W służbie jego cesarskiej mości. Tajemnica śmierci „Batyra”

W sercu Żmudzi, pomiędzy Szawlami a Taurogami leży niewielkie miasteczko - Kroże. Do historii przeszło dzięki młodzieży z miejscowego gimnazjum, która w 1823 r. założyła stowarzyszenie „Czarni Bracia”. Członkami założycielami byli piętnastoletni Jan Witkiewicz oraz osiemnastoletni Cyprian Janczewski - uczniowie miejscowego gimnazjum.

Choć dziś śladów polskości można szukać jedynie na miejscowym cmentarzu to wówczas regiony te emanowały polską kulturą. Okoliczne majątki polskiej szlachty były wylęgarnią myśli patriotycznej i zarodnikami późniejszego zrywu powstańczego. Właśnie w jednym z takich majątków, w Poszawszu 24 czerwca 1808r. urodził się Jan Witkiewicz. Był przyszłym stryjem Stanisława Witkiewicza, który zasłynie jako twórca tak zwanego „stylu zakopiańskiego” i stryjecznym dziadem „Witkacego” – znanego malarza i dramaturga.

Bunt „Czarnych braci”


Bezpośrednim impulsem do powstania związku było aresztowanie w wyniku procesu akademików wileńskich, a następnie wywiezienie do wileńskiego więzienia w danym klasztorze Bazylianów, nauczyciela gimnazjalnego, filomaty Jana Sobolewskiego. Związek „Czarnych Braci” nie miał regulaminu, a konkretnym celem działania było ulżenie losu aresztowanym „Promienistym”: Sobolewskiemu i innym, w tym Adamowi Mickiewiczowi, który uczył Cypriana Janczewskiego w gimnazjum w Kownie.

Tajny związek został wykryty w wyniku denuncjacji. Sławetny senator Nowosilcow przysłał komisję śledczą pod kierownictwem Leona Bajkowa. W wyniku jej przesłuchań sześciu uczniów i jednego nauczyciela gimnazjum wywieziono do Wilna i osadzono w różnych więzieniach. 6 stycznia 1824 Wielki Książę Konstanty mianował członków sądu wojennego w składzie dwóch oficerów i audytora. Przewodniczącym został baron generał Grigorij Rozen. Sąd toczył się pod nadzorem Nowosilcowa z nakazem sądzenia z całą surowością. 28 lutego 1824 zapadł niezwykle surowy wyrok, który miał zastraszyć młodzież Ziem Zabranych. Janczewskiego i Witkiewicza skazano na karę śmierci. Pozostałych na dożywotnie ciężkie roboty i zesłanie na Sybir. Denuncjatorzy odebrali odznaczenia „za usierdje i wiernost”.

Na tajne polecenie Wielkiego Księcia Konstantego policji wileńskiej nakazano zebrać informacje o nastrojach ludności miasta podczas wywożenia więźniów. Miało to miejsce w samo południe 8 marca 1824 r. w Wilnie.
                      Kościół parafialny w Krożach - fot. wikipedia

Wydarzenia te posłużyły później za kanwę naszego wielkiego narodowego dramatu. Opisał je bowiem osiem lat później w III części "Dziadów" Adam Mickiewicz.

Ostatecznie drakońskie wyroki złagodzono. Grupa gimnazjalistów bez oglądania się na młody wiek została skazana na przymusową służbę wojskową, w twierdzach na południowej granicy ze stepami kazachskimi i chanatami Azji Środkowej. Wyroki były bardzo okrutne. Młodzi chłopcy, którzy nie zdołali jeszcze nic złego uczynić zostali wyrwani z rodzinnego środowiska i rzuceni niemal na kraj znanego wówczas cywilizowanego świata. Była to w istocie pierwsza fala z licznych później grup polskich skazańców – „Sybiraków”. Pamiętajmy, że „Czarni Bracia” wyjechali za Ural wiele lat przed wybuchem Powstania Listopadowego. Masowe represje wobec Polaków – poddanych carów dopiero miały nadejść.

