„OBOZY ŚMIERCI EISENHOWERA”. MROCZNY SEKRET US ARMY [video]

Czy możliwe jest, że w 1945 roku amerykańskie władze wojskowe świadomie i z premedytacją doprowadziły do śmierci głodowej ponad miliona niemieckich jeńców?

Wszyscy wiedzą o hitlerowskich obozach śmierci. Na całym obszarze okupowanej europy niemcy zbudowali setki obozów koncentracyjnych. Od Rumbuli na Łotwie po Saloniki w Grecji i od Białego Jaru na Ukrainie aż po Wyspy Normandzkie. Mało kto jednak wie, że pod koniec wojny ponad milion niemieckich żołnierzy zginęła w takich samych obozach w okupowanych Niemczech. Tyle, że z rąk Amerykanów…

Wiosną 1945 roku hitlerowskie Niemcy były w potrzasku. Od Wschodu nacierały armie sowieckie prąc nieubłaganie w kierunku Berlina i Widnia. Od zachodu przez Ren przelewały się niezliczone dywizje anglo-amerykańskie. W ręce US Army dostało się blisko dwa miliony żołnierzy jenieckich. Masowo uciekali oni na zachód uciekając przed Czerwoną Armią. Jak się później okazało, to nie do końca był dobry pomysł.

Co z nimi począć?


Amerykańskie władze wojskowe nie do końca wiedziały co zrobić z taką masą jeńców. Ostatecznie w kwietniu 1945 roku umieszczono je na rozległych łąkach nad Renem. Miejscowi nazywali to miejsce po prostu „Rheinwiesen” co znaczy „nadreńskie łąki”.

Los tych ludzi był straszny. Zapędzono ich jak bydło za prymitywne ogrodzenie z desek i drutu kolczastego. Jeńcy spali bezpośrednio na ziemi, w błocie, kałużach i własnych odchodach. Nie zadbano o jakiekolwiek instalacje sanitarne, toalety i tym podobne. Jeńcy swoje potrzeby fizjologiczne mieli załatwiać we własnoręcznie wykopanych rowach w ziemi. Na terenie obozu nie było żadnych budynków, po prostu szczere pole.

Amerykański żołnierz eskortuje grupę żołnierzy niemieckich - fot. wikimedia-commons

 

Jeńcy nie otrzymywali żadnego wyżywienia. Już po kilkunastu dniach doszło do pierwszych przypadków śmierci głodowej. Więźniowie próbowali żywić się trawą, gałęziami, ziemią mieszaną z wodą Renu. Wkrótce odnotowano pierwsze przypadki kanibalizmu…

Fragment amerykańskiej kroniki filmowej przedstawiający warunki panujące w obozach jenieckich wiosną 1945 roku:

https://youtu.be/TWHylyvZSr8
źródło: Newsreel National Archive - domena publiczna

Zwierzęta były lepiej traktowane


Straszne warunki panujące w amerykańskich obozach śmierci opisał w swoich wspomnieniach Martin Brech, amerykański żołnierz, który po tym jak został ranny w walce, został wyznaczony do pracy obozowego strażnika. Jego esej został opublikowany dopiero w 1991 roku w The Journal of Historical Review:

Pod koniec marca lub na początku kwietnia 1945 r., zostałem wysłany do obozu jeńców wojennych, nieopodal Andernach nad Renem, jako strażnik. Skończyłem cztery lata wyższej szkoły niemieckiej więc mogłem rozmawiać z więźniami mimo że było to zakazane. Jednakże stopniowo zaczęto wykorzystywać mnie jako tłumacza; proszono o wyłuskiwanie członków SS (żadnego nie znalazłem).

W Ardenach przetrzymywano około 50 tysięcy więźniów w różnym wieku; pod gołym niebem, za drutem kolczastym. Kobiety były osobno więc początkowo nie widywałem ich. Mężczyźni których pilnowałem nie mieli żadnych schronień ani koców. Wielu było bez kurtek. Spali w błocie, wodzie, na zimnie; brakowało latryn. Była zimna i mokra wiosna – ich cierpienia były tym większe.



