ŁAJDAK I OKRUTNIK! PRYWATNE ŻYCIE KAROLA DICKENSA [VIDEO]

Wszyscy znamy go jako genialnego pisarza. Jego „Opowieść wigilijna” to wzruszająca historia, czytając którą płakały nasze babcie, mamy i no MY. Życie prywatne pisarza to już jednak zupełnie inna opowieść… I bynajmniej nie będzie to HAPPY ENDU…

Angielski pisarz w życiu prywatnym zachowywał się co najmniej dziwacznie. Choć jego przyjaciele byli bardzo dyskretni to jednak o wielu jego dziwactwach możemy dziś przeczytać w fachowej prasie medycznej.

Dickens prawdopodobnie cierpiał na tak zwane „zaburzenia kompulsywno-obsesyjne”. Rzeczywiście przez całe życie dręczyły go dziwne natręctwa, których nie był w stanie zwalczyć. Co by nie mówić miał bardzo dziwne zwyczaje.

Dziwaczne zachowania


Na przykład nie potrafił przejść obojętnie obok lustra. Jakiegokolwiek! Zawsze zatrzymywał się przed zwierciadłem i wpatrywał się w swoje odbicie. Było to szalenie denerwujące dla towarzyszących mu osób, bo zatrzymywał się przy każdym, ale to naprawdę każdym, lustrze.

Dodatkowo miał niepohamowany odruch czesania i poprawianie włosów. Potrafił używać grzebienia nawet kilkaset razy dziennie.

To nie koniec! Jego najdziwniejszą obsesją był fakt, że koniecznie zawsze musiał spać z twarzą zwrócona w kierunku północnym. Przestrzegał tego ściśle przez całe życie! Żeby nie popełnić nigdy żadnego błędu woził ze sobą zawsze nieodzowny kompas, dzięki któremu w czasie podróży mógł właściwie ustawić łóżko.
Catherine Dickens w młodości - fot. wikimedia-commons domena publiczna

W tej sytuacji świadectwa lunatykowania sławnego pisarza wydają się już drobnostką. No, ale i na tym polu Dickens miał „poważne osiągnięcia”. Kilka razy został zatrzymany nocą na ulicach Londynu, gdy paradował nago po mieście. Tylko fakt jego sławnego nazwiska sprawił, że policja nie aresztowała go za obrazę dobrych obyczajów…

Och Karol!


Oczywiście było to zjawiskiem choroby psychicznej, której w XIX wieku ówczesna nauka nie potrafiła jeszcze zdiagnozować. Współczesna psychiatria nazywa ten zespół schorzeń „afektywnością dwubiegunową”. Dziś wiemy, na podstawie opisów ich zachowań, że za zycia cierpiało na nią prawdopodobnie wielu sławnych pisarzy. Obok Dickensa wymienić można Fiodora Dostojewskiego czy Ernesta Hemingwaya…

Trudno mieć pretensje o dziwne zachowania genialnego pisarza. Tym bardziej, że były efektem okropnej choroby psychicznej. Jednak jego życie prywatne skrywa jeszcze daleko bardziej ponure tajemnice niż w gruncie rzeczy niewinne dziwactwa.

Trailer filmu "Opowieść wigilijna" na motywach powieści Dickensa:

https://youtu.be/5lkHQPVS-YQ

źródło: Universal studios

Kiedy Karol Dickens był jeszcze nikomu nie znanym i biednym początkującym literatem udało mu się dobrze ożenić. Catherine Hogarth, była córką znanego redaktora i krytyka muzycznego pisującego dla cenionego dziennika - "Morning Cronicle". Tymczasem Dickens był wprawdzie inteligentnym i przystojnym, ale jednak bardzo biednym reporterem. Pochodził bowiem z ubogiej rodziny. Jego ojciec był stolarzem, a matka pracowała w domu. Na pewno nie można było powiedzieć, że należał do kulturalnej elity ówczesnego Londynu...

