MAKABRA! FRITZ HONKA – CIAŁA SWYCH OFIAR CHOWAŁ ZA BOAZERIĄ!

Honka wziął ze stołu butelkę ginu i z całej siły uderzył nią KOBIETĘ W GŁOWĄ. Potem zaczął JĄ dusić. Zwłoki Ruth były większe i cięższe niż pozostałych prostytutek, więc Fritz nie mogąc zataszczyć ich na strych, UKRYŁ ciało za boazerią w mieszkaniu.

Niemiecki Hamburg, połowa lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Na portowe miasto pada strach. Na przestrzeni pięciu lat zaginęły w dzielnicy czerwonych latarni cztery prostytutki. Policjanci nie dowiedzieli się , że za ich śmierć odpowiada jeden człowiek, dopóki pożar pewnego budynku nie zaprowadził ich do jego mieszkania.

Przerażającym mordercą, który gwałcił, mordował i składował ciała prostytutek okazał się całkiem niepozorny facet. Nazywał się Fritz Honka. Obecnie nazywany jest „Rozpruwaczem z Hamburga”.

Trudne dzieciństwo


Dzieciństwo małego Fritza nie należało do łatwych. Urodził się w Lipsku, w 1935 roku. Jego matka nie mogła poradzić sobie z wychowywaniem dziewiątki rodzeństwa, więc zdesperowana oddał chłopca do sierocińca, gdy ten miał zaledwie dziewięć lat. Jego ojciec, z zawodu strażak, był nałogowym pijakiem. W tych rzadkich momentach, gdy chłopak odwiedzał dom rodzinny dochodziły nieustannie do pijackich awantur i mały Fritz często stawał się ofiarą wybuchów agresji non-stop pijanego ojca.

Ojciec zmarł zresztą kilka lat później w obozie koncentracyjnym w czasie wojny, jednak pamięć okrutnego ojca wyryła się w psychice dziecka bardzo poważnie.

Fritz od najmłodszych lat nie grzeszył przesadnie urodą. Miał nienaturalnie spłaszczony nos i solidne braki w uzębieniu. W dodatku miał silną wadę wymowy. Dlatego nie miał przyjaciół, rówieśnicy dokuczali mu i stał się wkrótce klasową ofiarą.


W wieku 15 lat próbował dorobić na stażu murarskim, ale okazało się, że... ma silną alergię na cement. W końcu rok później roku udało mu się wyrwać z Lipska i uciekł na zachód. Tam już w NRF chwytał się różnych doraźnych zajęć. W końcu, w roku 1956 w wieku 21 lat osiedlił się w Hamburgu, gdzie znalazł ostatecznie nieźle płatną pracę w miejscowej stoczni.

Rok później młody Fritz poznał niejaką Ingę Bossleman, to była wielka miłość, niemal od razu chciał ją poślubić. Niestety kobieta, podobnie jak on, była alkoholiczką. Razem przetaczali się przez bary i puby Hamburga w alkoholowych rajdach, które często kończyły się już rano. Towarzyszyły im nieustanne awantury, a nawet bójki. Jednak efektem tego burzliwego związku były narodziny syna.
Tak wyglądało mieszkanie "rzeźnika z St. Pauli" - fot. wikimedia-commons

 

Wydawało się, że to doprowadzi do ustatkowania rodziców, ale gdzie tam… Po tym, gdy stracili dach nad głową z powodu alkoholowych utarczek, które wymykały się im spod kontroli, we trójkę pomieszkiwali w różnych miejskich noclegowniach. W końcu Honka stracił pracę, a gdy Inga dowiedziała się, że miał romans, odeszła od niego na dobre zabierając dziecko…

Na morderczej ścieżce...


Fritz znowu został sam. Niespodziewanie udało mu się zatrudnić na nowo w stoczni jako stróż nocny, dzięki czemu stać go było na małe jednopokojowe mieszkanko blisko słynnej dzielnicy czerwonych latarni. Co to oznaczało? Honka wpadł już totalnie w alkoholowe odmęty szaleństwa, w zadymionych knajpach znalazł sobie towarzystwo palaczy i pijaków.

Nie mając stałej partnerki swój pokój wytapetował zdjęciami pornograficznymi, a do osiągnięcia seksualnego spełnienia używał gumowej lalki. Jedyny kontakt z kobietami, na jaki mógł liczyć, to tanie prostytutki, które spotykał w tandetnych barach – „Złotej rękawicy” czy „Nadrzecznej piwnicy”...

