TĘPY IDEOLOG CZY SZALONY NACJONALISTA? KIM NAPRAWDĘ BYŁ STEPAN BANDERA?

Dosłowne realizowanie tych nakazów dla Bandery oznaczało fizyczne likwidowanie polskich urzędników, polityków i tych Ukraińców, którzy nie chcieli współpracować z nacjonalistami.

Bandera stał się symbolem dla trzech narodów, symbolem pozytywnym i negatywnym jednocześnie. Rosjanie i Polacy uważają Stepana Banderę za zbrodniarza, faszystę, człowieka, który przyczynił się do zasiania ziarna destrukcyjnej ideologii w myśl której Polacy i Żydzi w straszliwy sposób zostali pozbawieni życia, majątku czy rodzinnych stron.
Ukraińcy w Banderze widzą bohatera i polityka, który ponad wszystko ukochał swój naród i walczył o ustanowienie niepodległej, samodzielnej Ukrainy. Kim tak naprawdę był Stephan Bandera? Czy w istocie przysłużył się narodowej sprawie, jak twierdzą sami Ukraińcy?

Korzenie ideologiczne Stephana Bandery


Narodowy bohater Ukrainy urodził się w galicyjskiej wsi Uhrynów 1 stycznia 1909 roku. Od początku swojego pobytu na świecie był chory. Lekarze zdiagnozowali u dziecka grekokatolickiego duchownego zapalenie stawów, reumatyzm i niewłaściwą pracę serca. W efekcie w pierwszych latach życia Stephan Bandera nie mógł chodzić, był przez to również wyśmiewany przez rówieśników. Możliwe, że właśnie dlatego, by niejako pokazać kolegom, że nie jest od nich gorszy zadusił małe kocięta.

Brutalność i siła miała pokazać, że mimo przeciwności stworzonych przez los i naturę czy Boga, młody Bandera potrafił wykazać się pewnymi cechami, które w realiach przysłowiowej galicyjskiej biedy mogły okazać się przydatne. Epizod ten zapewne wpłynął w jakimś stopniu na psychikę młodzieńca, który u szczytu swoich możliwości intelektualnych i politycznych, metody siłowe uważał za najlepszy środek do realizacji zakreślonych sobie celów.

Światopogląd Bandery ukształtowało nie tylko środowisko, ale także rodzina, zwłaszcza ojciec, który uważał się za ukraińskiego patriotę i nacjonalistę. Andriej Bandera – ojciec przyszłego bohatera narodowego naszych wschodnich sąsiadów był z wykształcenia duchownym. Zaznaczenie tego faktu jest ważne dla zrozumienia ukraińskiej historii, bo to właśnie duchowieństwo było uważane za inteligencję, która miała prawo do kształtowania narodowej świadomości współrodaków.

Stiepan Bendera w latach trzydziestych XX wieku. fot. wikimedia-commons

Aktywność polityczna ojca Stephana Bandery nie była więc niczym dziwnym, czego formalnym dowodem było wykonywanie czynności kapelana w Ukraińskiej Halickiej Armii, czy posłowanie ze Stanisławowa do Zgromadzenia Narodowego Zachodnio-Ukraińskiej Republiki Ludowej. W ocenie tego duchownego wrogiem Ukraińców byli zarówno Polacy jak i Rosjanie, a dopiero potem Żydzi. Z wszystkimi tymi nacjami, zdaniem seniora Bandery niepodległościowy ruch ukraiński powinien walczyć. Poglądy takie po ojcu przejął oczywiście Stephan, co zresztą szybko pokazał w praktyce, gdy zdecydował się rozpocząć edukację na studiach wyższych we Lwowie.

Dorastanie do rewolucyjnego czynu


Stephan Bandera tak jak większość jego kolegów zdecydował kształcić się na studiach wyższych we Lwowie, jednym z ważniejszych ośrodków akademickich II RP. W przeciwieństwie jednak do ojca nie wybrał kariery duchownego, ale chciał zostać leśnikiem. Bandera wybrał Politechnikę Lwowską jako miejsce, które miało go wykształcić i dać dokumenty uprawniające do wykonywania pracy w przyszłości. Zamiast zajmować się nauką, Bandera wolał czytać książki traktujące o powinnościach ukraińskiego nacjonalisty. Szczególnie ważną pozycją dla ludzi takich jak Stephan Bandera była publikacja opracowana przez Dymytoro Doncowa pt. „Nacjonalizm”.



