MASAKRA! GRZEBANIE ŻYWCEM I ODCINANIE PIERSI. CHORWACKIE ZBRODNIE "W IMIĘ BOGA"

- Czy to dalmatyńskie ostrygi? - zapytał nieśmiało włoski korespondent wojenny. Pavelić zdjął delikatnie pokrywę wiklinowego kosza, który tak bardzo przykuł uwagę jego gościa. - To podarunek od moich wiernych ustaszów: dwadzieścia kilo ludzkich oczu - odparł z uśmiechem.

Powyższy dialog pochodzi z głośnej książki reportażowej "Kaputt" autorstwa Kurta Suckerta, włoskiego dziennikarza publikującego pod pseudonimem Curzio Malaparte. Początkowo był on zafascynowany ruchem faszystowskim, ale w późniejszym czasie stał się znanym krytykiem europejskich totalitaryzmów. W 1941 r. odbył podróż po marionetkowej Chorwacji, powołanej za zgodą Niemców na terytorium okupowanej Jugosławii.

W Zagrzebiu Malaparte spotkał się osobiście z przywódcą państwa, Ante Paveliciem. Chociaż jego relacja z pobytu w tym mieście dobitnie odsłaniała mroczny obraz młodego kraju pod rządami bezdusznych fanatyków, przerażająca opowieść o koszu pełnym oczu jest dziś często kwestionowana przez historyków.

Wątpliwości te są jak najbardziej uzasadnione - biorąc pod uwagę, że ludzkie oko waży ok. 7 g, kosz musiałby pomieścić ich ponad 2800 sztuk. Nie zmienia to jednak faktu, że chorwaccy sojusznicy Hitlera dopuścili się wielu brutalnych zbrodni, które - ze względu na metody pozbawiania ludzi życia - najbardziej zbliżone były do pogromów prowadzonych na Wołyniu przez ukraińskich nacjonalistów.

Ante Pavelić pozdrawia członków chorwackiego parlamentu, luty 1942 r.
Fot. wikimedia-commons domena publiczna

Terror był wymierzony głównie w znienawidzonych Serbów, którzy przez lata pełnili dominującą rolę w Jugosławii. Mimo że morderstwa miały zdecydowanie narodowościowe podłoże, oprawcy przekonywali, że prowadzą religijną krucjatę. Zarówno Chorwaci, jak i  Serbowie byli wprawdzie w większości chrześcijanami, jednak dzieliła ich przynależność do różnych wspólnot wyznaniowych. Podczas gdy pierwsi należeli do Kościoła rzymskokatolickiego, drudzy modlili się w cerkwi prawosławnej.

Zabójstwo króla


Młody Chorwat uwielbiał paradować w swoim czarnym mundurze. Jego głowę zwieńczał lekko przechylony beret z dużą literą "U" pośrodku. Ten niespełna 25-letni mężczyzna należał do faszystowskiego ruchu o wiele mówiącej nazwie ustaša - "buntownicy". Nazywał się Petar Brzica. Chciał poświęcić całe życie Bogu oraz modlitwom. I chociaż znalazł ostatecznie zupełnie inne "powołanie", wierzył, że uczestniczy w wielkiej misji religijnej. W końcu zabijał tylko tych, którzy nie uznawali Ojca Świętego..

Petar lubił coś jeszcze - pozować do pamiątkowych zdjęć, które miały utrwalać jego okrucieństwa. W 1942 r. jego postać znalazła się na fotografii uznanej po wojnie za symbol zbrodni całej organizacji ustaszy. Petar ze stoickim spokojem trzymał na niej jeden koniec piły, za pomocą której odcięto głowę Branko Jungiciowi - Serbowi pochodzącemu z bośniackiej miejscowości Grabovac. Mężczyzna został zamordowany, ponieważ odmówił konwersji na katolicyzm.

Zabójstwo Branko Jungicia. Pierwszy od lewej - Petar Brzica.
Fot. wikimedia-commons domena publiczna

W państwie ustaszy podobne sceny były na porządku dziennym. Katalizatorem tego niepojętego barbarzyństwa były manifesty jednego człowieka - doktora prawa Ante Pavelicia, który już od późnych lat dwudziestych podejmował próby odłączenia Chorwacji od królestwa południowych Słowian. W wyniku nieudanego zamachu stanu musiał jednak ratować się ucieczką z kraju. Osiadł we Włoszech, gdzie w styczniu 1929 r. zgrupował wiernych jego ideałom nacjonalistów.

Pavelić nie miał zamiaru darować ludziom, którzy doprowadzili do jego banicji. Organizował liczne zamachy terrorystyczne, z których najgłośniejszym było zabójstwo króla Aleksandra I Karadziordziewicia i francuskiego ministra spraw zagranicznych Louisa Barthou w październiku 1934 r. Morderstwa dokonał współpracujący z Pavliciem Bułgar Włado Czarnoziemski, członek Wewnętrznej Macedońskiej Organizacji Rewolucyjnej.