Alkohol sprawiał, że miał coraz mniej znajomych, z drugiej jednak znajdował ukojenie w ramionach prostytutek, które poznawał w podejrzanych lokalach. To były jedyne osoby, które chciały z nim pić i spędzać czas. Honka niemal czuł, że jest ich bratnią duszą. Coraz częściej popadał w ciągi alkoholowe, w czasie których nie trzeźwiał przez kilka dni.
Kobiety, które udawało mu się namówić na wspólną noc były najtańszymi dziwkami: godziły się pójść za kilka kieliszków i dach nad głową nawet z tak nieatrakcyjnym mężczyzną jak Honka. Ich adorator miał potężne braki w uzębieniu, paskudną twarz i mówił niezrozumiale bełkocząc…



Życei Honki zmieniło się w pewna lipcową ciepła noc 1969 roku. W jednym z barów Honka poznał czterdziestotrzyletnią Gertrudę Bräuer. W odróżnieniu od innych kobiet jej autoramentu ta dość ładna blondynka oprócz prostytucją próbowała związać koniec z końcem świadcząc również usługi fryzjerskie. Jednak Honka jakimś cudem namówił ją, aby poszła z nim do jego lokum i została na noc.

Fritz Honka w dniu aresztowania w 1975 roku - fot. wikimedia-commons

 

Następnego dnia, gdy kobieta nieco wytrzeźwiała nastrój poprzedniego wieczora prysł i Gertruda nie była już tak chętna, by wyświadczyć Fritzowi seksualną przysługę. Gdy odmówiła seksu stało się coś nieoczekiwanego. Honka wpadł w szał. Wściekły udusił prostytutkę. Gdy wściekłość ustąpiła, Honka zorientował się, że jest w swoim mieszkaniu z ciałem kobiety, której ktoś może szukać i podążając za tropem trafić na jego ślad. Wpadł w panikę. Musiał przecież pozbyć się ciała….

Ponieważ był drobnym i słabym mężczyzną, nie mógł go przetransportować w całości.


Postanowił więc poćwiartować ciało, a zapakowane części zakopać w ziemi, na tyłach pobliskiej sortowni śmieci. Był tym tak wyczerpany, że nie wszystkie fragmenty ciała udało mu się zabrać ze sobą. Żeby nie narażać się na niepotrzebne ryzyko, Honka ukrył pozostałe części zwłok na strychu budynku, w którym mieszkał.


 

Honka był pewien, że zostanie aresztowany, gdyż zadawał sobie sprawę, że ktoś mógł go widzieć razem z prostytutką w barze poprzedniego dnia. Jednak nic takiego nie nastąpiło. Nie tylko nie zauważono zaginięcia Gertrudy Bräuer, ale również jej zwłoki pozostały nieodkryte w miejscu, w którym zostawił je Honka. 

Zwłoki zostały przypadkowo znalezione przez robotnika budowlanego dopiero rok po morderstwie, lecz z braku wszystkich części ciała śledczy mieli problem z ich zidentyfikowaniem. Ostatecznie udało się je zidentyfikować jako ciało Gertrudy Bräuer, jednak nikt nie połączył jej zaginięcia i odnalezionych zwłok z Honką, dzięki czemu pozostał on bezkarny.



Honka doszedł do nieoczekiwanych wniosków. Może mordować i uniknie kary. Ludzie z którymi przestaje, pozostają poza jakimkolwiek zainteresowaniem otoczenia. Tanie prostytutki, bez rodzin i znajomych, okazały się być łatwym celem, o który nikt się później nie upomni. Dodatkowo Honka zorientował się, że dusząc ofiarę u siebie w mieszkaniu, nie musi używać żadnego niewygodnego z wielu względów narzędzia zbrodni, a przy okazji ofiara nie może wydać z siebie żadnego dźwięku, który mógłby sprowadzić na mordercę kłopoty. Był zachwycony…

Teraz „rozpruwacz z Hamburga” mógł ostatecznie rozwinąć skrzydła. Zaczął co noc zapraszać kobiety do swojego obskurnego mieszkania. Niemal wszystkie doświadczały brutalnego i sadystycznego zachowania, gdy gospodarz zmuszał je do ulegania jego dewiacjom seksualnym. Pewnego dnia do jego lokum w dzielnicy St. Pauli trafiła młoda prostytutka Ruth Dafner. Miała szczęście, gdy Honka próbował już zacisnąć jej na szyi morderczą pętle zdołała się wyrwać i uciec. Zgłosiła na policji próbę zabójstwa. Policja aresztował mężczyznę. Dostał jednak tylko karę grzywny – 4 tysiące marek, których i tak nie zapłacił, bo z czego?

Ta sytuacja tylko utwierdziła w nim obraz seryjnego zabójcy. Był przekonany, że nikt i nic mu nie stanie na drodze…

Głodny krwi ofiar…


W 1974 roku Fritz zaczął polowanie na ofiary. Najpierw śledził swoje ofiary. Zawsze wybierał takie, co do których był pewien, że mieszkają same. Nie mają rodziny, przyjaciół. Wiedział, że nikt nie będzie ich szukał….