W książce tej zawarto credo postawy świadomego działacza narodowego, który sprawie uzyskania niepodległości własnego państwa powinien poświęcić wszystko, nawet życie. Jednocześnie na drodze do realizacji tego zamiaru nie powinna stawać żadna przeszkoda.

Przemoc była więc uprawnionym narzędziem, które należało zastosować, jeśli zachodziła taka potrzeba.


Bandera, wskazówkę tę uznał za polityczny drogowskaz, którym należy się kierować w życiu politycznym, nie zastanawiając się nad niuansami i problemami, jakie zostały tam opisane. Najważniejszy był prosty jasny przekaz i właśnie to, Bandera miał zamiar wcielać w życie w sposób literalny.

Dosłowne realizowanie tych nakazów dla Bandery oznaczało fizyczne likwidowanie polskich urzędników, polityków i tych Ukraińców, którzy nie chcieli współpracować z nacjonalistami.


Realizacja takich wywrotowych planów oczywiście niesie za sobą pewne koszty, nie tylko należy uwzględnić straty własne, ale też należy oszacować ile dana akcja będzie kosztować. Pieniądze bowiem też były potrzebne chociażby do tego, by zakupić broń, wyszkolić ludzi i wysłać na miejsce zamachu. Środki na taką działalność można było pozyskać ze składek członkowskich, zaangażowania emigracji ukraińskiej, która mieszkała w bogatych państwach Ameryki Północnej, wsparcia wywiadowczego np. z Niemiec lub też napadów rabunkowych. Ukraińcy nacjonaliści korzystali z pieniężnego wsparcia swoich rodaków za oceanem, ale środki te nie były zbyt znaczące dlatego zdecydowano się na akcję o charakterze terrorystycznym.

Centrala Ukraińskich Nacjonalistów mieszcząca się w Berlinie, ustami pułkownika Jewhena Konowalca, zdecydowała o zorganizowaniu napadu rabunkowego na zasobną w pieniądze instytucję polskiego państwa w Galicji. Realizacją tego zadania mieli zająć się już miejscowi aktywiści. Obowiązkiem tych ludzi był wybór miejsca ataku, ludzi i czas kiedy ten skok na kasę miał się odbyć. Wybór padł na Gródek Jagielloński. W tej miejscowości znajdowała się poczta i urząd skarbowy, a więc i spore pieniądze.
Terroryści z Galicji szacowali, że uda się zdobyć kilka tysięcy złotych, co pozwoli na zasilenie kasy organizacji na wiele miesięcy. 28 listopada 1933 roku 12 ludzi pod kierownictwem Mykoły Lebieda odbyli ostatnią naradę przed napadem. Ustalono tam wtedy, że każdy z osobna dotrze od celu oddalonego od Lwowa o 33 km po to, by uniknąć ewentualnej wpadki i dekonspiracji. Ludzie którzy byli zaangażowani w napad posiadali przecież broń. Operacja ta jednak nie zakończyła się zgodnie z zakreślonymi wcześniej planami. Atakujący Ukraińcy zostali najpierw ostrzelani przez policjantów przebywających w budynku, a potem mimo ucieczki z niewielką sumą zrabowanych pieniędzy pochwycono ich i aresztowano.

Kompromitacja w Gródku


Co z tym wszystkim miał wspólnego Stephan Bandera? Napad na Gródek Jagielloński był dla OUN kompromitacją, ktoś musiał ponieść konsekwencję tej militarnej i wizerunkowej katastrofy. Kozłem ofiarnym okazał się być Bohdan Kordiuk, którego na stanowisku przewodniczącego krajowego kierownictwa OUN zastąpił Stepan Bandera, który pełnił do tej pory jedynie funkcję zastępcy Kordiuka w Galicji. W momencie nominacji Bandera miał zaledwie 24 lata, a pod swoimi rozkazami miał 4 tysiące ludzi. Nie była więc to organizacja wielka ze znaczącymi wpływami w Galicji Wschodniej. Kadrowa słabość i brak zaplecza intelektualnego, zmuszała OUN do szukania rozgłosu i poklasku przez realizowanie zamachów na przedstawicieli polskiej administracji na tym terenie. Bandera nie zmienił więc strategii i taktyki działania organizacji, której przewodził mimo klęski w Gródku Jagiellońskim. Zamachy pod przewodnictwem Bandery miały dopiero się zacząć.
Początki działalności tego polityka w Galicji Wschodniej były jednak znacznie mniej spektakularne. Od września 1933 roku prawie w każdej ukraińskiej szkole wyrzucano portrety polskich urzędników państwowych. Każdego ranka, gdy polscy nauczyciele zjawiali się na lekcjach, uczniowie witali ich krzykiem, żądając przy tym, aby jak najszybciej opuścili teren Ukrainy. Obstrukcja szkolna była działaniem niewystarczającym zdaniem Bandery, ponieważ nie odniosła należytych skutków.



