„WIELKI SMRÓD”. Jak Londyn niemal udusił się od przerażających wyziewów!

To działo się latem 1858 roku. Przez dwa miesiące mieszkańcy angielskiej stolicy niemal umierali od SMRODU, który wydobywał się z TAMIZY…

W latach 1800-1850 liczba mieszkańców tej brytyjskie metropolii wzrosła niemal dziesięciokrotnie. Londyńczycy wówczas kompletnie nie przejmowali się higienicznymi zaleceniami – których zresztą wcale nie było – i swoich ścieków pozbywali się w najprostszy sposób. Wyrzucali je do rzeki! To wszystko w pewnym momencie doprowadziło do potwornej katastrofy ekologicznej i sprawiło, że mieszkańcy Londynu omal nie udusili się od smrodu.

WIELKI SMRÓD to było coś co zapamiętano na długie pokolenia. Już w 1855 roku amerykański naukowiec Michael Faraday po wizycie w Londynie pisał przerażony w swoich wspomnieniach.

„Woda w Tamizie przybrała kolor jasno brunatny. Nie można dosłownie podejść do rzeki. Stojąc na moście trzeba zakrywać usta i nos szalikiem”


 

Za drogo dla biedaka


W dawnym Londynie mieszkańcy pobierali wodę z licznych na terenie miasta płytkich studni, z Tamizy oraz z naturalnych źródeł. Wodę ze źródła Tyburn dostarczano przez ołowianą rurę do zbiornika w Cheapside, skąd czerpali ją następnie mieszkańcy. Władze miasta wyznaczały specjalnych nadzorców zbiorników, którzy pobierali opłaty za wodę od szynkarzy, piwowarów itp.

Mieszkańcy wierzyli, że smród niesie śmierć - fot. wikimedia-commons

Do wielu prywatnych domów wodę dostarczali nosiwodzi, zrzeszeni od 1496 r. w cechu Braterstwo Nosiwodów imienia św. Krzysztofa.
Ścieki usuwano do Tamizy oraz do szamb i kloak. Wraz z dynamicznym rozwojem miasta liczba szamb systematycznie rosła. W połowie XIX wieku było już ich ponad 200 tysięcy. Opróżnienie szamba kosztowało 1 szylinga, co dla większości mieszkańców było sumą zbyt wygórowaną. Przeciętni Londyńczycy starali się więc jak najwięcej oszczędzać na usuwaniu nieczystości z szamb, a w najbiedniejszych dzielnicach sytuacja sanitarna była coraz bardziej tragiczna.

czytaj dalej


Londyńczycy byli przyzwyczajeni do niezbyt przyjemnego zapachu ich miasta, ale wszystko ma swoje granice. Latem 1858 roku, które okazało się nadzwyczaj gorące, fetor w mieście stał się nie do wytrzymania.

Angielskie gazety szybko okrzyknęły sytuację „Wielkim Smrodem”:

Ktoś kto choć raz trafi do Londynu i wciągnie jego powietrze, nie zapomni nigdy tego uczucia.


Mieszkańcy wierzyli, że przeklęte wyziewy są nie tylko nie przyjemne, ale nawet trujące dla nich. W latach 1830-58 przez miasto i okolice przetoczyły się trzy fale epidemii cholery, które zbiły tysiące Londyńczyków. Wierzono więc, że smród może powodować tę straszliwą chorobę.

Karykatura z brytyjskiej prasy: "Faraday daje wizytówkę dla Father Thames"
fot. wikimedia-commons domena publiczna

Powszechnie zaczęto się domagać, by „coś z tym zrobić”. Tamiza cuchnęła jak dół kloaczny. Posłowie do Izby Gmin skarżyli się, że w takich warunkach nie są w stanie obradować. Próbowano radzić sobie z fetorem, mocząc zasłony okienne w różnych substancjach, np. w roztworze chlorku wapnia, ale niewiele to dawało. Władze miasta przyznały, że opanował je Wielki Smród, i postanowiły zasięgnąć rad naukowców, co z tym zrobić. Zwróciły się m.in. do inżyniera Josepha Bazalgette'a.

Podatek ściekowy


Jedną z przyczyn nieszczęścia- jak się okazało - było rozpowszechnienie się.. toalet ze spłuczkami. Zastąpiły one wcześniej używane wielkie kotły, do których załatwiano potrzeby. Toalety spowodowały ogromny wzrost zużycia wody, a to doprowadziło do przeciążenia szamb. W całym centrum miasta nieczystości zaczęły wylewać się z szamb, a sytuację pogorszyło dodatkowo zwiększenie się wolumenu ścieków z coraz liczniejszych w mieście fabryk, rzeźni i warsztatów.
"Father Themes" znowu jest sobą! - "Punch magazine" via wikimedia-commons

Władze były więc tym bardziej skłonne nie skąpić pieniędzy na walkę z fetorem. W 1859 r. zaakceptowano przedstawiony przez inż. Bazalgette’a bardzo kosztowny plan szybkiego wyposażenia Londynu w nowoczesną kanalizację. Izba Gmin uchwaliła nałożenie specjalnego podatku, który nazwano „ściekowym”.

czytaj dalej


Zasadniczą część planu zrealizowano w ciągu sześciu następnych lat, likwidując szamba i budując szeroko rozgałęziony system podziemnych kanałów. Zaprojektowano go w taki sposób, by ścieki skierować do ujścia Tamizy, daleko od głównego skupiska ludności brytyjskiej stolicy. Sześć tzw. kanałów przechwytujących, które odprowadzały nieczystości do rzeki, miało w sumie 160 km. długości. Skierowano do nich ścieki z mierzącej 720 kilometrów sieci kanałów głównych. Do nich z kolei spływały nieczystości z małych kanałów lokalnych o łącznej długości 21 tysięcy km. Do budowy kanałów zużyto 318 milionów cegieł i 670 tys. metrów sześciennych betonu. Wykopano 2.7 miliona metrów sześciennych ziemi.
Wielki Smród już więcej Londynu nie nawiedził…

Bibliografia:
http://www.riverthames.co.uk/cms/shared/display.php?path=3274#stink
http://www.crossness.org.uk/history/londons-sanitation/the-great-stink.html

Najchętniej czytane