Inspiratorem całej akcji był jednak właśnie lider ustaszy, który za ten czyn został skazany zaocznie na podwójną karę śmierci - we Francji i w Jugosławii. Jego udany atak na króla Aleksandra I przeszedł do historii jeszcze z jednego powodu - był pierwszym zamachem na głowę państwa uwiecznionym na taśmie filmowej.

Z Bogiem na ustach


Zabójstwo monarchy pogrzebało ostatecznie szanse Pavelica na powrót do kraju. 6 kwietnia 1941 r. los odwrócił się jednak na jego korzyść. Niemcy rozpoczęli właśnie inwazję na Jugosławię i chętnie spoglądali na faszystowskie bojówki, które mogłyby im służyć w zamian za namiastkę niepodległego państwa. Już cztery dni później Pavelić proklamował Niezależne Państwo Chorwackie (NDH).

Po wielu latach mógł wreszcie powrócić na Bałkany, przyjmując tytuł poglavnika, oznaczający wodza. Miesiąc później odbyła się kolejna, oficjalna proklamacja kraju, wynikająca z ustalenia granic z Włochami. Zawarto wówczas tzw. traktaty rzymskie, na mocy któych Mussolini otrzymał Dalmację. W nowym państwie ustasze nie przewidywali miejsca dla prawosławnych Serbów oraz Żydów i Cyganów. Na kontrolowanym przez nich terytorium zakazano używania cyrylicy i wprowadzono antysemickie prawa.

Arcybiskup Alojzije Stepinac podczas powojennego procesu. 
Fot. wikimedia-commons domena publiczna

Serbowie - wzorem Żydów zmuszonych do noszenia gwiazdy Dawida na rękawie - mieli odtąd chodzić z niebieską opaską z literą "P", oznaczjącą osobę prawosławną. Zgodnie z założeniami Pavelicia część Serbów miała zostać zlikwidowana, a pozostała przy życiu garstka przejść na katolicyzm. Warto tutaj dodać, że prześladowanie Żydów osobiście nie interesowało poglavnika, który rozpoczął ich eksterminację wyłącznie pod niemieckim naciskiem. Nie był w tym również do końca konsekwentny - wśród wysokich rangą ustaszy znajdowały się osoby o żydowskich korzeniach, którym naturalnie nie spadł włos z głowy.

Szowinistyczna ideologia ustaszy znalazła swoje ujście w poparciu ze strony niektórych hierarchów kościelnych, którzy upatrzyli w faszystowskim ruchu szansę na nawrócenie niezliczonych dusz. Część duchownych nie potępiła zbrodni mimo że ich skala była zbyt duża, aby nie docierały do nich informacje o represjach.

Do dziś wiele kontrowersji wzbudza postać wojskowego wikariusza ustaszy, arcybiskupa Zagrzebia Alojzije Stepinaca. Szczególnie że w 1998 r. został on beatyfikowany przez papieża Jana Pawła II. Spory dotyczą przede wszystkim wątpliwości związanych z wiedzą Stepinaca na temat prowadzonych represji oraz jego zaangażowania w cały proceder. W późniejszym czasie duchowny stopniowo odcinał się od reżimu, jednak wciąż otwarte pozostaje pytanie, czy podjął tę decyzję po zapoznaniu się z doniesieniami o zbrodniach, czy też przestał wierzyć w zwycięstwo III Rzeszy i próbował jedynie oddalić od siebie wszelkie podejrzenia.

"Staliśmy w jeziorze krwi"


Religijna krucjata ustaszy zdawała się być jednak wyłącznie nośnym hasłem politycznym, które nie miało prawie żadnego przełożenia na rzeczywistość. W wielu przypadkach wyrażenie chęci dokonania konwersji nie oznaczało wcale uniknięcia pogromów. Wszystko zależało tak naprawdę od dobrej woli oprawców, dla których narodowość ofiary była ważniejsza od deklarowanej przez nią wiary.Najlepiej świadczyły o tym wydarzenia, do których doszło w miejscowości Glina w maju 1941 r. Ustasze zapewnili wówczas wszystkich ocalałych mieszkańców, którzy ukryli się w pobliskich lasach, że darują życie każdemu kto dobrowolnie dokona konwersji. Gdy jednak zwabieni tą obietnicą ludzie przybyli do cerkwi, w której miała odbyć się odpowiednia ceremonia, Chorwaci obstawili wszystkie wyjścia i urządzili krwawą łaźnię przy użyciu pałek i noży. Według różnych szacunków w budynku znajdowało się od 250 do 1200 Serbów.