Lepszym rozwiązaniem było zorganizowanie zamachu terrorystycznego na polskiego urzędnika szkolnego w Galicji. Czyn taki miał zastraszyć Polaków i zmobilizować Ukraińców do stawiania bardziej zorganizowanego oporu władzy. Bandera zdecydował się więc na zabicie kuratora ze Lwowa-Gadomskiego. Egzekutorem miał być student Julian Iwańczuk oraz Seweryn Mada - robotnik. Obaj byli wcześniej znani Banderze, bo pochodzi z jego rodzinnych stron. Plan zamachu obejmował zabicie Gadomskiego przy użyciu pistoletu, a gdyby to nie pomogło, miał w oznaczony cel rzucić granatem. Ukrainiec nie zrealizował swojego zadania, ponieważ policja ochraniająca kuratora postanowiła wylegitymować zamachowca, w wyniku czego wywiązała się strzelanina. Niedoszły zabójca uciekł z miejsca wypadku, ale został znaleziony przez policję bardzo szybko, bo w szoku po zamachu uciekł do swojego mieszkania. W wyniku procesu Ukrainiec został skazany na 15 lat pozbawienia wolności.

Zamach na konsula


Bandera, który całą akcję zaplanował uniknął procesu i kary. Nieudana operacja zamachu i tym razem nie zraziła tego polityka i aktywisty organizacji nacjonalistycznych do dalszego działania w tym kierunku. W tym samym roku na jesieni zdecydowano się na organizację kolejnego zamachu tyle, że nie na polskiego urzędnika, ale na radzieckiego konsula.

Formalnie decyzja o przeprowadzeniu akcji terrorystycznej we Lwowie zapadła w Berlinie przez polityczny mord chcieli zemścić się za politykę stosowaną przez bolszewików. W praktyce jednak wszystkim mieli zająć się nacjonaliści ukraińscy na miejscu. Zamachowcy chcieli zemścić się za miliony zagłodzonych na śmierć przez Stalina współrodaków, mieszkających na wschodniej Ukrainie. Wielki głód był zbrodnią, ale nie była to jedyna inspiracja, która popychała Banderę i jego współpracowników do kolejnego politycznego mordu.

W 1933 roku Adolf Hitler doszedł do władzy i to właśnie z nazistami nacjonaliści ukraińscy wiązali swoją przyszłość. Morderstwo bolszewika we Lwowie miało być dowodem na to, że taką perspektywę traktują serio. Drugim powodem była chęć zerwania współpracy z Sowietami, która istniała w latach 20-tych XX wieku.

Ukraińska Policja Pomocnicza - fot. Bundesarchiv  Bild 146-1902-161-01A /
CC-BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons

Komuniści wspierali finansowo nacjonalistów z Galicji, w tych samych celach co Niemcy, czyli powodowani interesem geopolitycznym. Dywersja polityczna w II RP była korzystnym zjawiskiem tak dla Berlina jak i Moskwy. W latach 30-tych sytuacja jednak na tyle się zmieniła, że takie powiązania należało zerwać, a jak już, decydować się na taki krok, to z przytupem. Scenariusz zamachu był podobny jak w poprzednich wypadkach. Rozkaz napłynął z Berlina a Bandera miał poszukać wykonawcę wyroku, sam jednocześnie postanowił zostać w cieniu. Mordercą tym razem został młody nieświadomy niczego 18 letni absolwent gimnazjum Mikoła Łemyk. Zamachowiec niewyszkolony w sztuce mordowania, znowu popełnił błąd i zamiast zabić konsula, pozbawił życia pracownika urzędu konsularnego we Lwowie. W przeciwieństwie do poprzednich akcji tego typu, napastnik miał pozostać na miejscu, oddać się w ręce policji i czekać na proces. Młody wiek miał go uchronić przed karą główną, co akurat było właściwym przypuszczeniem Bandery i jego wspólników. Ostatecznie Łemyk otrzymał wyrok dożywotniego pozbawienia wolności. Bandera uniknął tym razem kary po raz wtóry, ale policja i służby specjalne były już na tropie zamachowców i kwestią czasu było tylko to, kiedy główni prowodyrzy irredenty zostaną zatrzymani.