Zesłanie


Wśród pierwszej fali skazanych był jak wspomniano Jan Witkiewicz. W chwili ogłoszenia wyroku miał zaledwie szesnaście lat. Jednak jak wspominają świadkowie podczas śledztwa i procesu nie okazywał strachu. Witkiewiczowi w drodze łaski zamieniono karę na dożywotnią służbę w batalionie liniowym w Orsku, 25 wiorst od Orenburga – bez prawa awansu; odebrano mu także szlachectwo. 8 marca 1824 r. wywieziono go z Wilna do Moskwy, skąd etapami, zakuty w kajdany szedł przez długie miesiące do miejsca przeznaczenia.

czytaj dalej


Pierwszy rok służby był dla wrażliwego nastolatka najtrudniejszy: nieustanną musztrą, ciągłym poniżaniem i częstymi karami chłosty usiłowano nowego żołnierza upodlić, pozbawić zdolności myślenia, złamać moralnie. Oczywiście nie bez znaczenia było pochodzenie młodego rekruta. Rosyjscy oficerowie pastwienie się nad Polakiem traktowali niemal jako obowiązek patriotyczny. Zachowały się przekazy, że zastępca dowódcy batalionu znęcał się nad chłopcem w wyrafinowany sposób. „Iwan” musiał czyścić latryny, sprzątać po oficerach. Witkiewicz izolował się od otoczenia, cierpiał, lecz służył starannie. Po roku stał się najlepszym żołnierzem w batalionie.

Przełomowym momentem w jego życiu okazało się przybycie do Orska we wrześniu 1829 roku wybitnego niemieckiego uczonego Aleksandra von Humboldta, sławnego podróżnika i geologa, któremu przypadkowo przydzielono kwaterę u Polaka. Uczony ze zdumieniem zauważył w pokoju swoją książkę (według niektórych relacji było to 18 tomów jego dzieł) oraz inne prace naukowe. Jeszcze większe wrażenie wywarła na nim informacja, że właścicielem tego osobliwego księgozbioru jest prosty żołnierz, który w dodatku zna aż 19 języków!
Jan Prosper Witkiewicz w mundurze oficera carskie armii - fot. wikimedia commons

Humboldt wstawił się za Witkiewiczem, a także za jego kolegami Pieślakiem i Iwaszkiewiczem u cara - w rezultacie wszyscy trzej zostali awansowani na podoficerów. W kwietniu 1832 r. awansowano Witkiewicza do stopnia podchorążego (portupiej – praporszczik). Po pewnym czasie opuścił Orsk i na stałe zamieszkał w Orenburgu, gdzie w charakterze tłumacza został przydzielony do Komisji Granicznej. Od tego czasu rozpoczyna się błyskotliwa kariera Czarnego Brata.

„Był postrzegany – jak pisał Zbigniew Sudolski – jako chłopak niezwykle przystojny i urodziwy, o wyjątkowym zdrowiu, sile, zręczności i śmiałości, którego odwagę tępiono już w śledztwie. [...] Niezwykle gładki i urokliwy w sposobie bycia, szybko zjednał sobie przychylność miejscowej ludności. Cieszył się wielką sympatią zarówno wśród towarzyszy zesłania, jak i Rosjan, nawet carskich oficerów, którzy w raportach nie szczędzili mu komplementów. Ppłk Mikulin informował szefa tajnej carskiej policji hrabiego Aleksandra Benkendorfa, że młody Polak, bardzo zdolny, skromny, o przyjemnej powierzchowności, na wszystkich robi znakomite wrażenie, zwłaszcza fascynuje kobiety. Wrażliwy na cierpienia innych, hojnie wspomagał potrzebujących (nie tylko Polaków) pieniędzmi otrzymywanymi z domu. Pomagał zwłaszcza Kirgizom, którzy z czasem uznali go za swego i w dowód wielkiego szacunku nazywali Batyrem – to słowo w ich języku znaczyło tyle co rycerz, bohater, wspaniały jeździec stepowy".

W Orenburga, gdzie pracował jako tłumacz w Komisji Granicznej, zaprzyjaźnił się z Tomaszem Zanem – sławnym poetą, u którego zamieszkał. Obu zesłańców zbliżyły wspólne zainteresowania etnograficzne i badania terenowe, które „Batyr” prowadził przy okazji częstych wypraw zwiadowczych. Starszy stał się odtąd dla młodego mistrzem, powiernikiem i bratem.

czytaj też: Przykuty do taczki – katorżnicze losy Piotra Wysockiego

Kariera zesłańca


Witkiewicz zawdzięczał dalszą karierę nowemu wojennemu gubernatorowi orenburskiemu Wasilijowi Perowskiemu. Ten wszechstronnie wykształcony Rosjanin znalazł w młodym tłumaczu niezwykle przydatne narzędzie do realizowania ambitnych planów politycznych i gospodarczych. Uczynił ulubionego żołnierza adiutantem, a wkrótce (1834 rok) awansował na oficera, co otworzyło zesłańcowi wstęp na miejscowe salony. Dzięki wybitnym zaletom towarzyskim Witkiewicz rychło został niekwestionowanym faworytem orenburskiej socjety. Fascynowała go cywilizacja ludów azjatyckich, ale też nieodmiennie pociągało ryzyko. Penetrując z woli przełożonych obszary pogranicza, narażał się na niebezpieczeństwo, które groziło zarówno ze strony rozbójników, jak i surowej przyrody.

