.
fot. wikimedia-commons domena publiczna

Ponieważ Niemcy uważali getta za rozwiązania tymczasowe, nie zamierzali oddelegowywać do ich zarządzania zbyt wielu swoich urzędników. Z tego względu Reinhard Heydrich powołał 21 września 1939 r. specyficzne instytucje administracyjne, które do dziś budzą wiele skrajnych emocji - Judenraty, czyli Starszeństwa Żydów. Zgodnie z założeniami okupanta miały zasiadać w nich wpływowe osoby, które w teorii odpowiadałyby za porządek w gettach, a w praktyce - gorliwie wykonywałyby polecenia Niemców.

W pewnym stopniu chodziło również o upodlenie tych, którzy dotąd cieszyli się powszechnym szacunkiem wśród Żydów. Każdy Judenrat miał posiadać  przewodniczącego, kierującego jego pracami.

W Łodzi na szefa Starszeństwa Żydów wybrano pochodzącego z Wołynia 62-letniego Chaima Rumkowskiego. Przed wojną był on dyrektorem miejscowego sierocińca i zdobył opinię świetnego negocjatora. Te umiejętności Rumkowski zamierzał wykorzystać również w rozmowach z Niemcami. Wbrew ich planom żydowski zarządca proponował pewne kompromisy, które pozwoliłyby przetrwać mieszkańcom getta. W trudnych warunkach wojennych niektóre pomysły Rumkowskiego okazały się dla okupantów niezwykle kuszące. Inaczej jednak patrzyli na jego posunięcia niektórzy mieszkańcy getta - ówcześni krytycy nazywali go "cesarzem" oraz "królem Chaimem".


Mały Izrael w sercu Łodzi


Rumkowski postanowił zorganizować getto w oparciu o hasło: "Naszym jedynym wyjściem jest praca". Szef łódzkiego Judenratu wyszedł z rozsądnego skądinąd założenia, że Niemcy pozostawią Żydów przy życiu, jeśli będą otrzymywać od nich dobra materialne. Nie wiedział wtedy jeszcze, że okrutni okupanci zamierzają zlikwidować lud mojżeszowy bez względu na konsekwencje... Wśród oprawców nie brakowało jednak ludzi, którzy dla własnego zysku chętnie mamili ofiary wiarą w "ludzkie oblicze nazizmu".

Rumkowskiemu udało się przekonać do jednego ze swoich sztandarowych pomysłów Hansa Biebowa - członka NSDAP i szefa niemieckiej cywilnej administracji getta łódzkiego. Żydowski zarządca zauważył, że na terenie miasta zamknięto tysiące wysoko wykwalifikowanych rzemieślników i mieszkańcy mogą sami zapracować na swoje utrzymanie, wytwarzając m.in. mundury i amunicję na potrzeby Wehrmachtu.

Łódzkie getto w 1940 r. - fot. Bundesarchiv, R 49 Bild-1733 / Holtfreter, Wilhelm /
CC-BY-SA 3.0 via wikimedia-commons

Prace ruszyły pełną parą. W niedługim czasie Rumkowski stworzył całą sieć warsztatów, obejmujących m.in. szwalnie oraz zakłady szewskie i metalurgiczne. W maju 1941 r. wygłosił płomienne przemówienie, w którym przekonywał ludność getta, że jego plan zmierza w dobrym kierunku:

"Gdy zastanawiałem się, jak pokonać problem, wobec którego stanęli Żydzi, doszedłem do wniosku, że praca jest dla nich najlepszym z błogosławieństw. [...] Samotnie dźwigam moje zadanie i jeśli trzeba, używam siły. Dyktatura nie jest brzydkim słowem. Dzięki dyktaturze zdobyłem uznanie Niemców dla mojej pracy. A gdy mówią: Litzmannstadt Ghetto, odpowiadam: To nie getto, to miasto pracy”.

Ostatnie słowa tej perory były skierowane przede wszystkim do przeciwników Rumkowskiego, którzy zarzucali mu sprawowanie rządów ciężką ręką i próbowali wzniecać bunty w getcie. A tych z upływem czasu wciąż przybywało. Rumkowski zaczął być oskarżany o współpracę z Niemcami przy organizowaniu obozu pracy przymusowej. Prezes warszawskiego Judenratu, Adam Czerniaków, miał o nim natomiast powiedzieć, że był  człowiekiem aroganckim i szkodliwym.

