MAKABRA! SINOBRODY, BARON SAME ZŁO!

Możnowładca wraz ze swoim duchowym asystentem z piekła rodem zaczęli MORDOWAĆ DZIECI podczas satanistycznych obrzędów, obejmujących makabry takie jak SODOMIA i NEKROFILIA, KANIBALIZM, KĄPIELE WE KRWI oraz MASTURBACJA na drgające i sikające krwią ciała ofiar.

Krwawa łuna zachodzącego słońca skąpała zamkową tajną komnatę demoniczną poświatą. Wśród almanachów wiedzy tajemnej i opasłych ksiąg z czarną magią widniały dwie postaci. Walczący o odwrócenie losu utracjusza pan zamku stał ze zwieszoną głową, lamentując w złości, że zaproponowane mu sposoby na odzyskanie majątku nie przyniosły efektów.

Druga, odziana w mnisi habit postać, z ledwo rysującym się pod kapturem demonicznym uśmiechem, cichym, hipnotycznym głosem zaproponowała rozwiązanie, które tym razem miało przynieść zmianę losu dla tonącego w długach barona. Wystarczy tylko kilka części ciała małego dziecka, a wezwana siła, doceniając ofiarę, natychmiast pośpieszy ofiarodawcy z pomocą. Wahający się chwilę utracjusz i pan na włościach skinął ręką i posłuszni mu pachołkowie natychmiast wychodzą z komnaty zrealizować życzenie i rozkaz swojego pana. Kolejna niewinna istota dziecięca straci życie w okrutnych męczarniach, aby rozrzutny oprawca mógł odwrócić los i odzyskać majątek…

Krwawa baśń…ale czy tylko?


W bretońskich legendach nadal żywy jest obraz okrutnika z tytułem szlacheckim, możnego, statecznego i zasłużonego dla kraju pana, który miał nietypowe hobby w postaci mordowania swoich wybranek. Krwiożerczy psychopata został powstrzymany dopiero przez braci ostatniej swojej niedoszłej ofiary, którzy domyślili się jego niecnych praktyk i położyli kres jego zbrodniczemu życiu. Tyle mówi nam legendarna baśń. Prawda jest o wiele bardziej mroczna i okrutna… Sinobrody, bo tak w legendzie zapamiętano zbrodniarza, był postacią autentyczną, tym bardziej okrutne wydają się jego krwawe czyny, jakich dokonał za życia ziemskiego.

A zapowiadał się tak wyśmienicie!


Gilles de Laval, baron de Rais, urodził się prawdopodobnie we wrześniu lub październiku 1405 roku (niektóre źródła podają dzień 4 września) jako Gilles de Montmorency-Laval, w należącym do jego rodziny zamku Champtocé-sur-Loire, jako syn Guya II de Montmorency-Laval oraz Marii de Craon. Już od dzieciństwa wykazywał się szczególną inteligencją oraz talentami. Szybko nauczył się czytać i pisać, znał bardzo dobrze łacinę, iluminował manuskrypty oraz pogłębiał swoją edukację, ucząc się taktyki i strategii. Świetnie rokujący młodzian pobierał także nauki o moralności. W roku 1415 zmarli jego rodzice, a on i jego młodszy brat, René de La Suze, zostali nagle sierotami. Dwójką chłopców zaopiekował się wtedy ich dziadek ze strony matki, Jan de Craon. Mężczyzna ten okazał się być wyjątkowym malwersantem i intrygantem.

Ku chwale Francji i Joanny d’Arc


W 1425 roku, de Rais został zaprezentowany na dworze Karola VII w Saumur, gdzie uczył się dobrych manier i dworskiej etykiety. Później, podczas bitwy o zamek Lude, wziął do niewoli jednego z angielskich dowódców, kapitana Blackburna. Ten odważny akt sprawił, że jego późniejsza kariera potoczyła się błyskawicznie. Mężny Gilles dwa lata później został jednym z dowódców armii królewskiej, podczas trwającej wówczas wojny stuletniej i sprawował tą funkcję przez 7 kolejnych lat, gdzie wykazał się iście szalonym męstwem, żeby nie powiedzieć czystym szaleństwem!

Jego odwaga przyniosła mu chwałę, jak np. dzięki jego udziałowi w oblężeniu Orleanu, podczas zdobywania którego został poważnie ranny oraz w bitwie pod Patay, gdzie poprowadził do ataku ciężkozbrojną jazdę francuską i rozgromił we wspaniałej szarży Talbota i Falstaffa. Poświęcenie Gillesa de Laval było spowodowane zapewne jego fascynacją osobą objawionej w Chinon dziewki z Lotaryngii, Joanny d’Arc. Bohaterka owych czasów absolutnie zafascynowała de Raisa, żywił do niej szacunek nabożny, a na jej rozkaz gotów był iść na każde ryzyko.