Przyszła wreszcie kolej na pierwszą wielką misję polityczną Batyra – podróż do chanatów Chiwy i Buchary, bogatych centrów handlowych Azji Środkowej, w których ścierały się wpływy brytyjskie i rosyjskie. Witkiewicz miał przekonać tamtejsze elity o korzyściach wynikających z utrzymywania pokojowych stosunków z Rosją, ponadto pogodzić zwaśnione chanaty, zapobiec grabieżom karawan kupieckich, zbadać nastroje różnych grup ludności i wykonać wiele innych zadań. „Batyr” wędrował po nieznanych Europejczykom krainach w stroju krajowca. Dzięki znajomości lokalnych języków łatwo zawierał znajomości, które potem potrafił zręcznie wykorzystać. Mimo to wyprawa była bardzo niebezpieczna. Młody Polak wszedł na grząski grunt rozgrywki między wielkimi mocarstwami. W czasie misji kilka razy ledwo uszedł z życiem: próbowano go skrycie otruć podczas obiadu, kiedy indziej zamordować po drodze, musiał uciekać, ukrywać się, brnąć wiele godzin przez ruchome piaski. Mimo to bardzo dobrze wywiązał się z zadań. Choć oficjalnie działał na rzecz Rosji, dużo przemawia za tym, że już wtedy dzięki bliskim osobistym kontaktom z władcami i wpływowymi wodzami urabiał grunt pod własne tajemnicze plany.

W Bucharze przypadkiem spotkał dwóch posłańców emira Kabulu Dost Mohammeda. Władca ów zjednoczył większość ziem afgańskich, lecz jego państwu stale zagrażało Imperium Brytyjskie. Prowincję Pendżab podbili wspierani przez Brytyjczyków Sikhowie. Z inspiracji Anglików powstało też marionetkowe księstwo w Kandaharze. Zdesperowany emir w liście do cara Rosji Mikołaja I prosił:

"Zwróć Cesarzu uwagę na obecne położenie państwa afgańskiego i podaruj mu pokój".

Dzięki Witkiewiczowi posłańcy bezpiecznie dotarli do Petersburga. Tam "Batyr" został przyjęty przez doradzającą carowi Komisję Azjatycką. Jej członkowie zgodzili się z argumentami Polaka, że opanowanie Afganistanu przez Anglików może oznaczać, iż ich imperium zdominuje całą Azję Środkową. Rosja nie miała technicznych środków, żeby przerzucić tam większy kontyngent wojsk.

czytaj dalej


Do Rosji powrócił jako bohater. Jego wyprawę wysoko ocenili nie tylko urzędnicy i wojskowi, ale także geografowie i podróżnicy, z Humboldtem na czele. Dla gubernatora Perowskiego stał się niezastąpiony, dla wszystkich w mieście – jak pisał Zan – kochany i potrzebny. Zyskał bardzo mocną pozycję w rosyjskiej polityce wobec Środkowego Wschodu.


Emir Kabulu Dost Muhammad Khan z synem - for wikimedia-commons domena publiczna

Ukoronowaniem jego możliwości miała się wkrótce okazać jeszcze trudniejsza misja do Afganistanu, kraju, który dla Rosji stanowił bramę do Indii. Do tego tajemniczego kraju wysłała Polaka Komisja Azjatycka Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Zadanie Witkiewicza polegało na umocnieniu pozycji politycznej i gospodarczej Rosji na rozległych obszarach perskich i afgańskich. Obowiązki agenta dyplomatycznego przekraczały możliwości nie tylko jednego, ale kilku bardzo zdolnych i odważnych ludzi. Do tego rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, nie mając rozeznania w tamtejszych stosunkach, nie mogło pomóc Witkiewiczowi, ale właśnie od niego żądało informacji.