Tymczasem on sam uważał, że stworzył małe państwo żydowskie w samym sercu miasta, zapewniające przetrwanie i opiekę jego obywatelom. W kolejnych przemówieniach powoływał się na dane liczbowe, przekonując m.in., że w jego warsztatach pracuje 10 tys. robotników, a 15 tys. dzieci dostaje śniadania i obiady.

Hans Biebow (pierwszy z lewej) ogląda dewizy i złote monety zagrabione łódzkim Żydom - 
fot. wikimedia-commons domena publiczna

Pomimo wysiłków Rumkowskiego ludzie wciąż jednak umierali - w zamian za nowe mundury i amunicję Niemcy nadal oferowali bowiem minimalne porcje niskiej jakości pożywienia. W tych okolicznościach prezes łódzkiego Judenratu został zmuszony wprowadzić w swoim "państwie" reglamentację towarów.

"Oddajcie mi swoje dzieci"


Zarządcy gett zostali wystawieni na najcięższą próbę latem 1942 r., gdy Niemcy rozpoczęli akcję wywożenia Żydów do obozów pracy oraz zagłady. Wieczorem 23 lipca Adam Czerniaków - po tym, gdy rozkazano mu podpisać zarządzenie o przymusowej deportacji  - popełnił samobójstwo zażywając cyjanek potasu. W liście pożegnalnym do żony napisał:

"Żądają ode mnie bym własnymi rękami zabijał dzieci mego narodu. Nie pozostaje mi nic innego, jak umrzeć. Niech moja postawa będzie przykładem dla innych”.



Miesiąc później podobne żądanie zostało przedstawione Rumkowskiemu. Niemcy rozpoczynali właśnie przygotowania do "Wielkiej Szpery", w ramach której zamierzali deportować do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem (Kulmhofu) osoby nieprzydatne do pracy - dzieci do 10 roku życia oraz dorosłych, którzy ukończyli 65 lat. Rumkowski przyjął postawę diametralnie inną od Czerniakowa, wygłaszając 4 września 1942 r. najbardziej dramatyczne ze swoich przemówień:

"Na nasze getto spadło wielkie nieszczęście. Żądają od niego, by oddało najlepsze co posiada – dzieci i starych ludzi… [...] W moim wieku muszę rozłożyć ręce i błagać: Bracia i siostry! Oddajcie mi je! Ojcowie i matki – dajcie mi swoje dzieci! [...] Muszę przeprowadzić tę ciężką i krwawą operację, muszę odciąć członki, by uratować ciało. Muszę zabrać dzieci, gdyż inaczej nie daj Boże mogą zostać zabrani także inni… [...] Ponieważ starców i dzieci jest tylko 13 tys., musimy dopełnić kwoty, wydając ludzi chorych. Co wolicie: żeby przeżyło 80–90 tys. Żydów, czy żeby wszyscy zostali unicestwieni?".

"Kwota", którą - jak mówił Rumkowski - należało dopełnić, wynosiła dokładnie 7 tys. ludzi. Jednocześnie zarządca Litzmannstadt Ghetto twierdził, że początkowo Niemcy żądali od niego 24 tys. ludzi, ale dzięki jego negocjacjom zgodzili się na zmniejszenie tej liczby. Tragedię, która spadła na "mały Izrael", zwiastowały jednakże wydarzenia, do których doszło  kilka dni wcześniej - 1 września niemieckie oddziały przystąpiły do likwidacji chorych z łódzkich szpitali. Zaskoczony akcją Rumkowski był przekonany, że na tym okupant zakończy swoje represje.

Chaim Rumkowski podczas jednego ze swoich przemówień - fot. wikimedia-commons domena publiczna

Zagadkowa śmierć


Po przemówieniu Rumkowskiego wielu rodziców starało się za wszelką cenę uratować swoje pociechy. W panice zrozpaczeni ludzie zaczęli oblegać biura meldunkowe, w których próbowali zmienić dzieciom metryki urodzenia.

"Wielkia Szpera" trwała od 5 do 12 września 1942 r. Akcję mieli początkowo przeprowadzić wyłącznie żydowscy policjanci, jednak w związku z powstałymi problemami do getta wkroczyło niemieckie komando. Do obozu wywieziono - zgodnie z przyjmowanymi dziś szacunkami -  15 681 osób. Wkrótce Niemcy zamknęli szkoły i szpitale, po czym przemienili getto w obóz pracy. Misja Rumkowskiego zaczęła upadać.