W sierpniu 1974 roku Honka zaprosił do swojego mieszkania pięćdziesięcioczteroletnią Annę Beuschel. Kobieta prawdopodobnie nie chciała spełniać perwersyjnych i agresywnych zachcianek seksualnych Fritza. Stało się to co było do przewidzenia. Honka wpadł we wściekłość i udusił prostytutkę, po czym ponownie stanął przed problemem pozbycia się ciała.
Tym razem zwłoki w całości ukrył w zakamarkach strychu. Był jednak na tyle głupi, że nie przewidział co może stać się z ciałem, gdy zacznie się ono rozkładać. Już wkrótce sąsiedzi zaczęli skarżyć się na przykry zapach w budynku, który po jakimś czasie przeradzał się w straszliwy odór… Sąsiedzi wezwali policję. Honka spokojnie wyjaśnił stróżom prawa, że na ostatnim piętrze budynku mieszkają cudzoziemcy i czasem z ich kuchni dolatują nieprzyjemne zapachy. Az trudno w to uwierzyć, ale policja przyjęła to wytłumaczenie, nie zadając sobie trudu, żeby to sprawdzić.


Honka od tej pory używał dezodorantu, by zneutralizować smród rozkładających się w budynku zwłok.


 

W grudniu 1974 roku podobny los co Annę Beuschel spotkał pięćdziesięciosiedmioletnią Friedę Roblick. Tym razem Honka zabił kobietę, gdyż ta próbowała go okraść. Zapewne nie chciała się zgodzić na spełnianie wyuzdanych zachcianek swego klienta za standardową stawkę…

Kolejny atak miał miejsce zaledwie miesiąc później. W styczniu 1975 roku Honka sprowadził do mieszkania pięćdziesięciodwuletnią Ruth Schult.


W trakcie gdy popijali gin, kobieta zaczęła wyśmiewać się z Fritza. Tym razem atak był jeszcze bardziej agresywny: Honka wziął ze stołu butelkę ginu i z całej siły uderzył nią kobietę w głowę, a dopiero potem zaczął dusić. Zwłoki Ruth były większe i cięższe niż pozostałych prostytutek, więc Fritz nie mogąc zataszczyć ich na strych, ukrył ciało za boazerią w mieszkaniu.


 



I pewnie Honka zamieszkując z czterema nie odkrytymi ciałami zamordowanych kobiet mógłby jeszcze długo cieszyć się wolnością i mordować dalej, gdyby w kamienicy, którą zamieszkiwał, nie doszło do wypadku…

Aresztowanie 


Pewnej nocy, 17 lipca 1975 roku, gdy Honka był na swojej zmianie w stoczni, z powodu świeczki palącej się u sąsiada w mieszkaniu na dole, doszło do straszliwego pożaru całego budynku. Strażacy, którzy byli na miejscu chcąc zapobiec rozprzestrzenianiu się pożaru dotarli na górne kondygnacje i tam wyczuli przenikliwy swąd rozkładanych ciał.

Tak więc, gdy niczego nie spodziewający nocny stróż Fritz Honka wracał nad ranem do swego domu przy Zeissstrasse 74, czekała na niego już policja. Rozpoczęły się przesłuchania...

Biorąc pod uwagę niski poziom inteligencji Honki oraz jego wadę wymowy, śledztwo nie było łatwe. Prawdopodobnie jednak podejrzany zdawał sobie sprawę z tego, że prędzej czy później morderstwa zostaną mu udowodnione i podczas przesłuchań przyznał się do popełnienia czterech morderstw. Nigdy jednak nie zwierzył się policjantom ze swojej motywacji, zamiast tego przedstawił śledczym szokujące wyznanie. Powiedział nie mniej nie więcej, że skontaktował się z nim... Kuba Rozpruwacz – znany, nigdy nie schwytany seryjny morderca prostytutek z Londynu – i kazał mu mordować kobiety. Policjanci osłupieli...

Proces


Podczas procesu, który stał się ogólnokrajową sensacją Fritza Honkę reprezentował wzięty prawnik Rolf Bossi, który nawet zrezygnował ze swojego honorarium. Udało mu się przekonać sędziów, że jego klient jest niepoczytalny. Honka dostał śmiesznie niski wyrok. 15 lat pobytu w szpitalu psychiatrycznym...

Po odbyciu kary w 1993 roku Honka został wydany ze szpitala i umieszczony w domu opieki w Scharbeutz nad Morzem Bałtyckim pod nazwiskiem Peter Jensen. Nikt nie znał jego przeszłości, pozostał raczej wycofany i nie zawierał znajomości. Jednak do końca życia nie mógł pozbyć się wrażenia, że w pomieszczeniu, w którym mieszkał, czuć swąd rozkładającego się ciała. 

W wieku 63 lat ciało Fritza Honki, przez wiele lat niszczone przez działanie nikotyny i alkoholu, odmówiło posłuszeństwa. Honka zmarł 19 października 1998 roku w szpitalu w Hamburgu. Miał 63 lata...

Bibliografia:
Ernst Christian Schütt: Die Chronik Hamburgs, Chronik Verlag, Dortmund 1991,
Heinz Strunk: Der goldene Handschuh, Rowohlt-Verlag, Reinbek bei Hamburg 2016

Najchętniej czytane