NIEWIARYGODNE! SOWIECKIE SNAJPERKI – NAJLEPSZE Z NAJLEPSZYCH!

Sowieccy snajperzy w czasie II wojny światowej słynęli ze swoich niesamowitych umiejętności i niewyobrażalnej precyzji. Ale czy uwierzycie, że byli lepsi od nich? Właściwie - BYŁY! Niesamowite sowieckie snajperki!


 

W latach 30-tych XX wieku, gdy większość armii zachodnich obcinała środki przeznaczone na szkolenie zawodowych snajperów, Rosjanie poszli zupełnie odmienna drogą. Armia Czerwona przeznaczyła olbrzymie kwoty na organizację elitarnych grup snajperów. Zaprocentowało to później – w czasie II wojny światowej. Snajperzy nie tylko świetnie sprawdzali się na polu bitwy, zwłaszcza w warunkach walk miejskich, ale także pośrednio dzięki nim, mocno do przodu poszła technologia produkcji broni.

Wydawać by się mogło, że zabijanie to typowo męskie zajęcie. Jednak w stalinowskim Związku Radzieckim wcale tak nie było. Okrucieństwo Wehrmachtu spowodowało, że kobiety, których mężowie byli zabijani przez Niemców wręcz dyszały żądzą zemsty. W rękach szkolących je oficerów stawały się dla swych prześladowców prawdziwymi Aniołami Śmierci! W roku 1943 Armia Czerwona „zatrudniała” już ponad 2000 snajperek! Były one dużo lepsze od mężczyzn. Bardziej cierpliwe, precyzyjne i kiedy trzeba zdecydowane! Oto kilka historii o najlepszych radzieckich snajperkach:

1. Klaudia Kaługina – 257 trupów!


fot. wikimedia-commons domena publiczna

Była najmłodszą snajperką w szeregach Czerwonej Armii Do elitarnej szkoły snajperek trafiła w wieku zaledwie… 17 lat. Na początku miała dużo problemów. Przeszkadzała jej wada wzroku i wydawało się, że nic z tego nie będzie. A jednak młodziutka Klaudia była bardzo uparta. W końcu przeprowadzono z nią indywidualne szkolenie.

Ostatecznie zadziorna Klaudia miała na koncie aż 257 ustrzelonych Niemców. Ale początki były trudne. Podczas pierwszej nocy na służbie razem z jej przyjaciółką ze szkoły snajperskich Marysią Czikwiencową nie ustrzeliły ani jednego wroga.

Nie byłyśmy w stanie nawet nacisnąć na spust! Byłam wściekła. W myślach zwyzywałam siebie od tchórzy. Ach dlaczego nie poszła na front jako prosta żołnierka. Następnej nocy się jednak przełamałam. Zabiłam mojego pierwszego Niemca. Kiedy do niego strzeliłam czyścił karabin maszynowy, strzeliłam a on potoczył się do moich stóp. Potem już poszło…


2. Ludmiła Pawliczenkowa – 308 trupów!




fot. American Congress Library

 

Przez aliantów nazywana była „Lady death”. Swój pierwszy strzał oddało w sierpniu 1941 roku podczas obrony Odessy. Tak wspominała swoje pierwsze snajperskie doświadczenie:

Czekałam długie godziny aż ktoś znajdzie w zasięgu mojej broni. W końcu znieruchomiałam, gdy krzyż celownika spoczął na grupce żołnierzy Wehrmachtu. Przemykali ostrożnie zboczem wzgórza, przekonani o tym, że nikt ich nie widzi, kilkaset metrów od wpatrującej się w nich snajperki.

Wycelowałam w pierś jednego z piechurów i pokrętłami skalibrowałam lunetę. Pewność trafienia była niemal stuprocentowa, wystarczyło tylko nacisnąć cyngiel.

Ale nie zdobyłam się na to, serce mi łomotało, nie mogłam uspokoić oddechu.

Dzień później Pawliczenko zastrzeliła swojego pierwszego Niemca. Później zrobiła to jeszcze 308 razy, co zapewniło jej order Bohatera Związku Radzieckiego i, dotąd niezakwestionowaną, pozycję królowej snajperów wszech czasów.


3. Róża Szanina – 57 trupów


fot. wikimedia-commons domena publiczna

 

Ta dziewczyna była bardzo zdeterminowana, żeby zdobyć wykształcenie. Wychowywała się w malutkiej wiosce w okręgu archangielskim na północy Rosji. W wieku ośmiu lat uparła się, że będzie codziennie chodzić do szkoły podstawowej – bagatelka 10 kilometrów w jedną stronę. Potem jako nastolatka uciekła z domu do odległego Archangielska, by uczyć się w szkole średniej. Od razu było wiadomo, że ta dziewczyna wiele osiągnie!

I rzeczywiście. Kiedy przyszła wojna była jeszcze uczennicą, ale dorabiała sobie po południami pracując jako przedszkolanka. Już wtedy wyróżniała się odwagą i pomagała strzec budynków rządowych przed atakami Luftwaffe.

Przełom nastąpił, gdy podczas blokady Leningradu poległ na froncie jej starszy brat. Róża zgłosiła się do wojska, ale nie pozwolono jej pójść na front. Zamiast tego skierowano do Centralnej Żeńskiej Szkoły Snajperek. 

I to było świetne posunięcie! Mimo, że jej „szlak bojowy” był bardzo krótki, bo zaledwie kilkumiesięczny, zdołała zanotować 57 celnych strzałów. Zaliczyła również kilka „dubletów” czyli dwóch celnych strzałów jeden po drugim. Słynęła z zimnej krwi i niezwykłej cierpliwości. Na swoją ofiarę, jak kobra, potrafiła czekać w bezruchu nawet kilka godzin...

Zginęła w styczniu 1945 roku podczas walk w Prusach Wschodnich. Wcześniej przyznano jej Order Chwały – elitarne odznaczenie wojskowe.

Bibliografia:

Praca zbiorowa "Snajperzy drugiej wojny światowej" Wydawnictwo RM, Warszawa 2014
Swietłana Aleksijewicz "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" Wydawnictwo „Czarne”, Warszawa 2012

Najchętniej czytane