Himmler odłożył jednak decyzję o likwidacji getta do końca czerwca 1944 r. (dla porównania getto warszawskie zostało zlikwidowane ponad rok wcześniej). Wówczas Rumkowski  wezwał część pozostałych przy życiu Żydów, aby dobrowolnie zgłosili się do transportów. Chociaż wywózki do obozów trwały do 29 sierpnia, niektórym mieszkańcom udało się doczekać zakończenia wojny. Tego szczęścia nie miał jednak sam Rumkowski, który został wywieziony z Łodzi w ostatnim transporcie do Auschwitz. Według różnych źródeł zginął zaraz po przybyciu do obozu pomiędzy 30 sierpnia a 1 września 1944 r.

Okoliczności jego śmierci wciąż pozostają niejasne. Jedna z wersji mówi, że Niemcy umieścili go w komorze gazowej, inna, że został natychmiast rozpoznany przez Żydów, którzy dopuścili się wobec niego samosądu. Znamy też relację świadka, który twierdził, że po trafieniu do Auschwitz Rumkowksi nie miał pojęcia, gdzie się znajduje. Odmiennego zdania była sekretarka Rumkowskiego, Etka Daum. Według jej wspomnień prezes Judenratu nie tylko wiedział, gdzie Niemcy zamierzają go zawieźć, ale nawet otrzymał od nich możliwość ocalenia życia.


Kat czy wybawca?


Ocena Rumkowskiego, jak i całej instytucji Judentratów, jest dziś bardzo zróżnicowana. Przez długi czas za jedyną godną pochwały postawę, gloryfikowaną przez kolejne pokolenia, uważano stawianie oporu okupantowi. Na przestrzeni ostatnich kilku lat szefów Rad Żydowskich postrzega się jednak coraz częściej jako tych, którzy godząc się na radykalne rozwiązania działali z myślą o wartości najwyższej - przetrwaniu narodu.

I właśnie ten argument jest szczególnie podkreślany przez zwolenników Rumkowskiego, którzy widzą w nim nie tyle kolaboranta, co ofiarę Niemców. Ważnym głosem w dyskusji na temat tej postaci jest wydana w 2012 r. książka Moniki Polit "Mordechaj Chaim Rumkowski. Prawda i zmyślenie". Autorka twierdzi, że gdyby zarządca łódzkiego getta przeżył wojnę, nie zostałby obarczony winą za to, co zrobił.

Podczas gdy obrońcy Rumkowskiego zwracają uwagę, że jego działania pozwoliły ocalić nawet 20 tys. Żydów, przeciwnicy zaniżają tę liczbę czterokrotnie. Nie zmienia to jednak faktu, że mieszkańcy łódzkiego getta stanowili największą grupę, której udało się przeżyć Shoah (oficjalnie przyjmuje się liczbę ok. 10 tys. ocalonych).

Żydzi za drutami łódzkiego getta, 1941 r. - fot. Bundesarchiv, Bild 101I-133-0703-19
/
Zermin/ CC-BY-SA 3.0 via wikimedia-commons

Ogromną rolę w utrwalaniu negatywnej opinii o Rumkowskim odegrały również padające pod jego adresem oskarżenia o molestowanie nieletnich, które po raz pierwszy pojawiły się pod koniec lat 30. I chociaż jego skłonności pedofilskie nie zostały jak dotąd potwierdzone wiarygodnymi dowodami, wciąż chętnie przytacza się je w debatach związanych z jego rzekomą kolaboracją z okupantem.

Bez względu na to, które poglądy dotyczące Chaima Rumkowskiego uznamy za słuszne, jednego odmówić mu nie można: był postacią tragiczną, która musiała zmierzyć się z trudnym dziś do wyobrażenia dylematem moralnym. Jednocześnie miał pełną świadomość, że w każdej chwili może podzielić los tych, których poświęcił, aby móc ocalić część społeczności. W sytuacji, w której się znalazł, nie istniała tak naprawdę żadna dobra alternatywa poza wyborem jak najmniejszego zła.

Musimy również pamiętać, że faktycznymi panami życia i śmierci byli niemieccy okupanci i to oni, a nie szefowie Judenratów, ponoszą ostatecznie odpowiedzialność za wszystkie nieszczęścia, które spadły na społeczność gett. Wobec nazistowskiej polityki eksterminacji uniknięcie ofiar nie było możliwe - ludzie zginęliby niezależnie od decyzji powziętych przez zarządców. Niemcy już na początku 1942 r. jasno określili bowiem swoje plany na kilka najbliższych lat: "oczyszczenie" Europy z 11 mln Żydów...

 

Najchętniej czytane