Bandera zyskuje rozgłos


W czerwcu 1934 roku w wyniku dochodzenia przeprowadzonego przez organy śledcze II RP w Krakowie aresztowano cztery osoby w tym Stephana Banderę. Śledczy nie wiedzieli wtedy z kim mają do czynienia, ale następnego dnia w Warszawie zabity został minister Bronisław Pieracki. Szybko okazało się, że aresztowani w Krakowie Ukraińcy są zamieszani w spisek na życie polskiego polityka. Powiązanie tych dwóch faktów nie stanowiło problemu dla śledczych, po tym jak Czechosłowacja przekazała archiwum OUN, w którym zawarte były informacje o strukturze organizacji, personalia, a także dane na temat powiązań nacjonalistów z wywiadami państw trzecich, w tym z niemieckim. W pierwszej fazie po zatrzymaniu Bandera zaprzeczał, że jest członkiem dywersyjnej grupy politycznej, działającej na terytorium Galicji Wschodniej. W czasie zaś procesu, który toczył się w Warszawie Bandera zdecydował się zabierać głos wyłącznie po ukraińsku.

W ówczesnej Polsce możliwość taką przewidywano tylko dla terenu Galicji, w pozostałych dzielnicach państwa, urzędowym językiem był polski. W związku z tym sąd uznał, że Bandera odmówił składania wyjaśniej i zdecydował o odczytaniu zeznań podsądnego z akt sprawy. Decyzja ta przyniosła Stephanowi rozgłos. Pisała o nim prasa polska, niemiecka a nawet radziecka. Mimo zastosowanej obstrukcji oskarżenie miało dobrze przygotowany materiał dowodowy, który został uwzględniony przez sąd. Bandera został skazany na karę śmierci, zmienioną potem w drodze amnestii na dożywocie. Nie był to jednak jedyny proces tego nacjonalisty ukraińskiego.

Drugi proces wytoczono mu we Lwowie. Rozprawa rozpoczęła się 25 maja 1935 roku. W przeciwieństwie do procesu warszawskiego przed galicyjskim sądem Bandera wypowiadał się bardzo chętnie. Odpowiadał na pytania oskarżyciela i wyjaśniał motywy swojego działania. Już w pierwszych słowach oświadczył, że jest w zasadzie obywatelem Ukrainy, a tylko tymczasowo posiada obywatelstwo II RP. Podobnie odniósł się do kwestii swojego stosunku do służby wojskowej. Bandera odpowiadając na pytanie stwierdził, że jest członkiem Ukraińskiej Organizacji Wojskowej. W ten sposób przez milczenie w Warszawie i przez głośne podkreślanie swojej narodowej tożsamości i wynikającej z tego powodu czynów, za które Bandera brał odpowiedzialność, narodziła się jego legenda.

Bandera stał się bojownikiem o sprawę narodową, o wolność dla współplemieńców i o własne państwo. Z zimną krwią opowiadał o kolejnych politycznych mordach, które planował i za które odpowiadał jako szef nacjonalistów ukraińskich w Galicji Wschodniej. Proces lwowski nie był jednak manifestacją siły intelektualnej Stephana Bandery. Nie było w tym zbyt wiele ideologii ani talentu oratorskiego, który mógłby przemienić przewód sądowy w trybunę polityczną. Bandera nie był i nie mógł się stać drugim Hitlerem, choć stał się ikoną ruchu, który bardzo często odwoływał się do ideałów stworzonych przez faszyzm. Bandera i jego ludzie mieli stać się ikonami tej ideologii na Ukrainie. Finałem procesu odbywającego się we Lwowie był wyrok skazujący na pozbawienie wolności do końca życia. Resztę swojego bytowania na ziemskim padole Bandera miał spędzić w ciężkim więzieniu w Świętym Krzyżu, znajdującym się w Górach Świętokrzyskich.

