ZWIERZENIA WRÓŻKI: WIEM, KIEDY UMRĘ!

ZNA DATĘ SWOJEJ ŚMIERCI. Wie, na co będzie jeszcze chorować. Twierdzi, że w kartach WIDZI PRZYSZŁOŚĆ KAŻDEGO Z NAS. Nie ma odwagi powiedzieć każdemu prawdy. Zwłaszcza wtedy, kiedy wie, że jego dni są policzone.

Nie chciała, żeby podać nazwę miejscowości, gdzie mieszka. – Niech pan napisze, że gdzieś na Podkarpaciu – poprosiła. – Żadnych nazwisk, najwyżej imię. Nie potrzebuję reklamy. Wczoraj śniadanie zjadłam o 14. Przyjęłam 40 osób. Tak jest prawie codziennie.

Numery totolotka? Kto, jak kto, ale jasnowidz powinien je znać. Niestety, pani Anastazja sprowadza na ziemię. – Kiedyś miałam natchnienie – mówi. – Pokazał mi się ciąg liczb. Wysłałam kupon. Razem z dziećmi oglądaliśmy losowanie. Pierwsza cyfra – zgadza się, druga – też, trzecia to samo. Dzieci aż podskoczyły. Niestety, na tym się skończyło. Miałam tylko „trójkę”. Od tej pory nie gram.

Wróżka , że każdemu jest przypisany jego los. Podobnie jak szczęście. – Z tym trzeba się urodzić – przekonuje. – Jest wiele osób, którzy całe życie mają pod górkę. I nic tego nie zmieni. Oczywiście, trzeba szczęściu w życiu pomagać, ale z niektórymi życie obchodzi się okrutnie.

Ostatnio przyszła do niej kobieta w średnim wieku. Chciała, żeby jej powróżyć. To, co usłyszała przyjęła z niedowierzaniem.


 

Z kart wynikało, że jej ponad dwudziestoletnia córka czyha na jej życie – opowiada pani Anastazja. – Podtruwała ją. Kobieta nie chciała wierzyć. Stwierdziła, że to bzdura.

Po jakimś czasie prawda wyszła na jaw. Ta kobieta miała przyjaciela, który romansował z... jej córką. Wymyślili plan, żeby pozbyć się „tej trzeciej”. Po wizycie u pani Anastazji niedoszła ofiara skojarzyła pewne fakty. Przypomniała sobie, że córka często robiła wszystkim herbatę. Jej wskazywała miejsce gdzie ma usiąść. Za którymś razem – po jej wypiciu – poczuła się słabo. Jak przez mgłę pamiętała, że prosiła córkę o szklankę wody. Ta podała ją bardzo niechętnie. To przekonało ją, że pani Anastazja miała rację.



Jej przyjaciel pracował zresztą w pogotowiu. Nie miał problemu ze zdobyciem odpowiedniego lekarstwa, które miało ją przenieść na tamten świat. Z córką od trzech lat nie utrzymuje kontaktu, a „przyjaciel” zadzwonił do niej po kilku latach. Nie miał odwagi spojrzeć jej w oczy. Przez telefon powiedział, że przeprasza ją za swoje grzechy. Za grzechy innych – nie.

Wie, ile lat będzie żyła i na co będzie chorować


– Ale to moja sprawa – mówi. – Nikomu o tym nie powiem. Wiem też, że po śmierci będę miała lżej.

Przed kilkoma laty zemdlała w kościele. Straciła przytomność. – Byłam zła, kiedy mnie docucili – opowiada. – Czułam się jedną nogą po „tamtej” stronie. To niesamowite uczucie. Nie bałam się. Czułam się lekko i beztrosko.

Czasami śni jej się zmarły przed 19 laty mąż. – Wiem, że wtedy czegoś ode mnie potrzebuje – twierdzi. – Wiem też, że on mnie strzeże i czuwa, żeby mi się nic nie stało.  W kartach widzę całe życie człowieka – mówi pani Anastazja. – Jego przeszłość i przyszłość.

Nie każdy jednak usłyszy całą prawdę. Według p. Anastazji nie można wszystkiego powiedzieć. – Co mam powiedzieć komuś, kto ma już na sobie wyrok? – pyta. – A ja to widzę. I nie tylko w kartach. Często spojrzę na człowieka i wiem, że jego dni są policzone. Skąd? Intuicja. Nic innego. To nie są czary.

