CO ONI WYMYŚLILI!?! DZIAŁO WIATROWE CZY ŚMIERDZĄCY SPRAY. NAJDZIWNIEJSZE „wynalazki” II WOJNY ŚWIATOWEJ

II wojna światowe to kres gorączkowego WYŚCIGU ZBROJEŃ. Spece od uzbrojenia w tym gorączkowym pędzie, by zakasować wroga wymyślali jednak dziwne rzeczy… Naprawdę BARDZO DZIWNE RZECZY. OTO nasz RANKING najdziwniejszych WYNALAZKÓW wojny.


1. PSY - ŻYWE MINY



fot. wikimedia-commons domena publiczna

 

Kiedy jesienią 1941 roku potężne zagony pancerne Wehrmachtu gnały w kierunku Moskwy, sowieckich przywódców ogarnęło przerażenie. Przerażenie, które zrodziło desperację. Rosjanie nie mieli wystarczająco dużo broni przeciwpancernej. Ale mieli bardzo dużo... psów. Ktoś wpadła na pomysł, że można ich użyć jako żywych min przeciwczołgowych.

Psy trenowano umieszczając pod niemieckimi czołgami, które udało się przechwycić, jedzenie. Na polu bitwy wypuszczano je, by udawały się w kierunku nacierających niemieckich tanków i w ten sposób wysadzały je w powietrze.

Jednak plan nie bardzo się powiódł. Psy istotnie uszkodziły kilka wrogich pojazdów, jednak większość instynktownie uciekała z powrotem w kierunku linii sowieckich, gdzie detonowane były ładunki powodując ogromne straty. A jednak Rosjanie nie załamali się wynikami prób i eksperymenty z psami przenoszącymi ładunki wybuchowe prowadzono w ZSRR aż do 1986 roku.


czytaj dalej

2. SMRODLIWY SPRAY


fot. wikimedia-commons domena publiczna

Tak, to nie żart. Naprawdę wyprodukowano taki specyfik. Chemicy zatrudnieni przez U.S. Office of Strategic Services, poprzedniczkę CIA, nazwali swój specyfik „Who? Me?”, czyli tak jak nazywana popularna amerykańska zabawa dzieci.
Po co to wszystko? Okazuje się, że według amerykańskich speców, sprayu mieli używać członkowie francuskiego Ruchu Oporu. Spryskiwani znienacka niemieccy oficerowie mieli być w ten sposób upokarzani przez francuskich sabotażystów.
Pomysł nie wypalił. Okazało się, że sami spryskujący… śmierdzieli dużo bardziej niż ich potencjalne ofiary.
Jednak Amerykanie nie zniechęcili się. Po wojnie przez dziesięciolecia dokonalili swoje smrodliwe mieszanki aż doszli niemal do perfekcji. Substancja o nazwie: U.S. Government Standard Bathroom Malodor ma podobno zapach tak obrzydliwy, że doprowadza ludzi do szału...

czytaj dalej

3. DZIAŁO WIATROWE



fot. wikimedia-commons domena publiczna

 

To jeden z dziwacznym pomysłów projektantów Hitlera na legendarną „Wunderwaffe”. „Działo wiatrowe” było naprawdę groteskowym pomysłem na walkę z wrogim lotnictwem. Broń była po prostu ogromnym działem z bardzo długą i stosunkowo cienką lufą. W wyniku detonacji mieszanki gazów wytwarzało niezwykle silny podmuch powietrza, który miał powodować tak silne turbulencje, że doprowadzać miało to do kolizji i katastrof atakujących Rzeszę bombowców.
Jednak eksperymenty wykazały, że podmuchy wytwarzane przez działo mogły wznosić w powietrze pojedyncze deski położone w określonej odległości, ale samolotom na niebie nie robiły żadnej krzywdy… Zresztą wojna skończyła się, zanim przeprowadzono testy na poligonie.

czytaj dalej

4. BOMBA NIETOPERZA



fot. wikimedia-commons domena publiczna

 

To już był naprawdę zwariowany pomysł! Amerykańscy stratedzy wymyślili, że zrzucą na japońskie miasta potężną bombę, która będzie wypełniona nie ładunkami wybuchowymi, ale… żywymi nietoperzami!
Plan był taki, że te latające ssaki po uwolnieniu z kontenera, zgodnie ze swoją naturą, zalęgną się pod dachami japońskich domostw. Przebiegli Amerykanie zaplanowali, że do nóżek nieszczęsnych stworzeń przymocowane będą niewielkie bomby wraz z czasowym zapalnikiem.
W określonym momencie tysiące bomb eksplodowałoby równocześnie i obróciło japońskie miasta w perzynę.
Amerykanie naprawdę uznali, że ta metoda walki może być skuteczna. Na szczęście dla nietoperzy, rozwój programu atomowego sprawił, że „bat bomb” stała się już zbędna…

czytaj dalej

5. LATAJĄCA BOMBA OKHA



fot. wikimedia-commons domena publiczna

 

To miała być udoskonalona wersja słynnych „kamikaze”. Potężna bomba, a ładunku wielokrotnie silniejszym niż standardowa bomba miała być podczepiana do dużego bombowca.
Specjalnie szkoleni piloci mieli dokonywać swych samobójczych misji. Uderzenie bombowca uzbrojonego w bombę na przykład w amerykański lotniskowiec powodowałoby straty wielokrotnie większe niż „standardowe” uderzenia myśliwców. Na szczęście dla Amerykanów, japoński przemysł zbrojeniowy był już pod koniec wojny zbyt wyczerpany, by przystąpić do produkcji bomb Okha.

Najchętniej czytane