Los setek tysięcy niemieckich jeńców przez dekady pozostawał nieznany. Amerykańskie władze wojskowe nałożyły na ten tragiczny epizod wojny bardzo ścisłą cenzurę informacyjną. Przeżyło niewielu świadków. Większość byłych żołnierzy Wehrmachtu nigdy nie opuściła obozów śmierci nad Renem…

Jeszcze bardziej szokujący był widok tych więźniów wrzucających trawę i chwasty do cynowych puszek zawierających rzadką zupę. Powiedzieli mi, że robią to aby ulżyć sobie w bólu który był powodowany przez głód. Szybko ulegali wycieńczeniu. Dyzynteria szalała – zaczęli sypiać we własnych odchodach, bowiem byli zbyt słabi, aby doczołgać się do rowów z latrynami. Wielu błagało o jedzenie, chorując i umierając przed naszymi oczami. Mieliśmy wystarczającą ilość zapasów i zaopatrzenia, lecz nie zrobiliśmy nic by im pomóc; nie udzielaliśmy żadnej pomocy lekarskiej.

Prawem zemsty


Problem niemieckich jeńców tymczasem narastał. Na początku maja w strefach okupowanych przez aliantów znalazło się już ponad trzy miliony żołnierzy. Brytyjczycy oficjalnie wydali zakaz przyjmowania kolejnych jeńców, motywując to względami logistyki.

W tym czasie generał Dwight Eisenhower wydał szokujący rozkaz swoim podwładnym. Nakazał żandarmerii wojskowej rozstrzeliwać niemieckich jeńców. Bezpośrednio na miejscu, tam gdzie zostali zatrzymani. Ta informacja tak bardzo zszokowała niemieckie dowództwo, że skłoniła feldmarszałka Jodla do podpisania ostatecznej kapitulacji. Dalsza wojna była bez sensu. Obowiązkiem niemieckich dowódców było ocalić naród niemieckich od totalnego wyniszczenia.

Niemcy w Rheinwiesen - ich los był straszny. Fot. wikimedia-commons

 

Jednak nawet akt kapitulacji podpisany ostatecznie w Berlinie 8 maja 1945 roku w niczym nie zmienił położenia niemieckich jeńców. Strażnicy nadal traktowali ich jak zwierzęta i prawdopodobnie po prostu czekali aż większość z nich po prostu umrze od głodu i chorób.



Nieszczęśni jeńcy nie mogli wiedzieć, że ich los praktycznie przypieczętowany został o wiele wcześniej. W roku 1942 brytyjski premier Winston Churchill i amerykański prezydent Franklin Delano Roosevelt uzgodnili, że ostatecznym celem wojny jest całkowita eksterminacja narodu niemieckiego. Potwierdzili to w Teheranie, gdy dołączył do nich sowiecki dyktator Józef Stalin. Podczas jednego z bankietów sowiecki satrapa pozwolił sobie nawet wznieść toast „za zabicie 50 tysięcy niemieckich oficerów”. Roosevelt i Churchill nie odmówili wzniesienia tego szokującego toastu.

Przez lata wojny w amerykańskiej prasie trwała prawdziwa nagonka na Hitlera i jego ludzi. Szczegółowo opisywano zbrodnie niemieckie, gazety wypełniały karykatury i drastyczne opisy. Amerykanie byli uczeni nienawiści do wroga.