Tak więc związek z młodą Hogarthówną był wyjątkowym darem od losu. Karol użył więc swego dowcipu i inteligencji i rozkochał w sobie młodą panienkę z dobrego domu. Bo raczej mało prawdopodobne jest — na co wskazują późniejsze wypadki — by Dickens kochał Catherine.

Kilka miesięcy po ich ślubie wszystko się zmieniło! Młody Karol wydał swoją debiutancką książkę pt. "Klub Pickwicka" i odniósł niebywały sukces. Pisarz z dnia na dzień stał się gwiazdą. Sukces zawrócił mu w głowie! Był zapraszany na salony, rozchwytywany przez damy, chwalony przez krytyków.
Karol Dickens z córkami - fot. wikimedia-commons domena publiczna

Czy w tej sytuacji nadal potrzebował żony, by ta otworzyła mu drzwi, do których pukał? Teraz przecież wszystkie salony stały przed nim otworem. I podczas gdy on brylował na premierach, przyjęciach i uroczystościach, ona zostawała w domu...

Dickens do swojej żony odnosił się wyjątkowo podle. Jego zdaniem powody były dwa. Dickens uważał swoją żonę za głupią. Nudziła go, uważał, że nie dorównuje mu intelektualnie. Wcale nie miał ochoty chwalić się nią w towarzystwie.

"Nic nie jest w stanie sprawić, że ona mnie zrozumie albo że będziemy do siebie pasować"


— pisał do Johna Forstera, przyjaciela i późniejszego biografa.

Po drugie, Catherine sama nie bardzo miała czasu ani chęci udzielać się towarzysko. Nie byłoby to zresztą łatwe, bo Catherinie właściwie przez cały czas była albo w ciąży albo opiekowała się kolejnym malutkim dzieckiem. Ostatecznie urodziła dziesięcioro dzieci, dodatkowo kilka razy poroniła. Tak liczne potomstwo to był zresztą również powód ciągłych pretensji Dickensa do żony. Nieustannie obwiniał ją, że musi utrzymywać kolejnych potomków… Tak jakby sam w pojawianiu się kolejnych dzieci nie miał żadnego udziału.
I choć małżeństwo przetrwało ponad dwadzieścia lat, to małżonkowie swym związkiem byli mocno rozczarowani.

Niewierny mąż


Jednak rzecz działa się w połowie XIX wieku i ten toksyczne związek musiał trwać. Rozwody w wiktoriańskiej Anglii były czymś niewyobrażalnym... A jednak pewnego dnia zdarzyło się coś, co sprawiło, że ta fikcja w końcu się skończyła…

Któregoś dnia, gdy Catherine jak zwykle krzątała się przy dzieciach do drzwi ich domu zapukał goniec. Miał dla pani domu ważną przesyłkę. Zaintrygowana – bo przecież nigdy nie dostawała żadnych prezentów – otworzyła elegancko zapakowany pakunek.
W środku bało pudełko z piękną złotą bransoletką. Odręcznie napisany przez Karola liścik nie pozostawiał wątpliwości, że ta biżuteria nie jest przeznaczona dla niej. W kobiecie w końcu coś pękło...
Karol Dickens w 1839 roku - fot. wikimedia-commons domena publiczna

Pani Dickens oskarżyła męża o romans, którego on oczywiście się wyparł. Jednak po kilku miesiącach ogłosił, że jest z żoną w separacji. Jednocześnie zamieścił w prasie obłudne ogłoszenie, który miał ukrócić plotki o jego niewierności. Jego treść była wyjątkowo cyniczna:

"Najpoważniej zaręczam, i to w imieniu zarówno własnym, jak i mojej żony — napisał w nim między innymi — że wszystkie te plotki o naszych problemach, które do mnie dotarły, są w odrażający sposób kłamliwe. A ktokolwiek je powtarza po moim zaprzeczeniu, będzie kłamał najbardziej świadomie i niecnie''.



