Wielka ucieczka z Sybiru. Niezwykłe życie Wincentego Migurskiego

381

Czy władze rosyjskie rzeczywiście dały się oszukać. Trudno powiedzieć. Wydaje się, że urzędnicy specjalnie wypuścili Migurskiego z żoną, by po schwytaniu skazać go na cięższy wyrok. Świadczą o tym zarządzenia poszukiwania Wincentego na terenie całego kraju. Sprawę osobiście nadzorował sam Minister Spraw Wewnętrznych hr. Strogonow. Kazał on rozesłać za nim – oficjalnie przecież uznanym za zmarłego – nawet listy gończe. Oto ustęp z rysopisu poszukiwanego:

Rysopis szeregowca 1 batalionu liniowego orenburskiego Wincentego Migurskiego. Lat 33. Wysok. 2 arsz. 6 werszków, cery białej, włosów ciemnych, oczu niebieskich, nosa średniego. Oprócz języka rosyjskiego , zna języki: francuzki i polski. Wyznania rzymsko katolickiego.

Może zadziwiać, że sam minister potężnego imperium tak wiele uwagi poświęcał sprawie jednego dezertera. Posuwał się tak daleko, że w osobistych depeszach do gubernatorów wskazywał na fizyczne niedoskonałości Polaka. Wróćmy jednak do dalszych kolei losu naszego uciekiniera.

W drogę, do Polski!

Początkowo wszystko szło według planu. Pozornie nie wzbudzając podejrzeń konwojenta-koazka udało się przejechać kilkaset kilometrów w kierunku na północny-zachód. Czwartego dnia podróży doszło jednak do tragedii.

„na czwarty dzień podróży, o pięć wiorst od miasta Piotrowska, w gubernii Saratowskiej, mocne uderzenie koła o kamień na drodze będący, sprawiło, że deska na koźle zapadła i przygniótłszy mię całym ciężarem dwóch ludzi, krzyk z moich piersi dobyła i mnie odkryła“.

Czy tak było rzeczywiście? – pewnie nie dowiemy się nigdy. Tołstoj w Sym opowiadaniu „Za co?” przedstawia to nieco inaczej. Polskiego uciekiniera zdradzić miał domowy piesek Azorek, który stale obwąchiwał skrzynie pod kozłem powozu merdając przy tym ogonem. To miało wzbudzić podejrzenia Kozaka – dozorującego transport.

„…Ma się rozumieć, konie natychmiast zatrzymano , ja, schwyciwszy się obiema rękom a za skaleczoną głowę, z żalem i ściśnionem sercem spojrzałem na Albinę. Ona z zamkniętemi oczyma, z pochyloną na piersi głową, blada jak trup, na swojem miejscu siedziała. Nie wiedziałem co począć. Kozak krzyczy dzikim, przeraźliwym jak opętany głosem , ja skaleczony i cały we krwi… Albina nieruchoma, Magdusia, bijąc się w piersi, włosy targa, i wyrzekając, ręce łamie! Furman, niczem nie wiedzący, wytrzeszcza oczy. Kilku furmanów, z towarami jadących, gapiąc się okrąża nas dokoła! Słowem, sąd ostateczny, choć go sobie okropnym wyobrażamy, nie może iść w porównanie z tą chwilą, w jakiej my byliśmy. Tam przynajmniej porządku i kolei oczekiwać należy, tu zaś krzyk, nieład, słowem, prawdziwy chaos panowały.

„ W parę minut nareszcie od kryła oczy Albina i nie wyrzekłszy ani jednego słowa i nie uroniwszy ani łzy jednej, konwulsyjnie tylko za ręką mię ścisnęła i, posadziwszy obok siebie zażądała imbryka z wodą i ranę moją przemywać poczęła. Wkrótce wszystko wreszcie wróciło do spokojności. Uriadnik tylko, że nieszczęśliwy i zgubiony, wyrzekać i krzyczeć nie przestawał i kiedy krzyki nie ustawały, ja zniecierpliwiony, pokazawszy mu miasto na wzgórzu, krzyknąłem: — Wieź m nie tam i nie wrzeszcz, albowiem ty nie tylko za to odpowiadać nie będziesz, ale cię jeszcze nagrodzą! _ „Na wspomnienie nagrody, oczy się kozakowi rozjaśniły, uspokoił się i zamilkł. „Przewieziono nas do Pokrowska i konie przed mieszkaniem burmistrza zatrzymano. Przez te pięć wiorst, któreśmy do miasta dojeż­dżali, ja z Albiną nie przemówiliśmy do siebie ani jednego słowa, ona tylko z troskliwością głowę moją macała i obmywała, ja zaś, z trudną do opisania boleścią na nią patrzałem.

Znowu katorga

Migurski wraz z żoną i służącą zostali odwiezieni do Pokrowska, a stamtąd do Saratowa. Tam w kościele odbyła się msza żałobna za dusze zmarłych dziewczynek. Widok był wstrząsający. Katafalk z jedną trumienką, a przed nią klęczący rodzice. Ona cała w żałobnej czerni, on w kajdanach. Olbrzymi tłum zebrał się, by wziąć udział w pogrzebie.



          Obraz Jacka Malczewskiego pt. "Sybiracy". Fot. wikipedia.org

Choć na początku byli polskiej rodzinie nieprzychylni, teraz nastroje pod wpływem nieszczęścia rodziny zmieniły się. Groźny tłum o mało nie ukamienował uriadnika, który próbował rozpędzić gromadzących się ludzi. Podobno sytuacja ta zaszokowała nawet samego cesarza Mikołaja, który nie przypuszczał, że miejscowa ludność wystąpi w obronie „buntowników”. Rosjanie współczuli uciekinierom. Odwiedzali ich w ich na kwaterze, obdarowywali żywnością i owocami. Niektórzy namawiali do ucieczki, inni padając na kolana przed Albiną, prosili o błogosławieństwo.

„Kto wie – mawiano – może potomność oceniając tyle cierpień, przez słabą kobietę przeniesionych, uzna cię kiedyś za świętą”.

Car jednak nie miał litości dla uciekinierów. Żądał kary dla człowieka, dla którego ziemia rosyjska nie była zbyt dobra, by pochować w niej swoje dzieci. Kolejne lata to niemal niekończące się pasmo udręki. Kolejne wyroki. W końcu śmierć żony w odległym Nerczyńsku, a po niej synka – Konrada. Po śmierci bliskich Migurski ułożył sobie jakoś życie. Stołował się w Domu Polskim, pośredniczył w korespondencji Polaków zesłańców z krajem, którym odebrano to prawo. Starał się o uwolnienie z zesłania, ale zamiast tego w 1857 roku awansowano go na podoficera. Wreszcie, wskutek starań siostry Rafaliny, Wincenty otrzymał zgodę na powrót do kraju. Do Warszawy przybył w 1859 roku. Następnie przeniósł się do Lublina, a później do Wilna. Zmarł 9 sierpnia 1862 roku i został pochowany na cmentarzu Na Rossie. Dziś jego losy są zapomniane, a szkoda, bo jego życie było pięknym przykładem polskiej postawy patriotycznej.

czytaj też: Kto tak naprawdę zbudował Amerykę?

1
2
3
4
PODZIEL SIĘ