W więzieniu skazańcy z OUN wymieniali ze sobą opinie na temat działalności w konspiracji, popełnionych błędów, ale także przyszłości politycznej i osobistej. Spiskowcy planowali ucieczkę z miejsca odosobnienia w najszybszym możliwym terminie. Realizacja tych zamiarów okazała się jednak wcale nie łatwym przedsięwzięciem. Kierownictwo nie chciało brać udziału w organizacji ucieczki, gdyż obawiało się, że w trakcie opuszczania zakładu karnego skazańcy zostaną zlikwidowani przez strażników. Ostatecznie akcję odwołano, a Bandera wyszedł na wolność 13 września 1939 roku, czyli w momencie, gdy toczyła się wojna między Niemcami a Polską. Administracja więzienia otworzyła bramy zakładu karnego właśnie z powodu wybuchu konfliktu zbrojnego. Humanitarny gest Polaków został wykorzystany przez Banderę do odnowienia kontaktów z kierownictwem OUN i umocnieniem własnej pozycji wewnątrz organizacji.

Wojna i emigracja


Kampania wrześniowa zakończyła się dla Polski klęską, ale polskie niepowodzenie i rozbiór państwa dokonany przez Hitlera i Stalina, był równocześnie sukcesem Bandery i jego współpracowników. W nowej rzeczywistości politycznej, przyszły bohater narodowy Ukrainy miał związać się ponownie z Niemcami, by ziścić plan budowy niepodległego państwa dla współrodaków. Nadzieje Bandery szybko zweryfikowała trudna wojenna rzeczywistość. Niemcy bowiem nie mieli zamiaru budować na terenie Ukrainy państwa.



Teren ten miał stać się zapleczem żywnościowym dla wielkiej Rzeszy niemieckiej. W tym scenariuszu miejsca dla Bandery i jego współpracowników, którzy chcieli stworzyć rząd nie było. Przeciwności te, a może i naiwność polityczna nie przeszkodziły Banderze w podjęciu próby powołania takiej pseudo-formy rządu, która nie mogła być uznana za żadne poważne państwo na świecie. W dniu 30 czerwca 1941 roku w pomieszczeniach Towarzystwa Oświatowego Proświta we Lwowie powołano do życia rząd Ukrainy. Bandery w czasie tej podniosłej chwili we wspomnianym lokalu nie było! Podobnie jak w poprzednich przypadkach wolał się posłużyć osobami trzecimi, niż sam wziąć odpowiedzialność za tworzone instytucje o charakterze centralnym. Premierem rządu został Jarosław Stećko, którego wraz z innymi członkami gabinetu Niemcy szybko aresztowali.

Bandera zaś trafił do aresztu domowego. Sprawa stała się na tyle głośna, że głos zabrał sam Adolf Hitler nakazując Himlerowi by zrobił z tą bandą porządek, czyli z ukraińskimi nacjonalistami aspirującymi do budowania własnych władz. Bandera po wywołaniu całej awantury trafił do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen, gdzie był zresztą bardzo dobrze traktowany. Zezwolono mu na przebywanie w osobnej celi, przyznano prawo do odwiedzin, korespondencji, a także dodatkowych racji żywności. Postępowanie takie wynikało zapewne z tego, że uważano, że warto zostawić sobie w obwodzie kartę ukraińską na przyszłość, gdyby wojna nie miała zakończyć się dla Niemiec pomyślnie. Likwidacje rządu powołanego do życia we Lwowie przez hitlerowców i odsiadka w obozie koncentracyjnym można uznać za polityczną klęskę Bandery.

Ukraiński nacjonalizm okazał się w oczach samych Niemców tylko narzędziem i to raczej odstawionym na boczny tor, niż partnerem, z którym warto układać się co do przyszłości ważnego w planach wodza III Rzeszy regionu Europy.

Instrumentalne traktowanie Bandery przez Niemców wynikało też z innego powodu. Powodem słabości całego nacjonalistycznego ruchu ukraińskiego było to, że nie stanowił on politycznej jedności. Bandera po śmierci płk. Konowalca, uważał siebie za człowieka, który powinien kierować całym środowiskiem nacjonalistów ukraińskich. Ambicje polityczne tego typu wprost pchały go do konfliktu personalnego z jego następcą również wojskowym Andrijem Melnykiem.

