JEZUS CZYSTEJ KRWI ARYJCZYKIEM? JAK NAZIŚCI CHCIELI STWORZYĆ NOWĄ RELIGIĘ

Adolf Hitler miał kiedyś powiedzieć: "Jest się albo chrześcijaninem, albo Niemcem. Nie można być jednym i drugim". Wśród niemieckich protestantów znaleźli się jednak tacy, którzy twierdzili, że Führer ma wiele wspólnego z Marcinem Lutrem. Zwolennicy tej koncepcji z zaskakującą swobodą próbowali łączyć krzyż ze swastyką.

Promienie słońca wschodzącego nad Wittenbergą padły na szary budynek i rozstawione wzdłuż niego rzędy czerwonych flag ze swastyką. Na zewnątrz stali już przedstawiciele NSDAP, oczekując najwyższych dygnitarzy Trzeciej Rzeszy.

Wśród zebranych szczególnie wyróżniał się pewien mężczyzna odziany w charakterystyczną czarną togę noszoną przez pastorów. Pozostali nie stracili jednak rezonu, gdy ów człowiek wznosił wraz z nimi rękę w nazistowskim pozdrowieniu. Na tym wydarzeniu nie mogło zresztą zabraknąć osoby duchownej. Był 27 września 1933 r. W Wittenberdze - mieście Marcina Lutra - odbywał się właśnie synod niemieckich ewangelików. Tego dnia pastor Ludwig Müller został wybrany na nowego Reichsbischofa - Biskupa Rzeszy Niemieckiego Kościoła Ewangelickiego.

Jak to w ogóle możliwe, że Hitler, który był znany ze swojej negatywnej opinii na temat chrześcijaństwa, przyjął do partii pastora? Powód był dość prosty - w hasłach głoszonych przez Müllera i jego zwolenników znalazło się miejsce zarówno dla praw boskich, jak i szowinistycznej ideologii.

Ludwig Müller przed wyborem na biskupa Rzeszy, 27 września 1933 r.
Fot. Bundesarchiv, Bild 183-H25547 / CC-BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons

Reżim zakładał, że zaangażowanie Niemieckich Chrześcijan (Deutsche Christen) - specyficznego ruchu religijnego wykształconego w łonie protestantyzmu  - pozwoli mu w szerszej perspektywie opanować umysły niedecydowanych i przejąć władzę nad rzędem dusz. Müller był w tym planie postacią, która miała realne szanse przybliżyć Hitlera do realizacji tak założonej wizji. Doktryna wyznawców skupionych wokół ludzi jego pokroju była bowiem osobliwą fuzją nauk chrystusowych i ideologii nazistowskiej. Na korzyść ruchu działał ponadto fakt, że zarówno Himmler, jak i Hitler nie odrzucali w swych przemówieniach Boga głosząc, że idealni Aryjczycy są jego dziełem.

Kult siły


Podstawowe założenie, z którego wyszli Niemieccy Chrześcijanie, dotyczyło pewnych analogii pomiędzy Hitlerem i ojcem niemieckiej reformacji. Przede wszystkim obaj nie zgadzali się z międzynarodowym dyktatem: Hitler z warunkami pokoju narzuconymi w Wersalu, Luter - z nadużyciami w Kościele powszechnym. Obaj byli też jawnymi antysemitami.

Tymczasem ten, którego tak wielbili, uważał nauki głoszone przez Kościół za sprzeczne z niemiecką naturą. Zamiast chrześcijańskiego umiłowania bliźniego i nastawiania drugiego policzka narodowi socjaliści proponowali tylko jedną wartość: kult siły. To jednak dopiero z ich inicjatywy podjęto w Niemczech próby zjednoczenia niezależnych od siebie kościołów protestanckich. Tak jak w wielu innych sferach, Hitler i w tym przypadku kierował się wyłącznie pragmatyzmem - kluczową rolę w całym procesie miał odegrać właśnie założony w 1932 r. ruch Niemieckich Chrześcijan.

Mechanizm działania narodowych socjalistów nie różnił się od taktyki innych reżimów totalitarnych. Członkowie NSDAP wiedzieli, że do czasu przejęcia pełnej kontroli nad wszystkimi obszarami życia obywateli potrzebują poparcia ze strony  jak największej rzeszy ludzi. W tym także chrześcijan, którym należało wmówić, że w państwie rządzonym przez nazistów ich prawa będą w pełni respektowane.


"Totalitarny Kościół"


Największym poparciem Hitler cieszył się zdecydowanie wśród protestantów. Zwierzchnicy Kościoła katolickiego  podchodzili do niego z dużym dystansem, a nierzadko z wrogością, uważając jego partię za organizację o całkowicie antykatolickim charakterze. Arcybiskup Monachium, kardynał Michael von Faulhaber, nie omieszkał nawet określić nazizm mianem herezji.

Brutalność reżimu wobec jego przeciwników, rosnące poparcie dla nazizmu wśród wiernych, a wreszcie - zawarcie konkordatu pomiędzy Watykanem i Trzecią Rzeszą w lipcu 1933 r., osłabiło jednak opór części biskupów. Chociaż w dalszym ciągu uznawali oni triumf rasistowskiej ideologii za moralny upadek narodu, niewielu było gotowych podjąć najwyższe ryzyko w nierównej walce z Hitlerem.

Flaga Niemieckich Chrześcijan
Fot. By RsVe [CC BY-SA 3.0], via Wikimedia Commons

Faszyzujący ruch Niemieckich Chrześcijan sprzyjał wprowadzaniu państwowego terroru. Uznający Zbawiciela wyznawcy przyjmowali równocześnie zasadę wodzostwa - Führerprinzip. Co zaskakujące, nie dostrzegali (bądź nie chcieli) w tym wszystkim sprzeczności pomiędzy ustalonym przed wiekami credo, a praktykowanym przez indoktrynowaną niemiecką młodzież obrzędem Reichsjugendweihe - neopogańską inicjacją nowych członków Hitlerjugend.

