KRZYSZTOF ARCISZEWSKI – POLSKI SUPERMAN, KTÓRY PODBIŁ BRAZYLIĘ!

Na arkanie za galopującymi końmi zaciągnęli NIESZCZĘŚNIKA na rynek w miejscowości Ponin. Tam przywiązał go do SŁUPA SZUBIENICY, PODERŻNĄŁ MU GARDŁO, wywlókł przez nie OSZCZERCZY JĘZYK I PRZYBIŁ NOŻEM DO SŁUPA. Później poćwiartował dogorywającego palestranta a szczątki powiesił na szubienicy.

Ten okrutny i haniebny czyn Krzysztofa Arciszewskiego sprawił, że niemal całe swoje dorosłe życie spędził poza granicami rodzinnego kraju. Wygnany z Ojczyzny, dokonał wielkich rzeczy na obczyźnie!

Walczył jako najemnik w wojnie trzydziestoletniej, a w wolnych chwilach pisał elegie i nurkował w skafandrze własnej konstrukcji. Później w służbie holenderskiej PODBIŁ BRAZYLIĘ, został jej wicegubernatorem. Mało? No to na koniec URATOWAŁ POLSKIEGO KRÓLA! Żył skromnie, bogactwami gardził, a po jego grobie nie pozostał nawet ślad.

Historia Krzysztofa Arciszewskiego zaczyna się niezwykle brutalnie. Chociaż pochodził z rodziny ariańskiej, nosił przy boku nie drewnianą, lecz jak najbardziej prawdziwą szablę, którą umiał i lubił używać.

Urodził się w 1592 roku w Rogalinie nad Wartą. Na skutek intryg fałszywego przyjaciela, jego rodzina, niegdyś zamożna, straciła majątek. Krzysztof, chociaż młody, był już wówczas znanym żołnierzem, brawurą nie ustępującym Kmicicowi. Kiedy kolejne sądy umarzały sprawę (Kacper Jaruzel Brzeźnicki, „przyjaciel” rodziny, który wszedł w posiadanie ich majętności, był palestrantem sądowym, co zapewne ułatwiało mu wygrywanie spraw), a do niesprawiedliwości doszło naigrawanie się z nazwiska Arciszewskich, Krzysztof wpadł w morderczy szał.

Sprawiedliwość na własną rękę


Wraz z bratem porwał Brzeźnickiego. Na arkanie za galopującymi końmi zaciągnęli go na rynek w miejscowości Ponin. Tam przywiązał go do słupa szubienicy, poderżnął mu gardło, wywlókł przez nie oszczerczy język i przybił nożem do słupa. Później poćwiartował dogorywającego palestranta a szczątki powiesił na szubienicy. Nikt nie śmiał go zatrzymać.

Gdyby jego życie znane było tylko z tego epizodu, zasiliłby szeregi warcholstwa i szybko zniknął z kart historii. Jednak mord ten był tylko przygrywką przed fascynującym, pełnym przygód i dokonań życiem, dzięki któremu Arciszewski jest postacią, którą powinien znać każdy Polak.

Krzysztof Arciszewski - bohater dwóch narodów: polskiego i holenderskiego.
Fot. wikimedia-commons domena publiczna

Za zbrodniczy czyn groziła Arciszewskiemu kara śmierci. Wiosną 1623 roku zniknął więc, by dopiero po jakimś czasie wypłynąć jako niezrównany żołnierz i dowódca w wojnie trzydziestoletniej. Jednocześnie, po 12-letnim rozejmie, rozgorzała od nowa wojna pomiędzy hiszpańskimi Habsburgami a pragnącymi zdobyć niezależność Holendrami.



Walczył w największych bitwach, bronił miast i je zdobywał, brał udział w zdobyciu słynnej hugenockiej twierdzy La Rochelle. Jednocześnie cały czas uczył się, szczególnie interesując się artylerią i jej zastosowaniem w nowoczesnej wojnie, konstrukcją i odlewaniem armat, fortyfikowaniem i zdobywaniem twierdz. Wkrótce stał się najlepszym fachowcem w tej dziedzinie w Europie.