W efekcie zamiast jedności organizacyjnej OUN uległa podziałowi, który nie był wcale ostatnim rozłamem w historii organizacji. Bandera zapoczątkował tylko proces, który po wojnie przybrał jedynie na sile. Wojna skończyła się klęską dla Niemiec, a dla Bandery koniecznością zmiany nazwiska i wyborem losu emigranta, bo wolna Ukraina oczywiście nie powstała. Polityczna biografia Stephana Bandery była oczywiście znana zachodnim organizacjom wywiadowczym. Wiadomo, że polityk ten współpracował z CIA, BND, czyli wywiadem zachodnioniemieckim, a także służbami takimi jak MI-6, czy wywiad włoski. Co mogły oczekiwać po Stefanie Popielu wszystkie te wyżej wymienione tajne służby państw kapitalistycznych? Liczono zapewne, że Bandera posiadając pod swoją komendą ludzi gotowych do powrotu na Ukrainę opanowaną przez Sowietów, mógł być użyteczny jako narzędzie do pozyskiwania informacji i dywersji ideologicznej w jednej z ważniejszych prowincji imperium zarządzanego przez komunistów. Problem polegał jednak na tym, że wywiad radziecki, również nie zasypywał przysłowiowych gruszek w popiele i posiadał wtyczki w ramach organizacji emigracyjnych, także ukraińskich działających na zachodzie. W ten sposób kolejne zrzuty spadochronowe finansowane przez CIA nad Ukrainą okazały się totalnym fiaskiem.

Dezinformacja stosowana przez Sowietów i systematyczne rozbijanie siatek ukraińskich jakie miały powstać na terenie Ukraińskiej SRR sprawiły, że notowania Bandery u zachodnich promotorów zaczęły spadać. W końcu niektóre wywiady zaprzestały z nim współpracy. Bandera zaś opuszczony i coraz bardziej skonfliktowany z nacjonalistycznym otoczeniem, stawał się z roku na rok coraz mniej znaczącą postacią na emigracji w Niemczech. Przez kilka lat prowadził pismo polityczne pt. „Szlak Zwycięstwa”, gdzie występował pod wspomnianym wyżej przybranym nazwiskiem Stefana Popiela, ale nie zyskał w ten sposób szczególnego rozgłosu, czy popularności.

Zimnowojenna rzeczywistość wymagała już zupełnie innych metod, o wiele bardziej intelektualnie wyrafinowanych niż te, które przez całe dotychczasowe życie były kartą atutową wykorzystywaną przez Banderę. Terror w warunkach emigracyjnych na niewiele się zdawał, a nauczyć się i dostosować do nowej rzeczywistości Stefan Bandera vel Stefan Popiel nie umiał i nie chciał. Zapewne ta równia pochyła na jakiej znalazł się ten polityk skończyłaby się tym, że postać Bandery zostałaby zapomniana przez historię, gdyby nie to, że Chruszczow wobec ukraińskiego polityka miał trochę inne plany.



Radziecki wywiad nie miał zamiaru pozwolić Banderze spokojnie doczekać ostatnich chwil życia w spokoju. Postanowiono, że musi zostać zlikwidowany. Wyrok został wykonany przez zawodowego mordercę 15 października 1959 roku w Monachium. Początkowo policja kryminalna, która wszczęła w tej sprawie śledztwo rozważała nawet wersję śmierci samobójczej, ale w istocie prawda po latach okazała się całkiem inna.

Morderca sam przyznał się do odebrania życia Stefanowi Banderze, a był nim Stefan Staszyński, który odebrał życie także innym działaczom ukraińskim. Świat dowiedział się o tych wydarzeniach tylko dlatego, że ów człowiek sam zgłosił się na posterunek niemieckiej policji i przyznał się do wszystkich zbrodni jakie wykonał na zlecenie KGB. Morderstwo na nowo przywróciło Banderę do politycznego życia i politycznej pamięci narodowców, którzy stworzyli z tego prostego w gruncie rzeczy dość prymitywnego człowieka i mordercę, mit bojownika o sprawę narodową. Dziś ten właśnie mit stał się kamieniem węgielnym, który tworzy ukraińską tożsamość narodową.

Literatura:
W. Romanowski, Bandera Ikona Putina
W. Poiszczuk. Gorzka Prawda. Zbrodnicza działalność OUN- UPA

Najchętniej czytane