Swoje zdolności odziedziczyła po ojcu. Zmarł, kiedy miała 8 lat. – Ojciec wróżył z kart – mówi. – Ja musiałam te zdolności przejąć w genach.

Pierwszą „zagadkę” rozwiązała w wieku 30 lat (teraz ma 79) . – Sąsiadce zginęły pieniądze – wspomina. – Powiedziałam, że jej pomogę. Ułożyłam karty. Wyszło, że złodziejem jest ktoś z rodziny. Okazało się, że to syn wziął pieniądze. Od tego się zaczęło.



 
Przestrzega ludzi przed wypadkami

 

– W tym roku wróżyłam znajomej. Wyszło mi, że będzie miała wypadek. Powiedziałam jej o tym. Wyśmiała mnie. – Co ty, tyle lat jeżdżę i nic – bagatelizowała. – Pleciesz. Za kilka dni wracała samochodem do domu. Nagle pieszy wszedł na jezdnię. Wpadła do rowu. Na szczęście wyszła z tego. Od tej chwili nie wyśmiewa mnie.



Jako jasnowidz ma na koncie także kilka skojarzonych par. Jedną zapamiętała w szczególności. – Przyszła kiedyś kobieta, taka ze 30 lat – opowiada. – Panna. Znałam ją z widzenia. Chciała sobie pogadać ze mną. Żaliła się, że nie ma partnera życiowego. Czekała na swoją wielką miłość. Powiedziałam jej, że wkrótce spotka taką osobę. To kwestia kilku miesięcy. Wyszła bez przekonania. Kolejnym tego dnia „klientem” był samotny mężczyzna. Też stąd. Miał ten sam problem – był kawalerem.

Spojrzałam na karty i kazałam mu się wynieść


– Widział pan tę kobietę, która przed panem wychodziła? – spytałam.– Tak, znam ja z widzenia. – To niech pan idzie za nią. To pana przeznaczenie. Po kilku miesiącach wzięli ślub.

Jej przepowiednie działają tez w drugą stronę. Niedawno przyszła do niej młoda, atrakcyjna kobieta. Bez słowa rzuciła jej się na szyję i pocałowała.

– Dziękuję pani – powiedziała. – Dzięki pani odzyskałam szczęście. Pani Anastazja dopiero po chwili poznała ją. Była u niej przed rokiem. Miała wyjść za mąż. Podczas wróżenia wyszło jej, że nie powinna wychodzić za mąż za tego człowieka. – Dziewczyno, uciekaj choćby spod ołtarza! – przekonywała pani Anastazja. – Z tym człowiekiem nie zaznasz szczęścia.

Długo ją przekonywała, prosiła, błagała. Dziewczyna wyszła. Na miesiąc przed ślubem zerwała zaręczyny. Przeszła koszmar. Niedoszły mąż i teściowie nie mogli jej tego darować. Były i groźby i prośby i szantaż i rękoczyny. Poznała prawdziwe – dotychczas nieznane dla niej oblicze – niedoszłego męża. Teraz jest szczęśliwą mężatką. Oczywiście z innym mężczyzną.
Największy ruch ma przed maturami

Przed drzwiami kłębi się tłum maturzystów. – Każdy chciałby wiedzieć, czy zda maturę – śmieje się pani Anastazja. – Ja im tylko mówię, z czego powinni się podciągnąć. – Skąd wiem? – Po prostu wiem. Tego nie można wytłumaczyć naukowo. Potem przychodzą z podziękowaniami.





Starsza pani, która wysłuchała w życiu niejedna historię ludzkiej tragedii wzbudza zaufanie. Różni do niej przychodzą. Prości chłopi, jak i profesorowie, adwokaci.

– Był u mnie nawet lekarz – mówi p. Anastazja. – Chciał wiedzieć, czy postawił właściwą diagnozę. Wyszedł zadowolony. Wesoła, gadatliwa, o dużym poczuciu humoru twierdzi, że nie można jej okłamać. – Kłamczucha wyczuję od razu – twierdzi z przekonaniem. – Tak samo jak kogoś, co ma coś na sumieniu. To widać po oczach.

 

 

Najchętniej czytane