Podbój Brazylii


Na koniec Krzysztof Arciszewski przystał do walczących o wolność Holendrów, szybko awansując na najwyższe stanowiska. Cały czas prowadził własne badania nad inżynierią wojskową i eksperymentował nad wykorzystaniem min morskich a być może konstruował pierwsze torpedy. W czasie pobytu w nadmorskim Scheveningen opracował skafander nurkowy i spędził w nim, jako pierwszy może człowiek ważący się na coś takiego, kilka godzin w zimnych odmętach Morza Północnego. Przy tej okazji, badając zatopione rybackie sieci, zakłuł się w rękę kolcem jadowitej ryby – ostrosza, co stało się przyczyną niezwykle bolesnych dolegliwości przez kilka tygodni.

W roku 1629 wyruszył wraz z wojskami holenderskimi do Brazylii. Kraj ten zajęty był wówczas przez Portugalczyków, jednak realną władzę na jej ziemiach sprawował król hiszpański Filip II. Walki w Brazylii stały się kolejną odsłoną wojny hiszpańsko-holenderskiej (ostatecznie zakończonej pokojem westfalskim w roku 1648 i uzyskaniem przez Holandię niepodległości).

Wśród ludożerców


Zdobywając kolejne forty, wygrywając bitwy, Arciszewski zawsze pozostał wierny swoim ideałom. Nie pozwalał swoim oddziałom rabować, wszelkie zdobycze wojenne rozdzielał sprawiedliwie wśród żołnierzy, sobie nie pozostawiając ani grosza. Zabraniał swoim ludziom napadać na miejscowych Indian Tapuya. Zaprzyjaźnił się z nimi, opisując kulturę i zwyczaje religijne: jedną z ich praktyk było spożywanie swoich zmarłych po upieczeniu i wypijanie spopielonych włosów, paznokci i kości z napojem.

Siedziba holenderskiej Kampanii Indii Zachodnich w Amsterdamie.
fot. wikimedia-commons domena publiczna

Jego dzieło, które zaginęło w zamęcie burzliwej epoki było jedynym, opisującym nieistniejące już plemię. Ułamki pracy Arciszewskiego zachowały się w De Theologia Gentili wybitnego teologa Gerarda Voss, który stwierdza, iż „długo trwałoby wyliczanie wszystkich obyczajów Tapujów, o których dowiadujemy się od znakomitego Arciszewskiego”.

Krzysztof Wspaniały


Po siedmiu latach zaciętych walk Arciszewski opanował rozległy kraj, wypierając Hiszpanów i Portugalczyków. Padła Parrahiba, Porto Calvo i Arrajal. Polski szlachcic mianowany został admirałem, głównodowodzącym wojsk holenderskich w Brazylii i jej wicegubernatorem. W Amsterdamie odznaczono go wielkim medalem z napisem „Nieprzyjaciel Hiszpan pokonany” a jego okręt admiralski nazwano „Groote Christoffel”, co po holendersku znaczyło „Krzysztof Wspaniały”.
Diego Velasquez - Poddanie Bredyfot. wikimedia-commons domena publiczna

Intrygi zazdrosnego hrabiego Maurycego Nassau, gubernatora Brazylii sprawiły, że Arciszewski musiał wracać do Holandii. Chociaż jego imię wkrótce oczyszczono, Polak nie chciał pozostawać już w Niderlandach. Na zaproszenie Władysława IV został głównodowodzącym artylerii królewskiej w ojczyźnie.


Uratować króla


W Polsce rozegrał się ostatni akt wspaniałej epopei Arciszewskiego. 15 sierpnia 1649 roku w bitwie pod Zborowem, kiedy Tatarzy i Kozacy szykowali się do ostatecznego uderzenia a sam król Jan Kazimierz przygotowywał się do walki wręcz, Arciszewski błyskawicznie przeformował swoich ludzi i działa, rozrywając ogniem i żelazem szeregi atakujących i powstrzymał ich do czasu, aż do akcji wkroczyła jazda, wyżynając niedobitków.

Zmarł w roku 1656, pochowano go w kościele w Lesznie. Wzorem podziwianych przez siebie starożytnych bohaterów nie pozostawił po sobie majątku, bo nigdy o niego nie zabiegał, uważając to za rzecz niegodną. Jego los tragicznego wygnańca dopełnił się, gdy kościół wraz z jego grobem został spalony podczas potopu szwedzkiego, a po największym żołnierzu swoich czasów nie pozostał nawet ślad.

Przemysław Barszcz

Najchętniej czytane