Oczywiście inteligentni czytelnicy szybko domyślili się, że pierwszą osobą, która kłamała "świadomie i niecnie", był on sam.

Won z domu!


Jak pokazała najbliższa przyszłość Dickens potraktował Catherine wyjątkowo okrutnie i bezdusznie. Po prostu wyrzucił ją z domu, łożąc na jej utrzymanie niewielką pensję, która mogła jedynie sprawić, że ta nie umarła z głodu. To co było najbardziej okrutne to fakt, że odebrał jej dzieci i zabronił im widywać się z matką.

Tych okrutnych zakazów przestrzegał skrupulatnie przez całe życie. Z najstarszym synem, który zignorował wolę ojca i zamieszkał z Catherine, zerwał wszelkie kontakty. Do Kate, jednej z córek, nie odzywał się dwa lata, gdy dowiedział się, że odwiedziła matkę.

"W ogóle nie dbał o to, co stanie się z nami, dziećmi", wspominała Kate. "Ojciec był niegodziwym człowiekiem".


Dickens zresztą zachował się perfidnie: ogłosił w prasie list, w którym wyjaśniał, że Catherine była złą matką, oziębłą i nieczułą, zaniedbywała dzieci. W ten sposób próbował wybielić swoje podłe zachowanie. Sugerował też, że jest chora psychicznie,
"niezdolna do życia, które musiała prowadzić jako moja żona" — jak napisał.

Jak łatwo się zorientować w dzisiejszych czasach z pewnością pisarz stałby się gwiazdą mediów popularnych. A jego prywatne życie byłoby cały czas śledzone przez paparazii. Dickens miał szczęście, że żył sto kilkadziesiąt lat wcześniej...

Nieszczęsna Katarzyna


Catherine nie podniosła się po odebraniu jej dzieci i po tym, jak potraktował ją jej własny mąż. Jedyną jej pociechą – o ile to w ogóle jest jakaś pociecha – było to, że przeżyła Karola o prawie dziesięć lat. I że list kondolencyjny po jego śmierci królowa Wiktoria przesłała jej jako prawowitej żonie.

A Karol? Czy zaznał w końcu szczęścia w ramionach kochanki? Złota bransoletka, która tak dramatycznie odmieniła los pani Dickens, przeznaczona była dla Ellen Ternan, zwanej Nelly.

Była to 18-letnia aktorka, w której zakochał się 45-letni Karol i w momencie pojawienia się bransoletki ich romans trwał już od jakiegoś czasu.

A jednak Dickens nie zrzucił z siebie maski kłamstwa i obłudy. Nelly była przecież aktorką, a w wiktoriańskiej Anglii aktorki w drabinie społecznej stały tylko nieco wyżej niż ulicznice. Sławnemu pisarzowi zależało cały czas na utrzymaniu swojego niepokalanego wizerunku sumienia narodu, człowieka nieskazitelnego. No i dalej starał się utrzymać, że winę za rozpad jego małżeństwa ponosi wyłącznie żona.



Potajemny romans Dickensa z Nelly trwał 13 lat, aż do jego śmierci. Utrzymywał ją, finansował jej podróże. Podobno miał z nią syna, który jednak zmarł jako dziecko. Aktorka również zachowała dyskrecję. Podobno po śmierci sławnego pisarza spaliła wszystkie jego listy.

Prawda o podłym postępowaniu pisarza wyszła na jaw wiele lat po jego śmierci. Dopiero w latach trzydziestych po śmierci wszystkich dzieci pisarza angielski reporter opisał szczegółowo jego prywatne życie. I tak autor „Opowieści wigilijnej” umarł otoczony powszechnym – niezasłużonym zupełnie – szacunkiem swoich Czytelników. Warto pamiętać o tym, gdy po raz kolejny obejrzymy "Opowieść wigilijną".

Bibliografia:
Lillian Nayder "The Other Dickens: A Life of Catherine Hogarth

Najchętniej czytane