 

Dzieło, którego dokonał Jan Witkiewicz w Azji Środkowej przez kilkanaście miesięcy 1837 i 1838 roku, przekroczyło najśmielsze wyobrażenia przełożonych. Polak, śledzony przez Brytyjczyków, działał bardzo skutecznie. Pokonał najlepszego brytyjskiego agenta Aleksandra Burnesa i w imieniu Rosji zawarł ważny traktat z Persją. Dotarł do Kandaharu, Kabulu, pod Herat. Godził ze sobą chanów kabulskiego i kandaharskiego. Przemierzył ich kraje wzdłuż i wszerz, sporządzając szczegółowe, niezwykle cenne dla Rosji raporty (z wyjątkiem jednego wszystkie zaginęły później w tajemniczych okolicznościach).

Upadek


Mimo spektakularnych rezultatów misji rząd rosyjski odwołał nagle Witkiewicza w grudniu 1838 roku i nakazał mu powrót do Petersburga. Powodem było to, że jego działalność – chociaż prowadzona w ramach instrukcji – wywołała poważny zatarg z Wielką Brytanią, grożący nawet wybuchem wojny, co mogło się okazać zgubne dla Rosji. Podobnie jak wielu Polaków Witkiewicz marzył o zniszczeniu potęgi caratu. Jednak w odróżnieniu od innych postanowił sam zrealizować swój zamiar. Odgadując jego plany, Maria Janion trafnie stwierdziła: „Ktoś, kto chciał klęski Rosji carskiej, życzył jej konfliktu z Anglią. Witkiewicz zatem, doprowadziwszy do zatargu angielsko-rosyjskiego, pragnąłby popchnąć Rosję do tego, czego nie chciała, obawiając się – i słusznie [...] – wielkiego dla siebie niebezpieczeństwa.”

czytaj też: Żywe eksponaty. Zapomniana historia „ludzkich zoo”

Witkiewicz dotarł do Petersburga 1 maja 1839 roku i zameldował się w Komisji Azjatyckiej Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Dyrektor Lew Sieniawin wyjaśnił mu powody odwołania i zmiany polityki rosyjskiej wobec Persji i Afganistanu. Oczekując na audiencję u kanclerza Nesselrodego (który celowo odkładał termin niewygodnej rozmowy), kilka dni spędził na wizytach towarzyskich i proszonych obiadach – bywał u ministrów i książąt. Znowu wszędzie był podziwianym bohaterem. Spotkał się też z Tomaszem Zanem, jak się okazało, po raz ostatni. Kilka dni później do Zana dotarła wstrząsająca wieść o nagłej i tajemniczej śmierci Witkiewicza - znaleziono go zastrzelonego we własnym mieszkaniu.
                   Artykuł pochodzi z książki „Sybiracy”, 
która ukazała się nakładem wydawnictwa „Biblioteka Wolności”.
Do nabycia m.in. w księgarni internetowej wydawnictwa

 

Do dziś nie udało się rozwiązać zagadki tej tragedii. Koła rosyjskie stworzyły i konsekwentnie upowszechniały wersję o samobójstwie. Jednak zbyt wiele argumentów przemawia za morderstwem. Według sporządzonego przez rosyjską policję raportu o samobójstwie miałaby świadczyć znaleziona przy zmarłym kartka, w której miał on wyjaśnić, iż „pozbawia się życia dobrowolnie, wszystkie dokumenty z ostatniej podróży spalił, a rzeczy osobiste oddaje służącemu Dymitrowi.” Tymczasem pistolet, który wyjęto z zaciśniętej dłoni denata, nie był rozładowany, kula tkwiła w lufie. Dokumenty rzeczywiście zniknęły, ale okno pokoju pozostało szeroko otwarte. W dodatku na podłodze znaleziono zwłoki owego Dymitra z rozpłataną czaszką. Zapewne był jedynym, jakże niewygodnym, świadkiem zbrodni.

czytaj dalej


Przedśmiertny list Witkiewicza, który przesłano rodzinie w Polsce, nie był pisany jego ręką! Zdumiewa ponadto, że w takim momencie autor ani razu nie wspomniał o swoich najbliższych i nie do nich adresował ostatnie słowa. Wreszcie falsyfikat demaskuje oświadczenie Marii Witkiewiczowej, że „stryj Jan nigdy do rodziny nie pisał po rosyjsku.” Potwierdziła to także druga bratanica Elwira Jaśminowa. Oryginału owej kartki Witkiewiczowie nie zobaczyli nigdy. I nigdy nie uwierzyli w samobójstwo. Zagadka śmierci „Batyra” do dziś pozostaje nie rozwiązana.

czytaj też: Czarna Afryka w roku 1926. Świat, którego już nie ma! [GALERIA]

Najchętniej czytane