ZATAJONE KATASTROFY PRL. UPADEK BOMBOWCA W 1952 ROKU!

To był gorący czerwcowy poranek. Na poznańskiej dzielnicy Rataje przechodnie spieszyli się jak zwykle do pracy lub do szkół. Na skrzyżowaniu ulic Droga Dębińska, Królowej Jadwigi (wtedy Marchlewskiego) oraz Garbary trwały prace budowlane Robotnicy kładli tory pod nową linię tramwajową.

Nagle powietrze przeszył straszliwy gwizd i za chwilę okolicę wypełnił straszliwy huk. Całą okolicę wypełnił unoszący się kurz. Kiedy w końcu opadł przechodniom ukazał się przerażający widok. Na środku ulicy leżał rozbity… wojskowy samolot. Na ulicy leżały ciała zabitych pilotów i robotników drogowych. Powietrze wypełniały jęki rannych…

Katastrofa wojskowego bombowca!


Jak się okazało, na poznańską dzielnicę Rataje, spadł bombowiec typu Pe-2FT, który należał do 21 Pułku Lotnictwa Zwiadowczego stacjonującego na lotnisku na poznańskim lotnisku wojskowym - Ławicy.

Jakby tego było mało, po upadku samolotu eksplodowało paliwo, a pożar zagroził okolicznym domom.

Komunistyczne władze wszelkie informacje o katastrofie utajniły. Ścisłą tajemnicą była nawet liczba ofiar. Prawdopodobnie zginęło w niej trzech członków załogi i sześcioro cywilów - przechodniów i robotników pracujących w miejscu upadku samolotu.
Podobnie jak w innych przypadkach, dokładne przyczyny nigdy nie zostały oficjalnie podane. Mówiono też, że rodziny ofiar, rannych i świadkowie byli zastraszani. Nie wolno im było opowiadać o katastrofie…

Kuriozalna komisja


Zwykle dokładne wyjaśnienie przyczyny wypadku lotniczego zajmuje przynajmniej kilka miesięcy. Tymczasem w tym wypadku badanie okoliczności rozbicia się bombowca nad Poznaniem zajęło zaledwie… trzy dni. Komisja Dowództwa Wojsk Lotniczych (DWL) powołana do wyjaśnienia katastrofy zakończyła działalność już... 13 czerwca 1952 roku.




Miejsce katastrofu natychmiast zabezpieczyło wojsko - fot. wikimedia-commons

komisja działała pod przewodnictwem ówczesnego szefa DWL, generała Iwana Turkiela. Ten były sowiecki dowódca kierował polskim lotnictwem w latach 1950-1956. Oczywiście był Rosjaninem, chociaż podobno polskiego pochodzenia. Jednak nie umiał powiedzieć po polsku składnie ani jednego zdania. Wśród pięciu członków komisji był tylko jeden Polak (najniższy rangą). Oczywiście w tej sytuacji nasuwa się pytanie, czy taki skład zespołu mógł zagwarantować obiektywne wyjaśnienie, jaki był stan techniczny samolotu pochodzącego z "darów" od Związku Radzieckiego?

Winny pilot?


Komisja stwierdziła wprawdzie, ze jeden z silników samolotu przestał w pewnym momencie proawidłowo działać, ale i tak całą wine za spowodowanie tragedii zwalono na pilota -  chorążego Zdzisława Larę.

Lotnik miał zawinić jakoby "panicznym nastrojem" i nieprawidłowym podejściem do awaryjnego lądowania.

O tym, że działano pośpiesznie i kierowano się względami politycznymi świadczy fakt, że nie badano, kiedy podczas lotu doszło do awarii i jaki był stan drugiego silnika. Czy działał do końca, czy także odmówił posłuszeństwa (naoczni świadkowie tragedii mówią, że Pe-2 przed upadkiem leciał bezgłośnie, z wyłączonymi silnikami).

Fragmenty rozbitego bombowca - fot. wikimedia-commons domena publiczna

Takie wyjaśnienie było bardzo wygodne dla władz. Pilot zginął na miejscu kata strofy i oczywiście nie mógł już wyjawić prawdy.

Lotnicy mieli świadomość fatalnego stanu pochodzących z czasów wojny samolotów. Potwierdzają to dokumenty:

"Dało się zauważyć przygnębienie strzelców-radiotelegrafistów w związku z katastrofą, lecz stan ten uległ radykalnej zmianie w wyniku przeprowadzonych rozmów przez aparat partyjno-polityczny"

- napisał w meldunku do przełożonych szef 21. PLZ, Rosjanin mjr Dubowoj, którego ukarano za katastrofę... naganą za brak właściwego nadzoru…

Sprawozdanie pokazuje, że obawiano się ujawnienia przyczyn katastrofy.



"Miejsce zostało natychmiast zabezpieczone przez wystawienie posterunków. Tego samego dnia zostały zebrane wszystkie części samolotu. Z powodu tego, że wypadek miał miejsce w mieście, nabrał rozgłosu w Poznaniu. Rozmowy na ten temat można było słyszeć wszędzie. Następnego dnia, gdy zostały zdjęte posterunki na miejsce przychodziło bardzo dużo ludzi. Wśród ludności cywilnej nie dało się jednak słyszeć wypowiedzi określających przyczynę wypadku" - czytamy w relacji oficera politycznego.

Okoliczności katastrofy utrzymywano w tajemnicy aż do 2007 roku. Dopiero wtedy otworzono archiwa wojskowe i część zatajanych faktów w końcu ujrzała światło dzienne…

Bibliografia:

Krzysztof M. Kaźmierczak: Tajne spec. znaczenia. Poznań: Zysk i S-ka, 2009.

Przemysław Semczuk: Zatajone Katastrofy PRL. Ringier Axel Springer Polska, Warszawa 2011;

Najchętniej czytane