SŁODKIE CZASY PROHIBICJI! AMERYKA STAŁA SIĘ „PIJACKĄ REPUBLIKĄ”!

„Na końcu zbliża się długo wyczekiwany dzień narodzin suchej Ameryki. Minutę po północy narodzi się nowe społeczeństwo. Dziś w nocy John Barleycorn (potocznie: whiskey) spisuje swoją ostatnią wolę. Wkraczamy w erę trzeźwych umysłów i godnego życia"

Prohibicja trwała w Stanach Zjednoczonych od 1920 do 1933 roku. Okres ten trwale zapisał się w historii amerykańskiego państwa. Szczytne ideały pomysłodawców nowego prawa szybko spowodowały efekt odwrotny do zakładanego. Jeszcze większe spożycie alkoholu, rozrost przestępczości, korupcja władz i absurdy biurokratyczne to nieodłączna część lat prohibicji.

Miłe złego początki


16 stycznia 1919 roku została wprowadzona 18. poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych projektu kongresmena, Andrew Volsteada. Nowe prawo zakazywało zarówno spożycia, posiadania, jak i produkcji, importu, oraz eksportu alkoholu. Czyniąc długą historię krótką alkohol miał zniknąć z powierzchni amerykańskiej ziemi. Do tak radykalnych posunięć nawoływano od dawna. Od czasów purytańskich założycieli był to problem palący, gdyż już wtedy mawiano, że Ameryka to „pijacka republika”.

Akcja policyjna konfiskaty nielegalnego alkoholu - Elk Lake, Kanada, rok 1923.
fot. wikimedia-commons domena publiczna

Wraz ze wzrostem imigrantów z Europy, lubujących się w spożyciu „czegoś mocniejszego” w wolnych chwilach, tendencje te tylko wzrosły. Nastąpił wykwit organizacji walczących z alkoholem. Ligi do walki z barami, ruchy związane z chrześcijaństwem, intelektualiści, sufrażystki... można wymieniać bez końca. Alkohol jawił się jako niszczyciel rodzin, czynnik hamujący rozwój gospodarczy, źródło wszelkiego zła.

„Na końcu zbliża się długo wyczekiwany dzień narodzin suchej Ameryki. Minutę po północy narodzi się nowe społeczeństwo. Dziś w nocy John Barleycorn (potocznie: whiskey) spisuje swoją ostatnią wolę. Wkraczamy w erę trzeźwych umysłów i godnego życia. Anti-Saloon League życzy wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku” 

odezwa Anti-Saloon League z 17 stycznia 1920 roku.

Na przekór władzy


W samym 1920 roku Amerykanie spożyli 757 milionów litrów mocnych alkoholi, 2 i pół miliarda litrów piwa, oraz 446 milionów litrów wina. Był to wynik rekordowy. Trzeba przyznać, że do pełnej abstynencji jeszcze trochę im brakowało. Jedna po drugiej, na zapleczach bądź w piwnicach, powstawały kolejne „dziuple”, w których można było zakupić bądź spożyć alkohol. Handlowano wszędzie. W dużych miastach, tych mniejszych, czy na wsiach. Szacuje się, że w samym Nowym Jorku było 30 tysięcy nielegalnych lokali.

czytaj dalej


Niektórzy przyjmują, że w całej Ameryce po wyjściu z dowolnej stacji kolejowej bez problemu można było odnaleźć punkt sprzedaży oddalony nie dalej jak 5 minut drogi piechotą. Amerykanie również wzięli się za własny wyrób. W niejednej łazience pędzono bimber, na który przepis można było znaleźć w gazetach i, o ironio, w oficjalnych dokumentach Departamentu Rolnictwa!

Uchylenie prohibicji spowodowało wybuch euforii w całych Stanach!
fot. wikimedia-commons domena publiczna

Nie ograniczano się jedynie do znanych przepisów. Wyzwolona w amerykanach kreatywność spowodowała, że na rynku znalazł się alkohol wyrabiany z takich produktów jak perfumy czy płyn zapobiegający zamarzaniu! Spowodowało to oczywiście wzrost śmiertelności czy oślepnięć w wyniku spożycia „trefnych” trunków. Ostrożni, nie chcący kupować z nielegalne źródła, kierowali się do znajomych lekarzy aby ci przepisywali im alkohol jako środek leczniczy. Ustawa dopuszczała taki proceder.

Wojna z pijaństwem


Rząd Federalny nieustępliwie realizował prohibicję przez całe 13 „suchych lat”. Wojna została wydana w całym kraju. Na wybrzeżach i w rejonie Wielkich Jezior walczono z kontrabandą, a w miastach likwidowano nielegalne lokale i walczono z gangami parającymi się dystrybucją. Dokonywano nieformalnych rewizji w domach, sklepach, magazynach niszcząc przy tym mienie prywatne. Do legendy przeszło dwóch agentów federalnych - Moe Smith i Izzy Eistein.

Tych dwóch dżentelmenów skonfiskowało łącznie 5 milionów butelek alkoholu i aresztowało 4 tysiące osób. Nie obyło się bez sytuacji absurdalnych. Padały wyroki skazujące na dożywocie za posiadanie choćby butelki wódki. Z czasem jednak wśród szeregów rządowych morale opadało. Plaga korupcji spadła głównie na przedstawicieli władz lokalnych.

czytaj dalej


Burmistrzowie, sędziowie, a nawet szefowie policji przymykali oko na nielegalny proceder w zamian za swoją dolę. W Chicago sam burmistrz William Hale Thompson publicznie stwierdził, że „pije jak gąbka”. W okresie schyłkowym wydawałoby się, że wszyscy już przejrzeli na oczy. Nic bardziej mylnego. W 1932 roku Hoover przegrał co prawda z Rooseveltem, ale jednym z jego haseł wyborczych była prohibicja...

Polskie akcenty


Prym w alkoholowym biznesie w czasach prohibicji wiedli imigranci bądź potomkowie imigrantów z Europy, w tym z... Polski. Pośród gangsterów, którzy dorobili się na prohibicji, najbardziej znany jest oczywiście Al Capone. Mało kto jednak wie, że przez wiele lat rywalizację z nim toczył niejaki Earl „Hymie” Weiss urodzony jako Henryk Wojciechowski. Przybrane nazwisko „Weiss” mogłoby wskazywać na żydowskie korzenie. Tak jednak nie było!

Wojciechowski był potomkiem polskich imigrantów i co ciekawe nie krył się ze swoim katolicyzmem. Miał nosić przy sobie zawsze broń, oraz różaniec z krucyfiksem. Widywany był również regularnie na niedzielnej mszy. Przestępca, rodem z Polski, organizował w latach dwudziestych liczne zamachy na życie Al Capone i jego współpracowników. W jednym nawet, przestępca rodem z Polski, oddał wraz ze swoimi ludźmi około 1000 strzałów z broni maszynowej w restauracji w której przebywał „Człowiek z blizną”. Zamach nie udał się, a trzy tygodnie później ludzie Capone’a dopadli Polaka.

Jakub Bazler

Najchętniej czytane