Jedyną osobą ocalałą z rzezi był Ljubo Jednak. Półżywy mężczyzna został wrzucony razem z innymi do masowego grobu, ale udało mu się z niego wydostać. 21 sierpnia 1941 r. przedstawił relację, w której dokładnie opisał przebieg zbrodni:

"Najpierw zabrali się za potężnego chłopa, który śpiewał podniosłą, historyczną pieśń Serbów. Przycisnęli mu głowę do stołu i  - gdy ten kontynuował swój śpiew - zaczęli podrzynać mu gardło. Potem przyszedł kolejny oddział, który roztrzaskał mu czaszkę. Byłem sparaliżowany ze strachu. Ustasze krzyknęli: >>To wszystko, co możecie od nas dostać!<<. Otoczyli nas. Nie było możliwości ucieczki. [...] W ciągu kilku minut staliśmy w jeziorze krwi. Rozniosły się krzyki i lamenty, ciała były rzucane na prawo i lewo". 

Holokaust Serbów


W tym samym czasie, w którym Jednak opisywał swoje traumatyczne doświadczenia, ustasze rozpoczęli budowę obozu koncentracyjnego Jasenovac. Po wojnie owo miejsce kaźni tysięcy ludzi, którzy mieli to nieszczęście, że nie urodzili się Chorwatami, dorobiło się wymownego określenia "Auschwitz Bałkanów". Powszechnie używanym narzędziem mordu stał się odtąd tzw. Srbosjek (chorw. zarzynacz Serbów) - specjalna rękawica z przymocowanym na stałe nożem rzeźnickim. Wspominany już franciszkanin Petar Brzica miał się później przechwalać, że w jeden dzień zamordował przy jego pomocy 1360 ludzi.
 
Serbscy cywile zebrani w cerkwi w Glinie. Chwilę później już nie żyli...
Fot. wikimedia-commons domena publiczna

Ponadto siepacze Pavelicia lubowali się w grzebaniu ludzi żywcem, obdzieraniu ze skóry, podpalaniu i wyłupywaniu oczu. Płeć i wiek ofiar nie mały dla nich większego znaczenia. Odcinali piersi kobietom, przebijali bagnetami małoletnie dzieci i dokonywali dekapitacji. Jeden z komendantów chorwackiego obozu - były franciszkanin Miroslav Filipović-Majstorović - zyskał ze względu na swoją przeszłość, która teraz tak mocno kontrastowała z jego nową "profesją" przydomek Fra Sotona - "braciszek Szatan".

Ustalenie dokładnej liczby ofiar reżimu Pavelicia jest dziś praktycznie niemożliwe, jednak zwykle przyjmuje się, że w ciągu pierwszych sześciu miesięcy ustasze zamordowali ok. 300 tys. ludzi. Natomiast sami zbrodniarze twierdzili, że do końca wojny zgładzili do 600 tys. Serbów, 30 tys. Żydów i blisko 29 tys. Romów. Niektóre współczesne szacunki bywają bardzo rozbieżne - amerykańskie Muzeum Holokaustu mówi np. o liczbach w przedziale od 25 tys. do nawet miliona ofiar. Najbardziej prawdopodobne dane dotyczące zabitych w samym tylko Jasenovacu wahają się natomiast pomiędzy 80 tys. a 100 tys. Aby lepiej uświadomić sobie skalę tych masowych zbrodni należy dodać, że w liczącym 6,5 mln ludzi NDH mieszkało 2 mln Serbów. 

Szczurzy szlak


Pomimo licznych zbrodni ustaszy na narodzie serbskim, dochodziło do chwilowych rozejmów, a nawet braterstwa broni pomiędzy Chorwatami i serbskimi partyzantami. We wrześniu 1941 r. siły Pavelicia przeprowadziły wspólnie z czetnikami atak na Republikę Užicką kontrolowaną przez oddziały Josipa Broz Tity. W ofensywie wzięli udział także żołnierze z marionetkowej Serbii Nedicia oraz związanej z ustaszami organizacji Hrvastki Domobran (Chorwackiej Obrony Domowej).

I chociaż niektóre z tych kontaktów odbywały się za plecami Niemców i Włochów, ustasze do końca wojny pozostali ich najwierniejszymi sojusznikami. Nieuchronność klęski Państw Osi uświadomiła jednak wielu z nich, że trzeba uciekać, zanim dosięgnie ich zasłużona sprawiedliwość. Z pomocą przyszła im dwójka kapłanów - chorwacki franciszkanin Krunoslav Draganović i watykański biskup Alois Hudal. To właśnie oni odpowiadali za wielką ucieczkę nazistów do Ameryki Południowej, organizując tzw. szczurzy szlak.

Czetnicy i ustasze siedzący przy jednym stole. Fot. wikimedia-commons domena publiczna

Pavelić otrzymał fałszywy paszport na nazwisko Pablo Aranjos, który pozwolił mu wyjechać do mekki największych zbrodniarzy wojennych - Argentyny. Tam pozbawiony marzeń o Wielkiej Chorwacji kontynuował karierę polityczną u boku prezydenta Juana Perona, pełniąc funkcję jego doradcy ds. bezpieczeństwa. Zmarł w 1959 r. w Hiszpanii, reaktywując przedtem ustaszowskie ugrupowanie. W 1991 r. organizacja ta została zarejestrowana jako legalna partia polityczna, której działalność trwa do dziś.

Najchętniej czytane