Oni wiedzieli jak się zabawić w PRL! Ranking największych lovelasów!

Ciężko pracowali na swoją reputację. Ale się opłacało. Opinia uroczych łobuzów i podrywaczy przyciągała do nich tabuny kobiet. Mimo tego, że traktowali je wyłącznie instrumentalnie.

W erze jedynego słusznego ustroju życie erotyczne kwitło, a ówcześni playboye do dziś wspominają bezpruderyjne dziewczyny, które łapały się na lep władzy i sławy. Bo akurat te dwa czynniki sprawiały, że kilku mężczyzn do dziś chwali się ustaloną wtedy reputacją.

5.Andrzej Jaroszewicz – Czerwony Książę



Niezobowiązujące związki były też domeną Andrzeja Jaroszewicza, zwanego Czerwonym Księciem. W PRL-u syna premiera stać było na uczestniczenie w rajdach samochodowych, na które jeździł po całym świecie, na gry hazardowe w kasynach i na najpiękniejsze kobiety. Miał ich sporo, ale najwięcej mówiło się o jego romansie z Marylą Rodowicz, za którą pędził z ogromną prędkością po całym kraju, tam gdzie właśnie koncertowała. W latach 70. w Polskę poszła wieść, że młody Jaroszewicz i Władysław Komar byli wmieszani w morderstwo młodej dziewczyny. Rzeczywiście byli w jej mieszkaniu - tyle tylko, że po ich wyjściu kobieta zaczadziła się od stojącego w pomieszczeniu pieca.



4.Józef Cyrankiewicz – lubił młode dziewczyny



Aktorki robiły też wrażenie na Józefie Cyrankiewiczu. Nawet ożenił się z największą damą polskiej sceny, czyli Niną Andrycz. Ale gwiazda była tylko jedną z trzech żon playboya, którego urokowi i niewątpliwej inteligencji uległo wiele kobiet. Jak pisze w swojej książce "Słodkie życie" Ewa Maria Morelle, uczestniczka życia ówczesnej warszawki, Cyrankiewicz lubił przede wszystkim młode dziewczyny.

A te wiedziały, że wiele mogą z nim załatwić. - Sprawy, o które zabiegały, załatwiał od ręki u siebie w gabinecie. A właściwie nie "od ręki". Podobno odbywało się to na twardym biurku - pisze Morelle.

 



3. Jan Nowicki – zawsze grał w otwarte karty



Namowom kobiet, które chciały zaciągnąć go do ołtarza, nie ulegał przez 60 lat Jan Nowicki. Nie poślubił ani matki swego syna Łukasza, Barbary Sobotty, kobiety niezwykłej urody, która była mistrzynią olimpijską w sprincie, ani Márty Mészáros, reżyserki węgierskiej, z którą żył prawie 30 lat.

Przez ten cały czas nie tylko w Krakowie ciągnęła się za nim opinia niepoprawnego kobieciarza, której aktor w żaden sposób nie dementował.

- Miałem przyzwoite warunki zewnętrzne, nie byłem szpetny, co na początek jest niezłe, chociaż nie najważniejsze - podkreślał. - Grałem z kobietami w otwarte karty: jesteśmy z sobą tak długo, jak długo wytrzymamy. Z nikim nie umawiałem się na bliskość. Były zdziwione, że odchodzę. Czasami same odchodziły. Zawsze im wszystko zostawiałem. Nie interesowały mnie garnki, telewizory, samochody. Urządzałem następne życie.

Ale to wszystko całkiem niedawno się skończyło. Ku zaskoczeniu wielu Jan Nowicki po raz pierwszy stanął na ślubnym kobiercu. Kobietą, której udało się go usidlić, jest tancerka Małgorzata Potocka.

 



2. Tadeusz Pluciński – idzie łeb w łeb z Iglesiasem



Podobnych zasad trzyma się do dzisiaj aktor Tadeusz Pluciński. Zapytany kiedyś, ile miał kochanek, stwierdził, że idzie łeb w łeb z Julio Iglesiasem i podał liczbę... około trzech tysięcy. Później jednak się wycofał, stwierdzając, że można podzielić to przez 10.

Ale nawet taki rachunek świadczy o wyjątkowym chwalipięctwie. Prawdą jest, że na opinię playboya Pluciński sobie zapracował. Ostatnia z jego czterech żon Jolanta Wołłejko żartowała, że kiedy przyjdzie na jego grób, to prawdopodobnie zastanie na nim kartkę:

"Jestem u Zosi w kwaterze 6, zaraz wracam".

Zresztą aktor był zawsze mistrzem w komplikowaniu sobie życia. Ożenił się z Jolą, podczas gdy jego poprzednia żona Ilona wyszła za mąż za ojca Joli. Kiedy urodzili się jego synowie, jego była żona okazała się nie tylko jego teściową, ale też babcią jego dzieci.

- Myślę, że te panie nie powinny mieć do mnie pretensji, bo wedle ludowego przysłowia: "Widziały gały, co brały". Proponować mi ślub, z moją reputacją?! Trzeba było mieć odwagę - śmiał się w jednym z wywiadów.

 



1. Włodzimierz Sokorski – wymieniał zawsze na nowszy model



Był w PRL-u prominentnym politykiem, nigdy nie krył się ze swoją słabością do młodych kobiet. Kolejne żony, z którymi stawał na ślubnym kobiercu, raczej nie przekraczały magicznej osiemnastki. Jak pochwalił się kiedyś, jedna z żon nawet urosła w jego łóżku o dwa centymetry. Kiedy przedstawił swojemu szefowi Władysławowi Gomułce nową, ledwo co pełnoletnią małżonkę, ten dostał szału i zrobił mu karczemną awanturę.

Sokorski wytłumaczył mu jednak, że jest człowiekiem z zasadami i przeważnie żeni się z kobietami, z którymi sypia. Dodał, że z reguły są to mądre kobiety, bo głupich ciężko byłoby mu się pozbyć. Gdy jednak w wieku lat 60 znowu ożenił się z małolatą, ktoś z jego otoczenia nie wytrzymał i zapytał:

Co będzie za 20 lat? - A co ma być? Rozwiodę się i wezmę młodszą

- odpowiedział polityk.

Natomiast w jednym z ostatnich wywiadów dodał

- Miałem absolutne szczęście do kobiet! Nie zdarzyło się, by kobieta mi odmówiła, a także - odmówiła odejść ode mnie, jeżeli ja ją o to prosiłem. Muszę się pochwalić, że wszystkie byłe żony i kochanki dobrze wydałem za mąż. A one miło mnie wspominają, wzajemnie się lubią, a nawet przyjaźnią. Pozostaję z nimi w wielkiej komitywie.

 

fot: wikimedia-commons domena publiczna

Bibliografia:

T. Mołdawa, Ludzie władzy 1944–1991, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1991

Między niebem a ziemią. Gdańsk: Wydawnictwo Tower Press, 2000

www.newsweek.pl/polska/andrzej-jaroszewicz-czerwony-ksiaze-wjezdza-na-ksiazeca-newsweek-pl,artykuly,274796,1.html

 

 

Najchętniej czytane