Żeby starać się zrozumieć późniejsze krwawe uczynki naszego bohatera, należy wspomnieć o chwalebnym zadaniu, którego miał zaszczyt dostąpić. 17 lipca 1429 roku, Gilles był jednym z czterech możnowładców, których wybrano, aby przewieźli "Świętą Ampułkę" z opactwa Saint-Remy, w której mieścił się święty olej służący do namaszczania królów Francji. Tego samego dnia Karol VII został koronowany na króla Francji, a Gilles otrzymał tytuł marszałka.

W maju 1431, podczas nieobecności Gillesa na froncie, Joanna d'Arc została spalona na stosie. Jego dziadek zmarł 15 listopada 1432 roku. Umierając wyraził niechęć wobec swojego wnuka, który rozrzutnie wydawał zebraną przez przodków fortunę. W dowód tego zapisał swoją zbroję i miecz młodszemu bratu Gillesa, René de La Suze. Jak widzimy, nawet słynący z niepochlebnej opinii jego własny dziadek czuł najwyraźniej przez skórę, że życie jego wnuka wkroczyło na złe tory…

Załamany psychicznie otworzył się przed Szatanem


Rozgoryczony i rozżalony śmiercią swojej idolki marszałek wycofał się wówczas do swoich włości, aby oddawać się nieustannym biesiadom, przedstawieniom teatralnym, jak i poświęcając się marnotrawieniu dużego jeszcze majątku. Ale wszystko co dobre szybko się kończy. W 1432 roku, z powodu rozrzutnego stylu życia, był już prawie bankrutem. W marcu 1433 roku wysprzedał niemal wszystkie swoje posiadłości w Poitou, poza tymi, które były prywatną własnością jego żony oraz wszystkie swoje dobra w Maine. W jego posiadaniu pozostały tylko dwa zamki w Anjou, Champtocé-sur-Loire i Ingrandes.

Większość wydatków Gillesa szła na wystawianie jego hucznych spektakli teatralnych. Przy okazji zapewniał też wszystkim widzom, niezależnie od stanu społecznego, obfity i darmowy bufet (owa informacja zyskuje wielce na znaczeniu w świetlne późniejszych jego krwawych zbrodni). W latach 1434-1435, Rais zaczął stopniowo wycofywać się z życia publicznego i wojskowego, poświęcając się swoim własnym zamiłowaniom. Zbudował okazałą kaplicę Świętych Młodzianków, którą wyposażył w bardzo bogate naczynia i szaty liturgiczne, też zresztą zaprojektowane wedle jego własnego pomysłu.

Baron Same Zło - fot. wikimedia-commons domena publiczna

Nieustannie tracący fundusze i środki materialne Gilles de Rais szukał sposobu na odbicie się od dna i postanowił zasięgnąć wiedzy w kwestiach okultystycznych. Wysłał w tym celu w świat swojego przybocznego księdza, Eustachego Blancheta, którego zadaniem było znalezienie kogoś, kto zna się na alchemii. Ubożejący w zastraszającym tempie de Rais miał zamiar odkryć „kamień filozoficzny” i wyprodukować…złoto.

Światełko w tunelu…do piekła!


Poszukiwania pana na Tiffauges okazały się „owocne”. Jego wynaturzony ksiądz sprowadził mu pod nos zawołanego podówczas alchemika i czarnoksiężnika, księdza Franciszka Prelatiego, który sam siebie nazywał kapłanem Lucyfera i znalazł rzekomo sposób na odwrócenie losów swojego nowego dobrodzieja.

Gilles de Rais był jednak człowiekiem niewątpliwie chorym i wynaturzonym psychicznie, chorobliwie zafascynowanym złem i diabłem. Było to najprawdopodobniej spowodowane spaleniem Joanny d’Arc, po którym to zasłużony francuski możnowładca utracił wiarę w dobro, stwierdzając, iż jej śmierć była ostatecznym dowodem na triumf zła i szatana na ziemi. Wspólnie ze swoim nadwornym czarnoksiężnikiem Prelatim zajmowali się nekromancją, wywoływali demony, w tym „Barrona”, który to osobiście miał odwrócić niefortunny los psychopatycznego Gillesa. Festiwal krwawych mordów na poddanych pana na Tiffauges rozpoczął się w momencie, w którym ów demon zażądał ustami zwichrowanego Prelatiego w ramach ofiary…oczu, rąk i serca małego dziecka, czemu stało się zadość, na rozkaz opętanego demonicznymi siłami Gillesa de Rais.

