NAJWIĘKSZE ŚWIĘTOKRADZTWO W HISTORII. Jak OKRADZIONO CZARNĄ MADONNĘ?

23 października 1909 roku, o godzinie 5 rano brat Bolesław, dzwonnik jasnogórskiego klasztoru, jak każdego dnia poszedł do KAPLICY KLASZTORNEJ, by pomodlić się przed świętym obrazem z CZARNĄ MADONNĄ. Kiedy wszedł do kaplicy po prostu zmartwiał z PRZERAŻENIA.

Zasłona obrazu była podniesiona i podparta dwiema świecami. Obraz był bez ozdobnej sukienki i koron. Część wotów leżała rozrzucona wokół ołtarza. Z galeryjki zwieszał się sznur z węzłami.

W ciągu dosłownie kilku minut brat Bolesław postawił cały klasztor na nogi. Zakonnicy są przerażeni tym widokiem. Za chwile na baczność postawione są władze miasta, z rosyjskimi na czele. Zjawiają się naczelnik ochrony wojennej płk Kondratowicz, naczelnik powiatu ks. Awałow, szef żandarmerii Potockij, policmajster Andrejew...

Po mieście rozbiegają się gazeciarze podając sensacyjną wiadomość. Nie mija godzina ,a wie już o tym całe miasto!

Straty ogromne!


Wstępna wycena strat materialnych przyniosła wyniki zdumiewające. Oszacowane je na niemal milion rubli. Była to suma wówczas oszałamiająca! Przede wszystkim ukradziono brylantowe korony Madonny i Dzieciątka (każdy z kamieni wart 40 tys. rubli) i sukienkę obrazu wysadzaną perłami.
Dodatek nadzwyczajny "Gazety Częstochowskiej" - fot. wikipedia.org

Do tego przepadły wota czyli dary od wiernych: 50 złotych płytek w kształcie serca, różnej wielkości, 15 złotych zegarków, 8 grubych złotych łańcuchów, 13 biczów pereł większych i mniejszych, każdy bicz długości prawie pół metra, a perły nanizane na srebrne nici, 40 pierścieni z brylantami i innymi kamieniami, 20 broszek, w tym osiem z brylantami, 15 bransolet – połowa z brylantami, 50 par złotych kolczyków, w tym 20 brylantowych…


Świętokradztwo!


A straty niematerialne? Te już nie do oszacowania! Perłową sukienkę uszył brat Makary Szypkowski na koronację obrazu w 1717 r. (obrzęd potraktowano jako oficjalne uznanie Maryi za Królową Polski, a była to pierwsza w historii Kościoła koronacja przeprowadzona poza Rzymem). Trzy perły w sukience były niezwykłe: jedna w kształcie twarzy, druga – serca, trzecia – jaja. Jedną złożył w ofierze królewicz Konstanty Sobieski, syn Jana III.

czytaj też: Najbardziej TAJEMNICZE dziecko w historii – KASPAR HAUSER. Czy był SYNEM...

Koronny delegat Stolicy Apostolskiej bp Krzysztof Szembek przywiózł je w 1717 r. z Rzymu, poświęcone były przez samego papieżą. Przyozdabiano je potem klejnotami składanymi przez wiernych jako wota. Szczególnie piękny brylant ofiarował w XIX w. hrabia Sobański; olbrzymi kamień był pamiątką rodzinną.

Rusza śledztwo!


Śledczy szybko ustalają, że złodziei było przynajmniej troje – dwóch mężczyzn i kobieta. Przez okno, w którym wycięli szybę, dostali się do kaplicy św. Antoniego, stamtąd na ganek w kaplicy, zawiązali u barierki sznur z węzłami i po nim zeszli na ambonę, wdrapali się na kratę przed obrazem i już byli przy ołtarzu (wizja lokalna dowiodła, że zajęło im to osiem minut).


Klasztor Jasnogórski na pocztówce z 1909 roku - fot. wikimedia-commons

 

Splądrowali obraz, tą samą drogą wyszli, odbili kłódkę klasztornej obory, która miała drugie, otwarte wyjście na fosę, fosą doszli do murów klasztoru i przeskoczyli na zewnątrz. Byli przygotowani i doskonale zorganizowani: zostawiali po sobie różne fałszywe ślady, by skierować policję na fałszywy trop.

Wszyscy chcieli pomóc 


Gdy Częstochowianie usłyszeli, co się stało, przed okradziony obraz schodziły tłumy i płakały.
Pomoc płynęła zewsząd. Zaproponowała ją nawet policja austriacka. Jeden z polskich magnatów wezwał z prywatnego biura detektywistycznego w Paryżu bardzo zdolnych agentów. Częstochowska gmina żydowska zaalarmowała żydowskich jubilerów oraz największych kantorów drogich kamieni w Amsterdamie, Antwerpii, Brukseli, Paryżu i Londynie. Częstochowianie też szukali, wypatrywali podejrzanie zachowujących się nieznajomych, studenci rewidowali zaułki i zakamarki miasta, okoliczni włościanie – stogi i pola. Całe miasto było postawione na nogi!



Oficjalne śledztwo prowadził naczelnik policji warszawskiej Kowalik. Szukał w Odessie, Kiszyniowie, pod Warszawą i w samej Częstochowie. Władze centralne nakazały pilnowanie dworców kolejowych i portów, na każdym parostatku czuwał detektyw. Wszystkie te krzepiące wiadomości przekazywano prasie, a wraz z nimi mylne informacje o poczynaniach śledczych – wszystko po to, by nie spłoszyć złodziei.

czytaj też: MICHAEL ROCKEFELLER i KANIBALE. Co się stało z synem NAJBOGATSZEGO CZŁOWIEKA...

Potem były wzmianki o pierwszych aresztowaniach i niepokojące sygnały o znalezieniu części klejnotów, już spalonych.
Jednak śledztwo nie przyniosło żadnych rezultatów. Kilka lat później miasto obiegły plotki, że zuchwałą kradzież zorganizował jeden z braci zakonnych. Jakoby potrzebował pieniędzy do utrzymania swojej kochanki. Nigdy jednak tego nie udowodniono i pozostało to po prostu głupią plotką.

Korony wracają na miejsce


W końcu przyszły wieści, że car Mikołaj II zamierza podarować Cudownemu Obrazowi korony od siebie. Wtedy mieszkańcy miasta zaczęli podejrzewać, że to pewnie Rosjanie zorganizowali kradzież – nie dla zysków, ale jako prowokację polityczną. Ukoronowanie obrazu darem cara byłoby przecież wyrażeniem zgody na królową Polski z nadania zaborcy.

Damazy Macoch, zakonnik z Jasnej Góry, przyznał się jakoby do kradzieży
fot. wikimedia-commons domena publiczna

 

Jednak cara ubiegł papież Pius X. Dwie korony z brylantami, rubinami i wielkimi opalami, zrobione w Watykanie, umieszczono na obrazie 22 maja 1910 r. Blisko sto lat później 26 sierpnia 2005 r. zastąpiły je korony, które kilka miesięcy wcześniej, 1 kwietnia, na dzień przed swoją śmiercią, pobłogosławił Jan Paweł II.

Bibliografia:
Aleksander Jaśkiewicz: Jasna Góra. Warszawa: Sport i Turystyka, 1986
Jan Pach, Włodzimierz Robak, Jerzy Tomziński: Jasna Góra. Sanktuarium Matki Bożej. Częstochowa: Paulinianum, 2001.

Najchętniej czytane