- ZROBIĘ Z CIEBIE GULASZ! HISTORIA KRWAWEGO KIOSKARZA ZE LWOWA!

Wśród rupieci na podłodze znaleziono KILKA PALCÓW RĄK. Pod ladą stał cebrzyk z wodą, a wewnątrz JELITA, KAWAŁKI MIĘSA I KOŚCI oraz SKÓRA Z GŁOWY. Na półce w teczce znajdowała się GŁOWA zmasakrowana tak, że żadnych rysów twarzy nie można było rozpoznać.

Sprawca kiedy został aresztowany przez policjantów w swoim kiosku, jadł akurat słoninę, którą kroił tym samym nożem, którym wcześniej ćwiartował zwłoki swojej ofiary…

Makabryczne odkrycie


Środek zimy. Mroźny poranek, 5 lutego 1934 roku. Działo się to we Lwowie. Jan Czyż, dozorca zatrudniony do pomocy przy organizacji dorocznych Targów Wschodnich idzie do pracy przez miejski park Kilińskiego. Nagle na śniegu widzi stróżkę krwi. Zaniepokojony idzie krwawym śladem, W końcu w krzakach odkrywa MAKABRYCZNE znalezisko. Jak zapisano w policyjnym raporcie:

Na śniegu leżały porozrzucane kawałki mięsa, prawdopodobnie ludzkiego.

Stróż natychmiast wezwał posterunkowych policji, mimo że miał nadzieję, że to być może kawałki mięsa zwierząt rozwłóczone przez bezdomne psy, a nie ślady zbrodni. Na miejscu natychmiast pojawił się kierownik rewiru i kilku posterunkowych.



44 letni Cybulski był na pozór spokojnym człowiekiem - fot. tygodnik "Światowid"

Wkrótce pies policyjny odnalazł inne części ciała nieudolnie poukrywane w rożnych zakamarkach parku...

Zaraz potem na miejscu pojawił się komisarz z wydziału kryminalnego lwowskiej policji i jego wywiadowcy. Ustalono ponad wszelką wątpliwość, że fragmenty ciała są pochodzenia ludzkiego i są częścią tułowia kobiety.

Dość szybko trafiono na pewne poszlaki, które pozwoliły na dość szybkie dotarcie do podejrzanego. Po pierwsze do ciała doklejone były w wielu miejscach fragmenty etykietek od papierosów. Ustalono nawet marki: „Sport” i „Płaskie”. To mogło oznaczać, że mordu dokonano w jakimś sklepie lub kiosku.

Po drugie, jeden z policjantów z pierwszego komisariatu przypomniał sobie, że dwa dni wcześniej widział, jak około północy kioskarz Hieronim Cybulski – inwalida wojenny prowadzący niewielki kiosk pod Parkiem Kilińskiego – wprowadził do swojej budki jakąś kobietę, z którą się tam zamknął. Policjanci ustalili następnie, że:

Cybulski w kiosku mieszkał, a często w ostatnich trzech latach, odkąd nie żył ze swą żoną Józefą, sprowadzał do kiosku prostytutki.

To wystarczyło, żeby odwiedzić Cybulskiego w jego miejscu pracy. Kiedy zapukali do kiosku stojącego nieopodal wejścia do parku właściciel był wyraźnie przerażony. Zbladł i zdenerwowany wydukał z trudem:

Panowie do mnie? Przecież to była prostytutka!



Jak donosił reporter „Gazety Lwowskiej”:

Cała podłoga zaśmiecona, skąpana była krwią. W kątach znajdowały się skrwawione szmaty i strzępy ubioru damskiego. Wśród rupieci na podłodze znaleziono kilka palców rąk. Pod ladą stał cebrzyk z wodą, a wewnątrz jelita, kawałki mięsa i kości oraz skóra z głowy. Na półce w teczce znajdowała się głowa zmasakrowana tak, że żadnych rysów twarzy nie można było rozpoznać.
Na stole leżały narzędzia mordu: ręczna piłka, siekiera i nóż, którym zbrodniarz w chwili przybycia policji krajał słoninę.

Policja wysłuchała mętnych wyjaśnień Cybulskiego. Jak pisali dziennikarze:

Dalsze szczegóły podaje bardzo niejasno, mówi, że dziewczyna usiłowała pozbawić się życia jakąś trucizną. Po wypiciu trucizny dziewczyna ciężko zachorowała i leżała w budce przez sobotę i niedzielę. W niedzielę umarła. Cybulski zeznaje dalej, że bojąc się odpowiedzialności przystąpił do poćwiartowania zwłok dziewczyny.

Oczywiście kioskarz został natychmiast aresztowany i osadzony w miejskim areszcie

Inwalida samotnik


Hieronim Cybulski  w momencie aresztowania miał 44 lata. Był inwalidą wojennym. Został ranny podczas walk w trakcie I wojny światowej. W trakcie procesu pojawiły się plotki, jakoby nosił on w głowie odłamki szrapnela, które spowodowały utratę świadomości i pchnęły go do zbrodni, kioskarza prześwietlono promieniami Roentgena. Plotki jednak się nie potwierdziły.

Po wojnie ze względu na inwalidztwo z niewielkiej renty państwowej założył w rodzinnym Lwowie niewielki interes – kiosk z papierosami i gazetami.



Interes szedł średnio. W dodatku Cybulski zaczął zaglądać do kieliszka. Nieustannych pijackich awantur nie wytrzymała żona Józefa. Po jednej z domowych awantur, kazała mu się spakować i wynosić. Cybulski od tej pory mieszkał w swoim kiosku. Często korzystał z usług ulicznych prostytutek, które zapraszał do swojej placówki handlowej.