Siły piekielne zawładnęły jego życiem


Możnowładca wraz ze swoim duchowym asystentem z piekła rodem zaczęli mordować dzieci podczas satanistycznych obrzędów, obejmujących makabry takie jak sodomia i nekrofilia, kanibalizm, kąpiele we krwi oraz masturbacja na drgające i sikające krwią ciała ofiar. Z racji jego ewidentnej choroby psychicznej okresy morderczych orgii przeplatały się z okresami skruchy i pokuty.
Czy to diabeł wskazał tę drogę Sinobrodemu? - fot. wikimedia-commons

 



Zamieszkujący na swym zamku w Tiffauges Sinobrody-Gilles de Rais spraszał na swój dwór rozlicznych trubadurów, rycerstwo, awanturników i księży, a tych ostatnich miał pod bokiem przeszło trzydziestu. Wszyscy oni brali udział w trwających tygodniami hulankach, orgiach i czarnych mszach. Będący wciąż u jego boku alchemik Prelati skutecznie podsycał w Sinobrodym żądzę takich zabaw.

Poddani zaczynają się domyślać…


Z okolicy zaczęły ginąć chłopskie dzieci – i to ginąć dziesiątkami. Zamek mrocznego pana stał się postrachem, a okoliczna ludność po prostu uciekła.


I być może nasz negatywny bohater nadal zajmowałby się swoim okrutnym procederem ku chwale Złego, gdyby nie jeden, krytyczny w skutkach dla niego błąd. W 1440 roku Gilles de Rais sprzedał swój zamek Saint-Étienne-de-Mer-Morte skarbnikowi księcia Bretanii - Jana VI, który był suzerenem ich obydwu. Z czasem Gilles postanowił jednak odzyskać posiadłość i 15 maja tego samego roku przypuścił atak na zamek.

Podczas "odbijania" posiadłości, na rozkaz de Raisa, jego żołnierze wtargnęli do kościoła, z którego wywlekli brata nabywcy, będącego księdzem, mocno go skatowali i uwięzili. De Rais dopuścił się w ten sposób podwójnego świętokradztwa, bezczeszcząc świętość sakralnego miejsca, w którym obowiązywało prawo azylu oraz dopuszczając się rękoczynów na osobie duchownej. W tej sytuacji biskup Nantes, Jan de Malestroit, wszczął śledztwo, podczas którego na jaw wyszły zbrodnie Gillesa. 29 lipca biskup przedstawił swoje odkrycia Janowi VI, który udzielił mu stosownych pełnomocnictw, potrzebnych do prowadzenia odpowiedniego dochodzenia. 15 września 1440 roku de Rais oraz jego podwładni, Poitou i Henriet zostali aresztowani, gdyż świeckie dochodzenie potwierdziło wcześniejsze ustalenia biskupa Nantes. Gilles nie stawiał oporu podczas aresztowania. Kiedy prowadzono go, sprawiał wrażenie spokojnego i dumnego. Później wyznał, że tuż po aresztowaniu zamierzał podciąć sobie gardło. Nie ze strachu przed karą, lecz dlatego aby nie opowiadać o czynach, które popełnił.

Krwawy bilans praktyk Sinobrodego


 

W Tiffauges i pozostałych zamkach barona doliczono się szczątków przeszło stu dzieci obojga płci, a sam de Rais cynicznie oświadczył, że większość zwłok i tak spalił.

Szczegóły zbrodni, które de Rais wyznawał bardzo chętnie i bez przymusu (co prawda dano mu obietnicę nie torturowania go, jeżeli wyjawi sam swoje uczynki) były tak okropne i odrażające, że biskup podczas przesłuchania sługi diabła wstał i zarzucił zasłonę na krucyfiks…Same zeznania Sinobrodego zostały ocenzurowane, co nie dziwi, jeżeli praktykował on odcinanie żywcem piersi kobiecych, rozpruwanie kroczy i oddawanie moczu i masturbowanie się nad dogorywającymi jeszcze okaleczonymi ciałami ofiar.


Tajemnicza ucieczka piekielnego pomocnika Sinobrodego


Wyrok mógł być tylko jeden. Po trwającym miesiąc procesie de Raisa zarazem uduszono dymem z palących się pod szubienicą polan, a następnie uduszono wśród jego dwóch pomocników. Na stos poszli też liczni jego służący, którzy brali udział w owym procederze. Tajemnicą za to owiany jest los jego diabelskiego mentora, owego florentczyka Prelatiego. Otóż ów kapłan Lucyfera został początkowo uwięziony, jednakże ku zdziwieniu władz kościelnych i świeckich, udało mu się uniknąć kaźni – wyznawca diabła uciekł w nieznany nikomu sposób z więzienia…

Najchętniej czytane