Niemieccy Chrześcijanie w równym stopniu co naziści nienawidzili Żydów. W konsekwencji dążyli do usunięcia z tradycji chrześcijańskiej wszystkiego, co posiadało choćby śladowe elementy tradycji mojżeszowej. Z kanonu Biblii miał zniknąć Stary Testament, uważany za księgę bazującą na żydowskich kłamstwach. Nowy Testament miał natomiast zostać poddany dokładnej analizie. Najwięcej zwolenników tych haseł ruch zdobył wśród protestanckiej ludności Prus. Poparcie dla ruchu ze strony reżimu zaowocowało powołaniem w lipcu 1935 r. nowej instytucji - Ministerstwa Spraw Kościelnych.

Aryjska krew Zbawiciela


Usunięcie z Biblii wszelkich elementów żydowskich członkowie Deutsche Christen rozumieli w sposób dosłowny. W tej sytuacji zrodziła się konieczność obalenia największego ze starozakonnych "bluźnierstw" - żydowskiego pochodzenia Jezusa Chrystusa. Niemieccy Chrześcijanie próbowali dowieść, że czyny i charakter Zbawiciela nie przystawały do ludzi, którzy są czystej krwi Żydami. Wyznawcy wyszli więc z założenia, że musiał on być... szlachetnym Aryjczykiem!

Choć koncepcje o aryjskim pochodzeniu Zbawiciela pojawiły się w Reichu już w XIX w., dopiero Niemieccy Chrześcijanie stanęli przed realną szansą uczynienia z nich wykładni oficjalnej religii państwowej. I być może udałoby się im wprowadzić te pomysły w życie, gdyby nie priorytety stawiane przez nazistów. O ile Müller i spółka byli gotowi przystąpić z miejsca do głoszenia nowej niemieckiej Ewangelii, o tyle Hitler nie przewidywał większych zmian do czasu zakończenia wojny w Europie.

Kampania wyborcza zwolenników Deutsche Christen przed Kościołem Św. Marii w Berlinie, 23 lipca 1933 r.
Fot. Bundesarchiv, Bild 183-1985-0109-502 / CC-BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons

Niemniej jednak ruch miał po swojej stronie Alfreda Rosenberga - jednego z najważniejszych twórców nazistowskich teorii rasowych. A ten przekonywał, że św. Paweł celowo zniekształcił słowa Chrystusa, aby wszyscy myśleli, że był on Żydem. Co więcej, Niemieccy Chrześcijanie - chcąc definitywnie odseparować Jezusa od judaizmu - przekonywali, że Aryjczykiem był również żołnierz Longinus, który przebił włócznią cierpiącego na krzyżu Zbawiciela. Zdaniem zwolenników tego poglądu jego przodkowie pochodzili z podbitego przez Rzymian ludu germańskiego.



Chętnie wykorzystywana przez Deutsche Christen historia o aryjskim Longinusie jest tym ciekawsza, że sam Walter Horn, niemiecki mediewista, który musiał uciekać z kraju po przejęciu władzy przez nazistów, miał powiedzieć podczas jednego ze swoich wykładów:

"Jeden z katów Chrystusa, aryjski żołnierz, mógł być zatem pierwszym chrześcijaninem, jako że chrześcijaństwo zaczyna się dopiero wraz ze śmiercią Chrystusa i wypełnieniem przez Longinusa starotestamentowego proroctwa".

Chrześcijański ruch oporu


Pomimo poparcia władz Niemieccy Chrześcijanie nie zdołali przekonać do swoich racji wszystkich protestantów. Oprócz tego zdobycie przez nich większości głosów w wyborach kościelnych (przy wydatnym udziale bojówek SA) spotkało się z protestem ze strony duchownych będących w opozycji do nazistów. W 1934 r. założyli oni własny ruch, który nazwali Bekennende Kirche - Kościołem Wyznającym. Jego powstanie było poprzedzone powołaniem pośredniego Ruchu Młodoreformacyjnego. Jeden z jego założycieli, luterański pastor Martin Niemöller, stworzył ponadto "Pogotowie pastorów", które udzielało pomocy wszystkim osobom prześladowanym przez nazistów.

Jedną z ciekawszych postaci Kościoła Wyznającego był Kurt Gerstein - szpieg w strukturach SS, którego życiorys opisywałem w tym artykule. To właśnie m.in. z jego inicjatywy członkowie ruchu starali się dotrzeć do informacji o zagadkowych zgonach, do których dochodziło w szpitalach dla obłąkanych.

Kardynał Klemens August von Galen
Fot. By Domkapitular Gustav Albers († 1957) [CC BY 2.5], via Wikimedia Commons

Kościół Wyznający, który uznał duchownych sympatyzujących z Hitlerem za "odstępców od wiary", zdobył spore poparcie ludności. Sukces w walce z reżimem odnotował jednak dopiero ceniony biskup Münsteru, kardynał Klemens August von Galen. Duchowny doprowadził do poważnego kryzysu wizerunkowego nazistów po tym, jak ujawnił, że władza zamordowała 70 tys. osób chorych umysłowo.

Autorytet jakim cieszył się Galen sprawiał, że był on dla nazistów praktycznie nie do ruszenia. Złamany tą porażką Hitler musiał odtąd ograniczyć zasięg prowadzonych eutanazji, aby móc utrzymać cały proceder w tajemnicy. W walce z będącą w przewadze rasistowską ideologią, Kościół nie zdołał już jednak zrobić nic więcej.

Najchętniej czytane