Pola śmierci nad Renem - fot. wikimedia-commons domena publiczna

Kiedy przyszedł czas odpłaty Amerykanie pokazali ludziom, którzy byli w ich rękach, że nie będzie dla nich żadnej litości. Więźniowie, bo tak należy ich nazywać, nie mogli liczyć na żadne humanitarne względy. Nie było mowy o żadnych międzynarodowych konwencjach i ich zapisach. Nieszczęśnicy stłoczeni na nadreńskich łąkach zostali skazani na śmierć za życia…

Gdy przerzucałem dla więźniów jedzenie przez drut kolczasty, zostałem przyłapany; zagrożono mi uwięzieniem. Powtarzałem „wykroczenie”. Pewien rozgniewany oficer zagroził mi, że mnie zastrzeli. Sądziłem, że blefuje dopóki nie zobaczyłem kapitana, na wzgórzu nad Renem, strzelającego do grupy niemieckich kobiet ze swojej czterdziestkipiątki. Gdy zapytałem go „Dlaczego?”, odburknął „Praktyka” i strzelał aż do opróżnienia magazynka. Widziałem biegnącą kobietę, która chciała się skryć. Jednak nie jestem w stanie powiedzieć czy została trafiona. Było  zbyt daleko.

Martin Brech szybko uświadomił sobie, że jego towarzysze broni nie traktują jeńców jak ludzi. Wieloletnie pranie mózgów sprawiło, że dla nich stali się niczym więcej jak rzeźnym bydłem.



Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że obcuję z zimnokrwistymi mordercami pełnymi nienawiści. Uważali Niemców za podludzi godnych eksterminacji; kolejny przejaw upodlającej karuzeli rasizmu. Artykuły w gazecie "Stars and Stripes", niemieckie obozy koncentracyjne, mnóstwo zdjęć wycieńczonych ciał. Ta swoista polityka zwiększała nasze „sprawiedliwe”okrucieństwo, ułatwiała nam akceptowanie zachowań przeciwko którym buntowalibyśmy się. Sądzę również, że żołnierze którzy nie brali udziału w walkach próbowali udowodnić jacy to oni twardzi, zachowując się w taki właśnie sposób wobec więźniów i cywili.

Dowiedziałem się, że więźniowie byli przeważnie prostymi rolnikami i robotnikami tak jak i większość naszych żołnierzy. Z upływem czasu upodobniali się do zombi, stawali się ślamazarni, inni opętani, jeszcze inni próbowali samobójstwa – za dnia uciekali przez otwartą przestrzeń w kierunku Renu, by ugasić pragnienie. Byli zdejmowani.

Liczba ofiar nieznana


Nigdy nie dowiemy się, ilu naprawdę niemieckich kobiet i mężczyzn pozostało na zawsze na nadreńskich łąkach. Amerykańskie archiwa są nadal szczelnie zamknięte. W swej książce „Other losses” kanadyjski pisarz James Bacque pisze, że wyniku chorób, głodu i egzekucji zginęło „minimum 800 tysięcy osób, być może więcej niż milion”.

Z czasem głód zaczął również doskwierać cywilom. Amerykanie choć mieli dostateczne zapasy żywności nie zamierzali zrobić nic, by ulżyć ich cierpieniom.

Głód zaczął rozprzestrzeniać się także wśród niemieckich cywili. Normalnym było zobaczyć niemieckie kobiety z podkasanymi rękawami myszkujące wśród naszych śmieci. Szukały czegoś jadalnego. Jeśli tylko nie były przeganiane…

Głód czynił Niemki bardziej „dostępnymi” mimo to często dochodziło do gwałtów z użyciem przemocy. Dobrze pamiętam pewną zgwałconą osiemnastolatkę. Dwaj żołnierze okaleczyli jej pół twarzy karabinową kolbą.

Gehenna Niemców trwała jeszcze do wiosny 1946 roku. Z czasem stosunek amerykańskich władz do jeńców i cywilnej ludności zaczął się poprawiać. Nie przywróciło to jednak życia, tym którzy umarli z głodu i chorób w błocie i krwi towarzyszy zmieszanej z wodami Renu...

Bibliografia:
The Journal of Historical Review, New York, 1991
James Bacque, „Other Losses”, Montreal, 1989

Najchętniej czytane