Sprawa "krwawego kioskarza" natychmiast trafiła na czołówki prasy -
fot. tygodnik "Światowid"

Policji szybko ustaliła, że ciało denatki należy do niejakiej Emilii Szeffówny - 41-letniej prostytutki. Pomoc w pozbyciu się ciał okazał Cybulskiemu niejaki Michał Kołodziej, miejscowy brukarz i kolega zbrodniarza. Jednak jak ustalono w toku śledztwa nie był on świadomy, że pomaga w usunięciu śladów zbrodni. Cybulski wyjaśnił mu, że mięso, które tarmosił to „końskie ścierwo”.

Sensacja w sądzie


Oczywiście proces, który niebawem się zaczął wywołać ogromne zainteresowanie publiczności i dziennikarzy. W toku procesu weterana Hieronima Cybulskiego wyszło na jaw tyle smakowitych (przynajmniej dla brukowców) szczegółów, że sąd postanowił prowadzić przesłuchania przy drzwiach zamkniętych. Z zeznań samego zbrodniarza, jego bliskich oraz zatrudnianych przez niego prostytutek wyłonił się obraz sadysty, tyrana i perwersyjnego miłośnika brzydoty.


W kiosku policja dokonała szeregu makabrycznych odkryć - fot. materiały policji

Cybulski przyznał się do wszystkiego. Dokładnie opisał szczegóły swojej zbrodni. Tak relacjonował to łódzki dziennik „Republika”:

Emilia Szew (lub Scheff) miała przyjść do kiosku około godziny 23, gdzie Cybulski przyniósł 2 flaszeczki wódki i zakąski. Do godz. 3 pili wódkę i jedząc rozmawiali. Po stosunku Cybulski siedząc z dziewczyną* na łóżku wsypał palcami szybko i niepostrzeżenie do szklanki z której piła ona wódkę odrobinę proszku cjankali i dał jej do wypicia, przyczem szklankę, z której pił, trącił o szklankę dziewczyny, mówiąc "na zdrowie". Po wypiciu denatka**, krzyknąwszy "oj" przewróciła się na wznak na łóżku straciła przytomność i po chwili przestała oddychać. Cybulski widząc koło siebie trupa postanowił zwłoki pokrajać, wynieść i rozrzucić i w tym celu zabrał się odrazu do krajania. Nożem obciął naprzód denatce piersi, przeciął tułów wpoprzek koło pępka, używając w robocie prócz noża siekiery i piły. Do godz. 5 nakrajał tyle mięsa ze zwłok denatki, że napełnił niem 2 skórzane teczki, resztę zaś zwłok z nieodciętą jeszcze głową włożył do drelichowego worka i położył koło łóżka. Ukończywszy tę czynność Cybulski położył się i usnął. Po obudzeniu się umył, otworzył kiosk i handlował aż do wieczora.

Im starsza, tym lepsza


Ta sama popołudniówka szczegółowo opisywała seksualne dewiacje niepozornego kioskarza:

 Jest niezwykłym typem zboczeńca seksualnego. Jeszcze przed rozprawą opowiadał swym obrońcom, którzy go odwiedzili w celi więziennej, że nie mógł zasnąć w nocy, jeżeli przedtem nie sprowadził sobie do kiosku jakiejś dziewczyny. Gdy kładł się sam, miewał stale koszmarne wizje i budził się z silnym bólem głowy. Dalej opowiadał zbrodniarz swym obrońcom, że do żony czuł całkowitą obojętność i od wielu lat nie istniała dla niego, jako kobieta. Podobnie był zupełnie obojętny w stosunku do młodych kobiet. Głód seksualny odczuwał tylko na widok kobiet starszych i brzydkich. Im kobieta była starsza, tem większe wzbudzała w nim pożądanie.

Z kolei inny łódzki dziennik „Echo” donosiło że w aktach znalazły się sekretne notatki mordercy:

Dzienniczek Cybulskiego, będący swego rodzaju pamiętnikiem. Cybulski po jednej stronie zapisywał wydatki i wpływy z interesu, a na drugiej prowadził kronikę dnia. Zapisywał mianowicie wszystkie ważniejsze wydarzenia dzielnicy, notował skony swych znajomych, zajścia, które dochodziły do jego wiadomości, swoje perypetje miłosne, przepowiadał dalej codziennie pogodę i notował prognostyki, a gdy następnie sprawdzały się one, z zadowoleniem stwierdzał to w dzienniku.


Smutny epilog


Ofiarę Cybulskiego - a raczej to, co z niej zostało - pochowano ukradkiem. Oficjalnie dlatego, że władze nie życzyły sobie "niezdrowej sensacji", ale chodziło o coś jeszcze: koleżanki z pracy Emilii Szew zapowiadały, że wystąpią w sposób manifestacyjny, a manifestacji prostytutek władze Lwowa z pewnością nie chciały. Kondukt, który 13 lutego o godzinie 8 rano poniósł trumnę z kaplicy Instytutu Medycyny Sądowej na cmentarz Janowski, liczył zaledwie pięć osób najbliższej rodziny ofiary.

fot. materiały policji

Sam Cybulski miał szczęście. Nie zginął w celi śmierci jak na to z pewnością zasłużył. Sąd uwzględnił czynniki łagodzące, chorobę psychiczną sprawcy i skazał „krwawego kioskarza” na dożywotnie więzienie. Nie znamy jego dalszych losów, ale prawdopodobnie wyszedł na wolność we wrześniu 1939 roku w wyniku pożogi wojennej. Co robił później, nie wiemy...

Bibliografia:

"Gazeta Lwowska", wydanie z 10 lutego 1934 r.
"Echo", wydanie z 6 lutego 1934 r.
"Republika", wydanie z 7 lutego 1934 r.

Najchętniej czytane